sobota, 6 września 2014

Etnografia Lubelszczczyzny – ludowe wierzenia o ogniu

Wracamy do cyklu Etnograficzne Źródła Słowiańszczyny, gdyż wierzenia Słowian przetrwały w różnej formie do dnia dzisiejszego w folklorze ludowym…

Ogień, tak jak inne żywioły postrzegany jest ambiwalentnie w kulturze ludowej. Z jednej strony daje ciepło, bezpieczeństwo, życie, z drugiej jest niszczycielski, zwodniczy, niebezpieczny. Powodując destrukcję ogień staje się czynnikiem zmianotwórczym, doprowadza to, co stare i złe do stanu amorficzności, która jest warunkiem nowych narodzin. Kojarzony jest również z pierwotnym, mitycznym chaosem. Przynależy do sfery sacrum, jest domeną bogów. Pojawia się w wielu obrzędach, bowiem umożliwia przejście od starego stanu do nowego. Ogień rozjaśnia mrok nocy i czyni rozświetlony obszar domeną człowieka, stąd stanowi środek apotropeiczny. Kształt płomienia i jego agresywność kojarzą się z męską zapładniającą siłą.



Foto: Jan Stanisławski
źródło: http://nasygnale.pl/

Sakralny charakter ognia
Kult ognia znany jest wielu kulturom i polega na oddawaniu czci świętości, która w postaci ognia się manifestuje. W znanym przekazie biblijnym Bóg objawił się Mojżeszowi w postaci gorejącego krzewu, w mitologii greckiej Prometeusz został ukarany za kradzież świętego ognia. Składanie ofiar ogniowi jest aktem komunikacji z bóstwem. Ogniska ofiarne palone były w lasach i pod drzewami poświęconymi bóstwom, a do ognia wrzucano dary. Takich ognisk nie gaszono, ale zostawiano, aby same się dopaliły. Jako ofiarę palono zwierzęta, a nawet ludzi. Z czasem zwyczaj ten zastąpiono na zasadzie metonimii, czyli palono tylko pewne elementy ludzkie i zwierzęce jak włosy, sierść.
Sakralny charakter przypisywany ogniowi znajduje odzwierciedlenie w kulcie ogniska domowego. Kiedy rozpalano w piecu wykonywano znak krzyża, aby w ten sposób uniknąć wszelkiego niebezpieczeństwa. Płonący ogień odstraszał złe moce, a komin mógł pośredniczyć między różnymi sferami, co ujawnia się w relacji informatorki:
No chyba tak. Nieraz mówili, że tam coś może przez komin wejść, jakieś złe duchy mogą przez komin wejść, ale chyba jak się palił ogień, ten dom był ochroniony, że nie mógł nic wejść wtedy. [Elżbieta Wójtowicz,  Wólka Kątna, 2010].
Przez ogień modlono się, aby odstraszyć złe siły:
Jak to dawni te strachy róźne były, przepowieście jak straszyło, jak chodziły takie róźne zielarze, to wszystko to. Przez ton ogień jakoś sie modliły, żeby to nie przyszło do tego mieszkania. [Eugenia Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009].
No właśnie tak było, ze róźne odstraszało, jak to dawni te strachy róźne były, przepowieście jak straszyło, jak chodziły takie róźne zielarze, to wszystko to. Przez ton ogień jakoś sie modliły, żeby to nie przyszło do tego mieszkania. To wszystko jak łopowiadały, to wszystko przez ten łogień zaprosiły, żeby to się nie zdarzyło. I takie już ludzie były, co nie przyjoły takiego głupstwa. [Stanisław Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009]
No chyba tak. Nieraz mówili, że tam coś może przez komin wejść, jakieś złe duchy mogą przez komin wejść, ale chyba jak się palił ogień, ten dom był ochroniony, że nie mógł nic wejść wtedy. Ogień jakby chronił. [Elżbieta Wójtowicz,  Wólka Kątna, 2010]

źródło: www.wprost.pl

Szacunek i cześć oddawana ogniowi wynikały z przypisywanej mu świętości, ale także z realnego pożytku, jaki dawał. Ogień zaspokajał elementarne potrzeby człowieka; służył do przygotowania posiłków, dawał ciepło, kiedy jednak nie obchodzono się z nim we właściwy sposób, stawał się zagrożeniem, wielkim żywiołem [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010].
No pewnie, że się należał. Należał się, bo ogień przeć i ciepło, ogrzewa człowieka, każdy szanował ogień, ale i bronił, żeby się nie zapaliło gdzieś, bo ogień jest pożyteczny, ale i może być nieszczęście od ognia, bo jakby się zapaliło coś, to wszystko ogień zabiera. […] Tak. Trzeba go dopilnować, trzeba szanować go, żeby go gdzieś nie zapuścić, żeby szkody nie zrobił, bo przecież nie daj Boże nie pilnować, wypadnie z kuchni i tam jakiś chodnik, czy coś wszystko spłonie abo się dziecko poparzy. Przecież to trzeba pilnować. Ogień trzeba szanować. Tyle można powiedzieć, że trzeba go szanować, żeby nie rozpaliło się ognisko w mieszaniu, czy żeby się do osiedla nie dostało, bo przecież szkody. Ogień to wszystko zabierze, tak jak i woda.
[Janina Woch, Wólka Kątna, 2009]
Łogień to jest pielęgnowony, to naprowde był szacowony. Do wszystkiego był potrzebny. I że chrunił od jakiegoś… Żeby coś jakiegoś nieszcząścia nie przyniósł. Ludzie sio modliły. [Stanisław Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009]
No chyba był szacunek. Ogień zawsze budzi jakiś respekt. Mógł być wielkim żywiołem, a jednocześnie potrzebny był rozpalano zawsze w kominie, także myślę, że na pewno wieli szacunek. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010]
Respekt w podchodzeniu do ognia oraz traktowanie go, jak istoty żywej, wyraża się w formule słownej wypowiadanej w trakcie rozpalania w piecu:
Nie, tylko jak mama rozpalała, jak miała ten ogień rozpalać, to wzięła i pobłogosławiła, znak krzyża zrobiła, tylko tyle powiedziała, że Boże niech każda iskierka będzie na chwałę twoją! Ile tych iskierek, tyle bądź pozdrowiony Jezu, ty Matko Święta i wszyscy Święci! Tak u mnie w domu było, tak był ten ogień szanowany, że był błogosławiony, zanim ogień się rozpalił to mama moja tak mówiła. Żeby była każda iskierka na chwałę Bożą. Tak było powiedziane.
[Janina Woch, Wólka Kątna, 2009]
Babcia rozpalali, mówis, to sie przeżegnali, żeby ton łogień był jakoś scęśliwie, żeby sie nic nie stało. [Eugenia Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009]
No tak, to było takie, zażegnonia, za tego… Mowy tam tego. [No jakie mowy?] To już bardzo nie pamiętam. [Ale tak że do ognia się zwracała?] No tak. [Stanisław Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009
Boże niech każda iskierka będzie na chwałę Twoją! Ile tych iskierek, tyle bądź pozdrowiony Jezu, ty Matko Święta i wszyscy Święci!  [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009].
Formuła skierowana jest do Boga, jednakże w przekonaniu informatorki jest to również błogosławieństwo ognia. Kazimierz Moszyński pisze, że czynności wykonywane w czasie rozpalania ognia, a także kierowane do niego formuły słowne, wskazują na szacunek niemalże równy istocie boskiej, co ma pogański rodowód. Szacunek przejawiał się w postaci zakazów plucia i sikania do ogniska, ich złamanie traktowane było jak ciężki grzech, za który spotyka kara:
Pluć nie to broń Boże! Bo to już było - to był grzech. W dawnych naszych czasach, w dawnych czasach, to był grzech, żeby napluć w ogień. W ogień to już broń Boże, to już była święta rzecz, żeby szanować ten ogień i nie pluć, nie nie!  [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009]
Nie, bo mówiono, że sparszeje język, jak się pluje do ognia. No i nie można było sikać, bo też mówiono, że coś tam sparszeje. To o tym mówił Błaszczak.
[Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010]
Chyba nie. A ogniowi to bruń Boże, bo bedu krosty, wyrzuty na twarz. [Ale jakby się co robiło?] Jak nieraz pluły na ogień, to nie dawały. Jak nieraz się zapałkę, to pluliśmy. „Nie pluj, bo sparszejesz!” Nie dały pluć. Krosty. Teraz to tom wiący, bo to sparszejesz mówiły, krosty bedzie miały, nie dały pluć. [Wacława Wiczołek, Bobowiska, 2010]
Inną karą za plucie w ogień było pojawienie się krost na twarzy: Jak nieraz pluły na ogień, to nie dawały. Jak nieraz się zapałkę, to pluliśmy. Nie pluj, bo sparszejesz! Nie dały pluć. Krosty. Teraz to tom wiący, bo to sparszejesz mówiły, krosty bedzie miały, nie dały pluć. [Wacława Wiczołek,  Bobowiska, 2010].
Natomiast po śmierci za to przewinienie groziła kara lizania kamienia rozpalonego do czerwoności.


Kadr z filmu Żerca

Nie wolno było także zalewać ognia brudną wodą, pomyjami, nieczystościami, stawać tyłem do ognia,przeklinać przy nim, igrać, bo grozi to moczeniem posłania w nocy. Nie można było wkładać do niego ostrych przedmiotów jak nóż, bo lepiej nie łączyć dwóch ostrych rzeczy, ale z również z tego względu, że ogień traktowano antropomorficznie, dlatego unikano zadawania mu bólu. Wierzono także, że ognie z różnych gospodarstw rozmawiają ze sobą i żalą się jeśli są źle traktowane.  Informatorzy twierdzili, że pożyczano sobie ogień z wielką życzliwością, ze względu na to, iż był on trudno dostępny, niekiedy zapałkę dzielono na kilka części. Odmienne zdanie miała jedna z informatorek, która twierdziła:
E nie. Ognia to się nie pożyczało, bo by nieszczęście było. Nie. Oj ogień to był zakazony, ostrożnie, żeby nie pożyczać, bo by nieszczęście, ognia nie! [Wacława Wiczołek,  Bobowiska, 2010].
Zakazy pożyczania ognia obowiązywały w związku z określonym czasem, na przykład po zachodzie słońca. Wynoszenie go z domu traktowano jako wynoszenie szczęścia, konsekwencją tego czynu mogła być śmierć któregoś z domowników, bądź utrata pomyślności w gospodarstwie. Pożyczany ogień, który był traktowany przez mieszkańców wsi jak żywa istota, mógł pogniewać się na gospodarza, że pozwala mu opuścić domostwo.
A jeszcze jeśli chodzi o łogień to było… Dajmy na to zapałki, ale to było jesce cas przedwojenny, w trzydziestom dziewiuntom roku, to nie tak jak ludzie dzisiaj żyjo. Zapałka to była wielkie coś, totooszczędność była, bo nawet łupali na pół zapałki ludzie, udało się. A takich co nie było stać jesce na zapałki, to chodzili pożyczali, po wągiel do sunsiada. Wągle na jakimś rondelku, czy jakiś szufelce. [Ale można było pożyczać ogień?] No tak, można było. [A nie było jakiś dni, że nie można, że lepiej w ten dzień nie pożyczać?] No ja wiem… No chyba nie wiem jakie by to było. Dzieci nie przenosiły, tylko starsze ludzie.Jak pozycał, na śniadonie chciał podpalić i ugotować coś, to pozycył tego. Poszedł tego, bo nie stać go było na zapałke. Jesce za mojego dziadka, jak opowiadali, to w ogóle takie krzesiwa były, na palce się zakładało i tutaj na stegnach. Tutaj, co jest choina zasadzuno, to wszystko, no to wszystko to wydmy były. […] I to tutaj na tych zadmach takie krzemionie znajdowali, takie… Jak to sio nazywa, krzemień, kamień taki, ale to takie żółtawo-brązawe, żółtawo-czorny. I tu jesce, jak mój dziadek opowiadali, na palce zakładali, bo to było takie jak zelaźne troszki, jak do pilnika podobne, i ło na tom, z tego i łogień był. Bo to naftu polali takie kloty i łogień z tego wytwarzały. Tak było. [Stanisław Wójtowicz,  Wólka Kątna, 2009]
Ogień to chyba można było pożyczać. Jeszcze tak dawniej, dawniej to dziadek chyba mówił był problem z zapałkami, to w jakiś sposób pożyczano sobie ogień od sąsiada. Po ogień się szybko biegło, żeby przynieść. Czyli pożyczano ogień. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010]
Wierzono także, że kto za życia ogień pożycza, ten w piekle oddawać musi. Pożyczanie  ognia było zabronione w Boże Narodzenie, Wielki Poniedziałek i Wielki Piątek, Dzień Wniebowstąpienia, Przemienienie Pańskie, we wszystkie dni Matki Boskiej, mogło to źle wpłynąć na urodzaj, spowodować nieustanne kłótnie i konieczność pożyczania go w późniejszym okresie. Aby zatrzymać szczęście przy nowonarodzonym dziecku nie pożyczano ognia w dzień porodu, a nawet w niektórych regionach przez cały okres ciąży. W momentach rozpoczynania prac gospodarskich, na przykład podczas pierwszego wyjścia bydła na łąkę, gdyż to mogłoby zaszkodzić ich wymionom.

Antropomorfizm ognia

Oczyszczająco – odnawiająca moc ognia
Piotr Kowalski pisze, że sakralność i zmianotwórczy charakter przypisywany ogniowi znajduje usankcjonowanie w porządku mitycznym. Jako operator zmian stanowił początkowo własność bogów iprzypisywany był do krainy zaświatowej. Wynika to z faktu, że wszelkie przekształcenia mogą dokonywać się dopiero po zniszczeniu aktualnej formy przedmiotu, postaci, a nawet świata. Ogień doprowadza formy do stanu amorficzności, czyli takiego jaki miały przed powstaniem świata. Skutkiem zetknięcia z ogniem jest rozpad wszelkich kształtów, co odpowiada chaosowi, stanowi prakosmicznemu. Ludowe wierzenia dotyczące ognia wynikają z jego właściwości doprowadzania wszelkich form do stanu rozkładu. Z jednej strony więc przypisywano ogniowi negatywne znaczenie, z drugiej jednak uznawano go za niezbędny element wszelkiej przemiany – aby coś się odrodziło, wcześniej musi doznać symbolicznej śmierci, którą ogień wyrażał.
Mieszkańcy Lubelszczyzny przypisywali mu siłę oczyszczająco-odnawiająca i destrukcyjną. Tę dwoistość oddaje fragment wypowiedzi: Ogień jest pożyteczny, ale może być i nieszczęście od ognia. [Janina Woch,  Wólka Kątna, 2009]
Ze względu na oczyszczającą moc ognia gromadzono drewno i palono je w miejscu, w którym ktoś został zamordowany. Ogień wykorzystywano w celu wyzbycia się wszelkich nieczystości. Efekt oczyszczenia można było osiągnąć poprzez włożenie przedmiotów do ognia, osmaganie ogniem, przeskoczenie ponad ogniskiem, czy przekraczanie ognia. Za pomocą ognia likwidowano niebezpieczne skutki kontaktu ze sferą śmierci poprzez spalenie łóżka naznaczonego śmiercią:  
Wyniesły na dwór to łóżko. Tam nikt nie spał na nim. [Dlaczego?] Bo jak chory był, na tym łóżku długo leżał. To ze to ludzie wierzyły w takie roźne zabobony, że przejdzie się choroba, że to człowiek zarazi sie. [Wynosili to łóżko i co robili?] A spaliły, porąbały i to. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2007]
Ogień był używany w medycynie – chodziło o rytualne oczyszczanie, które polegało na spalaniu substytutów choroby lub tego co pozostało w kontakcie z chorym. Z tego względu stosowano przypalanie w przypadku ran, krost, ukąszeń i wysypek.

Popularnym zabiegiem leczniczym było spalanie róży. Kobieta chora na nogi po tyfusie przechodziła boso przez ogień z gałązek tarniny, sosny tak długo aż święty ogień zabierze niemoc z nóg. Leczenie odbywało się także poprzez obnoszenie ciała pacjenta dookoła ogniska wierzono, że ogień zabierze wszelkie złe moce.

Apotropeiczna moc ognia
Ogień jest jednym z najsilniejszych apotropeionów. Przypisywana mu funkcja ochrony przed złymi mocami wynika z faktu, że ogień rozjaśnia dany obszar i czyni go domeną człowieka, grzeje, parzy przez co staje się bronią przed wszelkim złem czyhającym na człowieka, nie tylko realnym, ale i powstałym w ludowej wyobraźni.
Zapalenie ognia podczas wyruszania w podróż zabezpieczało przed złymi przygodami. Podobne zabezpieczające działanie miało przejście przez matkę idąca do chrztu z dzieckiem po rozżarzonych węglach położonych na siekierze. Funkcję ochroną pełniły także gałązki wyjęte z ogniska palącego się w Wielką Sobotę i umieszczone na rogach pola. Obejście z poświęconym ogniem dookoła izby zapewniało zdrowie.
Wierzono, że ogień niszczy złe moce, z tego względu jeśli chciało się ich pozbyć należało napisać imiona ducha na karteczce po czym ją spalić. Palono ropuchy, które uznawano za wcielenie złych duchów lub przynajmniej pochodzenie od nich, złapaną w butelkę zmorę wrzucano do pieca, wierzono, że przypalana uchodzi kominem. Uważano, że należy palić zwłoki samobójców, aby uniknąć ich chodzenia po śmierci.
Świszczenie i bulgotanie podczas gotowania wody uznawano za jęk dusz, uwięzionych w wodzie, a gdy trzeszczało palące się drzewo mówiono, że uwięziona w nim, pokutująca dusza piszczy i błaga o litość. Dorzucone do ognia zioła były sposobem odpędzania płanetników.

Odmiany ognia
Ogień sobótkowy kojarzony jest głównie z nocą świętojańską, związaną z letnim przesileniem słońca, jednakże już sama nazwa wskazuje, że jest to pojęcie szersze. Zwyczaj ten pojawił się w wielu kulturach i wiązał się z rozpalaniem ognia w momentach zimowego i letniego przesilenia, podczas równonocy jesiennej i wiosennej, a także wiąże się ze zwyczajem rozpalania ognisk w kolejne soboty od Wielkanocy do Zielonych Świątek. Za powód rozpalania ogni sobótkowych podaje się upamiętnienie ochrzczenia Chrystusa przez św. Jana, bądź dnia narodzin świętego Jana lub jego śmierci o charakterze męczeńskim; wymienia się także innego świętego Jana Nepomucena, który zginął męczeńską śmiercią – był palony i smażony w ogniu.

Noc Kupały

W wieczór sobótkowy młodzież z żagwiami w ręku obiegała pola, aby zabezpieczyć je od robaków i nieurodzaju. W obrzędzie nocy świętojańskiej, występującym na terenie Słowiańszczyzny doszło do zespolenia kultu ognia i wody z kultem św. Jana. Rozpalenie ognia w noc świętojańską miało na celu wzmocnienie siły słońca w czasie letniego przesilenia, zapewnienie sobie zdrowia na cały rok, zapewnienie płodności zwierząt gospodarskich.

Ogień taki rozpalano w pobliżu ważnych miejsc – w pobliżu wód, strumieni, na wzgórzach. Rozpalano go w rytualny sposób – z czterech stron, co symbolizowało cztery strony świata i ruch słońca. Do rozpalenia używano słomy zdartej ze strzechy bez wiedzy gospodarzy. Wrzucano zioła jak bylica, ruta, łopuch, przestęp, dziurawiec, które pełniły funkcje magiczne. Ogniowi sobótkowemu przypisywano właściwości oczyszczające i ochronne, stąd rytualne skakanie przez młodych chłopców przez ogniska. Miało to także charakter wróżebny o zamążpójściu dla dziewczyn. Jeśli jakaś dziewczyna wpadła do ognia w czasie przeskakiwania wierzono, że jest czarownicą. Przez i obok rozpalonego ognia przepędzano bydło, co sprawiało że czary nie miały do nich dostępu. Wierzono, że w noc letniego przesilenia przypada apogeum mocy czarownic, rozpalane ogniska miały chronić przed ich negatywnym wpływem.

Ogień piorunowy wywołany przez uderzenie pioruna był uznawany za narzędzie kary lub łaski wymierzone przez Boga. Wiążą się z nim wierzenia, że nie należy go gasić, gdyż traktowano to jako sprzeciwianie się woli bożej i w związku z tym ciężki grzech. Taki ogień mógłby zabić gaszących. Poskromienie go było możliwe przy zastosowaniu pewnych zabiegów: należało gasić go mlekiem kozim, owczym, słodkim, przed przystąpieniem do tej czynności ktoś nagi przebiegł dokoła palącego się budynku. Ponadto moc gaszenia takiego ognia mają osoby święte - wykorzystywano obraz przedstawiający Najświętszą Marię Pannę, lub innych świętych, a także przedmioty poświęcone: sól, woda, chleb, zioła.

źródło: www.wprost.pl

W kulturze ludowej pojawiają się także inne kategorie ognia, jest więc ogień niebieski, pojmowany jako praogień, pierwszy z ogni zaświatowych, w ludowych mitach jest utożsamiany z Bogiem. Pozostaje w ścisłym związku ze swoimi odpowiednikami, za pomocą których przejawia się na ziemi, czyli ogniem ziemskim, piorunem, błyskawicą, deszczem ognistym. Wierzono, że to on daje moc do palenia się słońcu, księżycowi i gwiazdom. Popularne były wyobrażenia wywodzące się z chrześcijaństwa o ogniu czyśćcowym i piekielnym. Charakterystyczną cechą pierwszego z nich, jest fakt, że nie spala i trwa przez jakiś czas. Jest gorejący, surowy i bardzo ostry.
Ogień pojawia się w pieśniach pogrzebowych,  gdzie najczęściej prosi się Boga o wybawienie od ognia czyśćcowego. Najstraszniejszym ogniem w ludowych wierzeniach jest ten, który płonie w piekle. Znajduje się gdzieś pod ziemią i czasem można go zobaczyć przez szpary w drodze. Jest narzędziem i atrybutem wiecznej męki, rozporządza nim diabeł. Według wierzenia z Chełmskiego spadające gwiazdy są porywane przez szatana na podsycenie ognia piekielnego. Ogień ten nie spala i nie daje światła, a tylko parzy, pali, goreje. Płonie pod kotłami, w których gotują się dusze, bądź pali ludzi przywiązanych do słupów za tę część ciała, którą grzeszyli. W ogóle piekło wyobrażano sobie jako wypełnione ogniem, na przykład w postaci ognistego jeziora.
źródło: http://wiadomosci.wp.pl/

Ogień demoniczny jest przypisywany istotom demonicznym. Leonard Pełka wśród demonów negatywnych, które stanowią syntezę wierzeń w dawne demony domowe z wyobrażeniami chrześcijańskiego diabła, wymienia latawca. Był to demon, który w zamian za duszę oddawał człowiekowi pewne przysługi. Ukazywał się w różnych postaciach, ale zawsze ognistych – wrzeciono, wąż, łańcuch, iskrzący się ptak. Widywane były, kiedy latały nisko ponad lasem, doleciawszy do swojej chałupy właziły do komina. Taki ognisty stwór mógł mieć różne kolory w zależności od tego, co w danym momencie niósł ze sobą. Jeśli były to ukradzione pieniądze miał kolor czerwony, jeśli zboże był żółty lub niebieski, biały gdy mąkę lub wełnę. Jego żywiołem był pożar, którym karał za doznaną krzywdę. Ogień bucha z nozdrzy zwierząt, pod postaciami których kryje się diabeł, na przykład czarnego psa, który miał ogień także w oczach i gardle. Niekiedy też barwa ognia zależy od demona bądź zjawiska, któremu towarzyszy. Ogień demoniczny, w którym przepala się pieniądze, jest niebieski, ogień towarzyszący diabłu jest zazwyczaj czerwony, a ten którym zieje smok ma zielonkawą barwę.

Mediacyjność ognia i elementów z nim związanych
Ogień uznawano za niezwykły element kosmosu, dlatego przypisywano mu właściwości mediacyjne – mógł pośredniczyć między światami, z tego względu wykorzystywano go do wróżenia i poznawania przyszłych losów. Ogień, który dobrze pali się w piecu zwiastuje ładna pogodę, natomiast szybko gasnący zapowiada deszcz. Huczący w piecu zapowiada kłótnie, natomiast jeśli syczy, to oznacza, że ktoś obgaduje gospodarzy, aby przerwać rozmowę należy wrzucić w ogień trzy garstki soli, co spowoduje ból języka obmawiającego. Charakter mediacyjny przypisywano także elementom związanym z ogniem, które częściowo przejmowały jego właściwości. Poznanie przyszłych losów dokonywało się za pomocą obserwacji płomieni, dymu, iskier, węgli.

Płomień podobnie jak ogień jest związany z życiem, śmiercią, ma ochraniającą, oczyszczającą, ale i niszczącą moc. Jest identyfikowany jako podstawowa postać ognia. Szczególnie właściwości przypisywano płomieniowi z poświęconej w kościele gromnicy, z tego względu wykorzystywano go wszechstronnie.
Przecież to jest ochruna. Jednak ogień ten to jest. Płumień ty grumnicy, to wszystko. Nawet jak przed wilkomy szły z grumnicomi, żeby nie spotkoł wilk. [Eugenia Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009].
Po powrocie z kościoła w Święto Ofiarowania Pana Jezusa w Świątyni, zwane w ludowej terminologii Matki Bożej Gromnicznej po powrocie z kościoła wypalało się płomieniem krzyże w różnych miejscach domu, przeważnie robiono to na głównej belce:
[…] krzyże się robiło, Grumniczny zawsze się robiło, żeby diabeł nie rzundził. Zapaliły się Gromniczny, w futrynach trochy, krzyziki se porobił. A i teraz trochy grumnice se zapale, raz dwa się przeżegnam, żeby Bóg brunił i ło tak od nieszczęścia. Tak to każdy robił, tu na wsiach robił. Zapalaju świce i robiu krzyziki gromniczne. [Wacława Wiczołek,  Bobowiska, 2009].

Rozniecanie ognia
Foto: Żywka

Płomieniem z gromnicy opalano włosy dzieciom co miało chronić od kołtuna. W lecznictwie ludowym przesuwano pod brodą płomień gromnicy miał zabezpieczyć przed bólem gardła.
Płomienie służyły także do wróżb. Wykorzystywano je do przepowiadania pogody, na przykład jeśli z palącego się ogniska wytryska płomień niebieskawo-zielony, to zapowiedź dobrej pogody. Jeśli promienie na ognisku rozchodzą się powoli, to oznacza, że owce dobrze się pasą, a jeśli rozchodzą się szybko i skaczą analogicznie dzieje się ze stadem. Z płomieni wróżono także w czasie świąt, na przykład jeśli płomień świecy zapalonej w wigilię skierowany był w kierunku drzwi zapowiadało to żałobę w domu. W czasie trwania obrzędów rodzinnych także obserwowano płomienie. W trakcie mszy za nieboszczyka zgaśnięcie któreś ze świec, palących się przy trumnie, było złym omenem, zapowiadającym kolejną śmierć:
[…] albo jak mrygała tak bardzo, to ktoś jest tak bardzo chory, dogorywa, tak.[…] Jak świeca zgasła, to mówiły czy na kobicki czy na męskiej, to ktoś odejdzie szybko [A która to jest kobicka strona?] To łu nas tutaj jak jesteśmy to jest na lewo, a w Abramowie, to na prawo jest, jak kobiety są. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009].

Zgaśnięcie świecy także w trakcie ceremonii ślubnej było złym znakiem: No jak świca zgasła, to mówiły, że niedobrze, jak już od ślubu, czy przy ślubie, świca zgasła, to już mówiły, że niedobrze coś, bo świca zgasła. [Marianna Gajda, Zabłocie, 2009].
Iskra to najmniejsza cząsteczka ognia i jednocześnie jego zarodek, stąd ma także symboliczne znaczenie. Wierzono, że iskry sypią istoty demoniczne, na przykład demonowi domowemu, który przynosi gospodarstwu bogactwo i pomyślność, iskry wypadają spod ogona.

Kiedy ogień świętojański płonie wysoko i równo, to zwiastuje bogaty zbiór owoców, natomiast jeśli sypie się z niego wiele iskier to można się spodziewać obfitych żniw. Iskra miotana z krzemienia odstrasza zło. W czasie leczenia róży najmłodszy z trzech braci krzesze dziewięć razy iskrę z krzemienia licząc głośno od dziewięciu do jednego. Iskrzący się w piecu ogień zapowiadał przybycie gości:
No nieraz to tak mówiu: O! Jakiś dzisiaj bedzie gość. [Jak tak iskrzy się?] No, jak tak prysko ogień.
[Zofia Chołaj, Bobowiska, 2010]
Z iskier tak. Do tej pory ja mówie, że jeżeli pryskają mi iskry pod kominem, tak jak się pali na ogniu, to na pewno mówią, ze przyjadą goście. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010]
Jak się tak iskry zasypały, to ktoś przydzie, bedu goście! A jak się ruszyło pogrzebaczem nieraz drzewa czy wągla, to już iskry na kumin się zasypało. Oj ktoś przyjedzie, goście bedu! To teraz jak nieroz się ruszy, to może ktoś nas łodwidzi. Tak było, iskry to goście. [Wacława Wiczołek, Bobowiska, 2010]
Dym w światopoglądzie ludowym wyznacza oś świata i dlatego przejmuje właściwości mediacyjne, przypisuje mu się możliwość przenoszenia spalanych przedmiotów z tego na tamten świat. O jego symbolicznym charakterze decydowało także oszołomienie, które może wywołać, a także fakt, że znosi możliwość rozróżniania kierunków, skazuje znajdującego się w nim człowieka na błądzenie. Stąd powszechne wykorzystanie dymu w medycynie ludowej, związanej z czynnością okadzania:
To ci brały wągli, ksyły zioła i pod krowe ładnie podchodziły i ten dym szedł na to. Patrz rozchodziło sio. Roz trochy tłuszczem, trochy tym dymem i dobrze było, mleko było. [Wacława Wiczołek,  Bobowiska, 2010].
Tak. Nie z ognia tylko z dymu. Jak dym… O przyszedł mój tata i mówi: O dzisiaj będziemy siano suszyć! Bo dym prosto szedł jak strzała do góry. Bo jak dym po ziemi tak się bałwani to jest zmiana pogody, a jak tak prosto idzie z wyciągu tego, to będzie pogoda. Tak. [A skąd w nim taka moc przepowiadania, że można z tego dymu wróżyć?] A tego to ja już nie wiem, dlaczego tak. I pradziadkowie i rodzice mówili, że jak idzie dym prosto to będzie na pogode, a jak sie rozsiewa po ziemi, to będzie już floga mówili. Będzie floga! Jak dyszcz bedzie. Ale że co łon tam miał, temperatura już inna pewnie była na pogode i tak ja sobie po swojemu tak myśle. Ale i teraz jak wyjde i widze, że dymek idzie do góry, to ciesze sie, że będzie pogoda. Pranie bedzie albo sprzątanie na podwórku. Tak, a tak to już nie wiem, to tyle z ognia, a tak to. Bo nie raz jak na deszcz było, a u mnie się napaliło w kuchni, to ten płomień się wrócił do drzwi, wrócił sie, tak wybuchł, jak miała być na deszcz, ale tak to na pogode to dym był dobry zwiastun, to każdy wierzył. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009]
Nie z ognia tylko z dymu, który z komina wychodził, wróżyło się pogodę i do dziś się wróży. Jeśli dym idzie prosto do nieba to wiadomo, że będzie pogoda, jeśli słania się po dachu, to już ma się na deszcz. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010]
Nie, ja nie wróżyliśmy z ognia pogody, to tylko z dymu śmy wróżyli. [Jak z dymu?] Z dymu to było jak z południa, to będzie ciepło. Jak z północy nieroz ten wiater i ten dym leciał na połunie, to już oj będzie ocieplenie, bo z północy dym przechodzi na południe. Będzie ciepło, bo na południe dym idzie. O to tośmy sami patrzyli. [Wacława Wiczołek,  Bobowiska, 2010]
Bogini Swara
źródło: forum.polter.pl

W tradycji stanowił także ochronę bóstw, pełnił funkcję apotropeiczne, bowiem oczyszczał teren, odstraszał złe moce. Wierzenie w apotropeiczną i oczyszczającą moc dymu było podzielane przez wiejskie akuszerki, które przed przystąpieniem do porodu zabezpieczały miejsce, w którym rozegra się coś niezwykłego, dwie opozycyjne sfery sacrum i profanum będą blisko siebie:
To znaczy pierwszą czynność, która wykonywała babka, bo tak u nas to się nazywały te kobiety babki. Przyszła więc wzięła wianek z rozchodnika ten poświęcony w wiankowy czwartek no i oczywiście okadziła izbę, gdzie to dziecko ten poród miał się od odbywać. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010].
Kierunek wznoszenia się dymu wyznacza linię łączącą ziemię z niebem, z tego powodu postrzegano go jako łącznika pomiędzy tymi sferami. Kierunek ku górze jest wartościowany pozytywnie:
Jeśli dym idzie prosto do nieba to wiadomo, że będzie pogoda, jeśli słania się po dachu, to już ma się na deszcz. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010]; Jak dym… O przyszedł mój tata i mówi: O dzisiaj będziemy siano suszyć! Bo dym prosto szedł jak strzała do góry. Bo jak dym po ziemi tak się bałwani to jest zmiana pogody, a jak tak prosto idzie z wyciągu tego, to będzie pogoda. Tak. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009].
Na podstawie gęstości dymu i tego jak spalają się resztki zwierząt ofiarnych można wnioskować o przyszłych losach leczonego: jeśli palą się źle, a dym jest gęsty i kłębiasty chory ma niewiele dni przed sobą.
Węglom przypisuje się właściwości magiczne, ze względu na ich powiązanie z ogniem, były przede wszystkim wykorzystywane do rozpoznawania i odczyniania uroków:
Jak ktoś urzekł prosięta, to się badało to rzucało się takie węgle z drzewa, tam szło się do chlewika, rzuciło się takie węgle z drzewa i jak te węgle poszły do dna, to znaczy że ktoś urzekł. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010].
Węgle z poświęcanego w Wielką Sobotę ogniska wykorzystywano jako środek ochronny przed pożarem, gradem, obchodzenie z nimi domu zapewniało szczęście na cały rok.
Pożar uznawano za karę, za przejaw boskiej woli, więc ogień w tej postaci miał również funkcję egzekutora sprawiedliwości. O przyczynach pożaru informatorzy mówili w następujący sposób:
No już mówili Bóg go skaroł za coś tam. [Eugenia Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009]
To takie używali słowa, co się kumuś zrobiło to Bóg go skoroł, że nie był tego… Że nie przestrzegoł tego… Nie wierzył bardzo, nie wierzył w tego… Do kościoła nie chodził. O Bóg go skoroł. Jak co mu sie stało, czy tom zachorowoł, czy tam na tego… [Stanisław Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009]
No to jak nieroz, jak tam coś tego to rozmawiały: O Pan Bóg go skarał! tam to, albo to, ale to nie tego. Kiedyś to nie było tam tych pożarów… No były! Kiedyś to były. Bo tu sąsiad z sąsiadem to się o słupek prawowały, to późni sie spaliły, to mówiły, że Pan Bóg go skaroł, bo się tak sądowały. [Marianna Gajda. Zabłocie, 2009]
Chyba w pewnym sensie tak, zwłaszcza kiedyś jak częściej pioruny trzaskały, to tak mówiono, że spalił się dom, piorun trzasł, właśnie spalił ogień, no bo to jakaś kara. Nieraz też tak było, że ktoś nieopacznie wypowiedział: Niech tam kogoś piorun trzaśnie czy coś. To właśnie że to jakaś kara była, mogło to się zdarzyć. Nawet chyba było takie zdarzenie, że ktoś komuś życzył i właśnie tak się stało. Uważane było jakby, że ogień to mógł być za karę. […] Tutaj jak się paliło to bardzo ważny był obraz świętej Agaty, kiedyś w każdym domu był obraz świętej Agaty i jak się paliło, to wynoszono ten obraz i obchodzono budynek co się palił, żeby ogień dalej się nie rozpowszechniał. Wierzono, że święta Agata powstrzyma ogień. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010]
No jak się tak paliło, to Pon Bóg ich musi skarał czy co! Oj musi to kara boska. Tak jak to te stare babki. Oj karo boska spaliły sio. [Wacława Wiczołek, Bobowiska, 2010]

Oprócz tego właśnie w tym przypadku ujawniała się ambiwalencja ognia. Nie była to już pożyteczny żywioł, ale niszczycielska siła. Ze względu na drewnianą zabudowę wsi, ze słomianymi dachami, kiedy wybuch pożar, najczęściej nie można było go ugasić, niszczył doszczętnie wszystko. Z tego względu jawił się jako totalna, destrukcyjna siła. Pożar traktowano także jako akt zemsty istot demonicznych, które mogły odgrywać się za złe traktowanie. Wierzono także, że skrzywdzony bocian, któremu zniszczono gniazdo lub zabrano pisklęta, przynosi w dziobie głownie z ogniska i zapala budynki.
Taniec z ogniem
Przed pożarem chroniono się za pośrednictwem świętej Agaty, aby ogień się nie rozprzestrzeniał wykorzystywano wizerunek męczennicy, obraz był obnoszony dookoła palącego się miejsca, tworzono krąg, który miał na celu zamknięcie złego w środku. Koło magiczne zostaje wyznaczone, aby czyhające zło zamknąć w środku, bowiem nie mając początku ani końca nie może więc nigdy podlegać destrukcji. Obwiedzenie kołem zamykało zakreślony obszar przed dostępem sił demonicznych, oraz było gestem zamykania złego w środku okręgu:
Jak się paliło, to wynoszono ten obraz i obchodzono budynek co się palił, żeby ogień dalej się nie rozpowszechniał. Wierzono, że święta Agata powstrzyma ogień. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010].
Do ognia wrzucano także sól św. Agaty i skorupki poświęconych jaj, aby spowodować zmianę kierunku ognia, wyprowadzano gospodarza, aby nieprzyjazny żywioł podążył za nim. Zdarzało się jednak, że pożar gaszono niechętnie, bo wierzono, że ten kto zagasi ogień ciągnie go później za sobą i staje się przyczyną innego. Z respektu obawiano się zalewać ognia wodą.

W czasie pożaru obowiązywały pewne zakazy, na przykład nie wolno było krzyczeć, bo na wrzask złe miało się jeszcze bardziej srożyć i powiększać ogień, kobiecie ciężarnej nie można patrzeć na pożar i dotknąć się gdziekolwiek, bo w tym miejscu dziecko będzie miało znamię:
Nie wolno jej się było jakoś tak przestraszać, szczególnie jak się paliło no to wtedy przekazywano, żeby się broń Boże nie pomacała po twarzy, bo wtedy dziecko będzie miało znamie na twarzy. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010].

Literatura:
Gieysztor Aleksander, Mitologia Słowian, Warszawa 2006.
Kopaliński Stanisław, Słownik symboli, Warszawa 1990.
Kowalski Piotr, Kultura magiczna. Omen, przesąd, znaczenie, Warszawa 2007.
Ogrodowska Barbara, Zwyczaje, obrzędy i tradycje w Polsce. Mały słownik, Warszawa 2001.
Pełka Leonard, Polska demonologia ludowa, Warszawa 1987.
Słownik stereotypów i symboli ludowych, red. Jerzy Bartmiński, t. 1 Kosmos, cz. 2, Lublin 1999.
Moszyński Kazimierz, Kultura ludowa Słowian, cz. II Kultura duchowa, zeszyt 1, wydanie 2, Warszawa 1967.
Tomiccy Joanna i Ryszard, Drzewo życia. Ludowa wizja świata i człowieka, Warszawa 1975.
Wojtowicz Magdalena, Postawa magiczna jako wyraz światopoglądu mieszkańców okolic Markuszowa, praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. Jana Adamowskiego, Lublin UMCS 2010.

Autor: Magdalena Wójtowicz