piątek, 11 kwietnia 2014

Związek Wielecki

Największe terytorium zajmował Związek Wielecki. Byli też Wieleci za czasów Karola Wielkiego uważani za najpotężniejszy lud nad południowym brzegiem Bałtyku.


W źródłach karolińskich występują oni często pod nazwą Wiltzi, Vultzi, Welatabowie. Siedziby ich rozpościerały się nad środkową Łabą w górę od ujścia Eldeny. Na północy graniczyli ze związkiem obodryckim wzdłuż Stepienicy (prawego dopływu Łaby), Jeziora Moryckiego i rzeki Warnawy. Dalej granica szła brzegiem morza na wschód.Wschodnie i południowe granice związku wieleckiego trudne są do bliższego sprecyzowania. Ulegały one zresztą pewnym zmianom na przestrzeni dziejów.



Autor: MartaEmilia
Źródło: deviantart.com


Do ludów należących bezspornie do związku wieleckiego możemy zaliczyć: Nieletyków, Doszan, Wkrzan, Ratarów, Doleńców, Rzeczan, Czrezpienian i Chyżan. Każde z tych terytoriów plemiennych posiadało swój ośrodek, przeważnie w postaci obronnego grodu.


Źródło karolińskie z połowy IX w., tzw. "Geograf Bawarski", pisze, że na terytorium Wieletów znajduje się 95 grodów na obszarze 4 ziem plemiennych.


Święty Związek Wielecki to cztery główne, bitne plemiona. Okreso­wo dołączają się do nich inne, jak to: Morzyczanie, Glinianie, Wkrzanie. Łączą się, odpadają, według tego, co im doraźna korzyść dyktuje, lecz tamte cztery to niewzruszony trzon i siła Związku. Najważniejszymi w tej czwórce są Redary, a to z racji posiadania ośrodka kultu reli­gijnego. W świątyni Swarożyca przechowywane są znaki bojowe Wie­letów. Stąd po zasięgnięciu wróżby ruszają wyprawy wojenne. Nie gdzie indziej, lecz w Radogoszczy, z Dolenskiego Jeziora, o wodzie czarnej od cienia obrzeżających ją drzew, w przededniu ważnych wydarzeń, wy­chodzi wielki odyniec o zapienionych kłach i tarza się w bagnie przy bramie wiodącej na dziedziniec świątynny. Tutaj kapłani odsłaniają, przyszłe losy za pośrednictwem białego jak śnieg konia Swarożyca, wszyscy zaś członkowie plemienia obowiązani są do stałych ofiar na rzecz świątyni. Nic wiec dziwnego, że Redary poczytują się za pierw­szych i najważniejszych w Związku. Związek trwa i zwycięża, ponieważ wsparty jest potęgą Swarożyca.


Tak było od wieków i tak pozostanie zawsze, o ile ludzie pozostaną wierni bogom i odmówią posłuchu niepo­żądanym nowościom. Gdzieś daleko płynie życie, niosące wielkie przemiany, ale puszcza chroni przed nimi skutecznie. W Radogoszczy nic się nie zmienia. Wszystko idzie porządkiem ustalonym przed wiekami. Nie zmienił się ceremoniał świątynny ani kolejność sprawiania wróżb, ani obyczaj od czasów, gdy na zachodzie panował cesarz Karol Wielki.


Wróżby sprawiają kapłani, zakopując losy w ziemię pod darnią, po czym wbijają w to miejsce dwie włócznie na krzyż i skłaniając się pokornie, przeprowadzają przez nie konia uważanego za własność boga Swarożyca…


Jednako szumi puszcza, faluje jezioro i te same prawa rządzą życiem ludzi. Nawet święty biały rumak jest wciąż taki sam, nieśmiertelny jak Swarożyc. Tylko czasami cienkie źrebięce 'rżenie, odpowiadające z nie­widocznego okólnika na chrapliwy głos ogiera, zdradza, że kapłani hodują tajnie następcę dla starzejącego się wierzchowca Swarożyca.


Do niedawna nimb duchowy otaczający Redarów wzmacniała ich wartość bojowa. Byli najsilniejszym plemieniem w Związku, w walce z najgroźniejszym. Otton I Wielki mawiał do swoich margrabiów: — Zgniećcie Redarów, a podbój całej Słowiańszczyzny będzie dokonany. — Ostatnio wyprzedzili ich Czrezpienianie.


W przeciwieństwie do odciętych od świata puszczą i poglądami Redarów — Czrezpienianie oraz Chyżanie siedzą na otwartym szlaku. W rzemiośle żeglarskim współzawodniczą z najlepszymi pławcami Bałtyku — Ranami. Stykają się z Duńczykami, Obodrzycami, Pomorzem i Polską. Oczy mają bystre, uszy czujne, umysły otwarte. Nie gardzą z góry wszelką nowością w uzbrojeniu, budowie łodzi, uprawie, o ile dana nowość okazuje się pożyteczna. Nabierają doświadczenia w od­miennych sposobach walki i dzięki temu wybijają się ponad Redarów. Tamtych żre zazdrość i na wspólnych wiecach coraz częściej przychodzi do sporów. Tajni zausznicy Sasów podsycają je umiejętnie, powtarzając zebranym jadowite plotki. Słowianie wierzą, gdyż sami kłamstwa nie znają. Toteż niejednokrotnie rozłam zda się już wisieć w powietrzu. Przywrócić zagrożoną jedność mogłaby tylko wojenna wyprawa, do której na razie brakuje okazji. Dlatego to pokój nie służy Wieletom.


W r. 1004 nadchodzi moment, że przed Świętym Związkiem Czterech Plemion stają do wyboru dwie drogi: sojusz z Bolesławem lub sojusz z Henrykiem i wzięcie udziału w wyprawie na Bolesława.


Zwołano powszechny wiec. Czy wiecownicy zdają sobie sprawę, na jakim, stanęli rozdrożu? Czy pojmują doniosłość uchwał, jakie dziś powezmą?
Radzą Wieleci. Spoglądają wyczekująco na wrota świątyni. Siwy rumak Swarożyca, trzymany w pogotowiu przez młodszych świątników, tupie i parska. Najstarszy kapłan opóźnia swe przyjście. Naradza się jeszcze z towarzyszami.


Ponieważ identyfikują pogaństwo z narodowością, ich tok myślenia jest zapewne w dniu owym następujący: Niemcy nie są groźni Wieletom. (Znów wspomnienie roku 983!) Groźniejsza od nich jest Polska. Ona wchłonie Święty Związek, ona potrafi nakłonić wyznawców, że sami zwalą posąg Swarożyca przyjmując chrześcijańską wiarę…


Najstarszy kapłan z orszakiem opuszcza świątynię. Pewnie dzierży wodze źrebca. Ogier stąpa lekko, przesadza włócznie nie trąciwszy żadnej. Gdy powtórzył to trzy razy, wybucha radosna wrzawa. Bogowie rozstrzy­gnęli wątpliwości, sojusz należy zawrzeć z Henrykiem.
I ani prostoduszny lud, ani kapłan tak umiejętnie prowadzący konia, nie wiedzą, że w tej chwili przesądzili własne losy.


Grunwald Wieletów


1056 - Bitwa pod Przecławą i zwycięstwo Wieletów


Bój na miarę Grunwaldu, pogrom wojsk koalicji sasko-duńsko-obodrzyckiej.
Brak nam szczegółów o przebiegu bitwy przecławskiej. Kronikarze krótko zbywają ten temat:
„Barbarzyńcy, których zwą Lutykami, zadali wielką klęskę chrześcija­nom [Niemcom], z których jedni polegli od miecza, inni w ucieczce potonęli. Między nimi zginął Wilhelm, margrabia Marchii Północnej, w pobliżu grodu, który zwą Przecława, położonego nad brzegiem Łaby w miejscu, gdzie wpada do niej rzeka Hawela (Hobola)..." (Annales Sax. r. 1056).


Właściwy rozmiar pogromu daje się poznać po skutkach.
Cesarz Henryk, wrócił do Niemiec, lecz chory z trudów podróży i zgryzoty. Czekająca nań wieść o klęsce przecławskiej i zaprzepaszczeniu armii saskiej zabija go, jak niegdyś Ottona II wieść o powstaniu Słowian w 983 r. Henryk III jest drugim cesarzem, który umiera na „chorobę słowiańską", na Słowian.


Cóż się dzieje w tym czasie w obozie zwycięzców?


Dzięki bitwie przecławskiej Wieleci stanęli u szczytu potęgi. Otacza ich gloria bojowa dotąd nieznana. Bo co innego przejść niespodziewanie Łabę, spustoszyć kraj, wyrżnąć załogi zaskoczonych napaścią grodów i podpalić osiedla, a co innego stawiać czoła w otwartym polu, jak równy z równym.


ny równym, (osławionej armii saskiej. Są upojeni zwycięstwem i słusznie. Są 'bezpieczni, nikt im mię zagraża. Wszystkie drogi leżą przed nimi otwarte. Mogliby teraz zwrócić się bezpośrednio do Rzymu, jak to uczynił niegdyś polski Mieszko, i przyjąć chrzest, omijając biskupów niemiec­kich, odejmując Sasom raz na zawsze rzekomy powód napaści. Stanąć w jednym rzędzie z państwami chrześcijańskimi. Mogą połączyć się z Obodrzycami, nawiązać sojusz z Czechami, z polskim Kazimierzem, stworzyć nareszcie owo wielkie państwo słowiańskie, niedoszły zamiar Chrobrego. Mogą uderzyć na Danię albo Norwegię, zhołdować te pań­stwa. Mogą ruszyć w głąb bezsilnego chwilowo cesarstwa... Mogą wykorzystać czas pomyślności i spokoju, by powiększyć flotę, wznosić nowe grody zaćmiewające Szczecin albo Wolin... Wszystko to mogą uczynić... Co wybiorą?
Wybierają — wojnę domową.


Nieomal nazajutrz po świetnym zwycięstwie rozpoczynają się gwał­towne spory między plemionami. Zaznaczone poprzednio różnice potę­guje obustronna chęć przypisywania sobie zasługi zwycięstwa. Zdaniem Czrezpienian ich uzbrojenie, ich przemyślny manewr przesądziły losy bitwy, Redary to twierdzenie poczytują za bluźnierstwo. Zwyciężył Swarożyc, Bez niego, boga Redarów, nic by nie zdziałano.


Spór się zaostrza, od sporów dochodzi do walki zbrojnej. Czrezpienianie ogłaszają się za równych Redarom. Redarzy i Doleńcy nie mogą znieść podobnej zniewagi. Na początku 1057 r. wybucha zażarta brato­bójcza wojna. Wojna o to, kto lepszy, kto walniej przyczynił się do przecławskiego zwycięstwa. Z jednej strony Redary i Doleńcy. Z drugiej Czrezpienianie i Chyżanie. Pozostałe plemiona nie biorą udziału w tych walkach, jak by się dziś rzekło prestiżowych, nie pretendują bowiem do pierszeństwa w Związku. A Duńczycy i Sasi z nie ukrywaną uciechą patrzą, jak się wyrzynają Słowianie.


Swarożyc uchodził dotąd za boga wszystkich plemion wieleckich. Obowiązkiem, zatem kapłanów radogoskich było zapobieżenie wojnie w łonie Związku. Posiadali dostateczną powagę, by przerwać powszechny obłęd i krzyknąć walczącym: Stój! Wróżby stanowiły w ich ręku znakomity sposób działania na wyobraźnię wyznawców. Miast jednak powstrzymać nieszczęście, okazali się tylko zacietrzewionymi ministran­tami lokalnego 'boga. Podsycają zapalczywość współplemieńców przeciw bluźniercom i wojna trwa. Trwa morderczy szał. Z obu stron ilość zabi­tych przenosi o wiele liczbę poległych na polu przecławskim.


Bitwy, do których przyrównana została powyżej rozprawa Słowian z Sasami, były owocne. Przyniosły zwycięzcom korzystne osiągnięcia. Przecława należy do wypadków, gdy olśniewające zwycięstwo staje się początkiem upadku. Dlatego rapsod boju nad Hobolą w 1056 r. zeszedł na margines dziejów, ustępując miejsca upokarzającej dacie wojny do­mowej 1057 r. Daty, od której zaczął się koniec Wieletów, a wraz z nimi całej Słowiańszczyzny połabskiej.


W tym twierdzeniu nie ma przesady. Choć ziemie Wieleckie, sięga­jące od zachodnich brzegów Odry do granicy obodrzyckiej, nie były nadto rozległe, znaczenie tego kraju przekraczało o wiele jego zasięg terytorial­ny, Od początków naszej ery Lucice-Wieleci wyróżniali się z mrowiska słowiańskich plemion, osiadłych pomiędzy Odrą a Łabą, męstwem, fana­tycznym umiłowaniem niepodległości, przywiązaniem do swej wiary, samoistnym ustrojem społecznym. Świadectwo temu dają najstarsze zapiski. Ptolomeusz wymienia jedynie „Weltów" (Wieletów) z „ogromne­go mnóstwa ludów Wenedyjskich". Pisze o nich również Wułfstan w przeróbce Dziejów świata Orosiusa, sporządzonej dla króla angielskie­go Alfreda: „Na północ od Starych Sasów leży kraj Obodrzyców, a ku północnemu wschodowi Wieletowie".


Annałes Lauresham pod rokiem 789 notują:
„Następnie król Karol ponownie doszedł przez Saksonię aż do Słowian, którzy zwą się Wilti [Wieleci]..."


Lbrahim ibn Jakub pisze:
„Na zachód od Odry mieszkają Lucice... Wojują z Mieszkiem, a ich siła bojowa jest wielka..."


Obodrzyce z powodu polityki swoich książąt znajdowali się nieraz w zależności od Niemców. Wieleci w ciągu blisko pół tysiąca lat utrzymali niepodległość, opierając się zwycięsko germańskiemu najazdowi. Stanowili jądro słowiańskiego oporu, centrum pogańskiej wolnej Słowiańszczyzny. Nienawidzili chrześcijaństwa, bo znali je tylko w wersji niemieckiej... Dla nich Chrystus nie był Słowianinem, lecz Niemcem, przeto jego wyznawców obowiązywało posłuszeństwo Niemcom. A że byli dumni i wolni, słuchać wrogów nie chcieli.


Jaskrawy dowód znaczenia Wieletów stanowił sojusz zawarty z nimi przez Henryka II. Na pewno niełatwo przyszło pobożnemu cesarzowi uznawać pogan za równych i czynić z nich sprzymierzeńców. Jeżeli tak postąpił, to w słusznej obawie, że Wieleci, połączeni z Bolesławem Chrobrym, rozwalą jego państwo.


Uszczuplony o połowę Związek jeszcze się trzyma po fatalnym 1057 r. Jeszcze się o nimi posłyszy, jeszcze dotkliwie da się we znaki Niemcom. Będzie to już jednak agonia, po której zatarte zostanie nawet imię Luciców-Wieletów. Nie zniszczyła ich powódź lub pożar, nie pokonał wróg zewnętrzny; upadli ponieważ:


„...gdy zajdzie miedzy nimi różnica zdań, nie dojdą do zgody... jako że każdy myśli co innego i żaden nie chce ustąpić drugiemu..." (Cesarz grecki Maurycy [582—602], Taktika).


„...gdyby nie ich niezgoda, żaden lud nie zdołałby im sprostać w sile..." (Ibrahim ibn Jakub, Relacja z podróży do krajów słowiańskich).