niedziela, 27 kwietnia 2014

„Powstanie ludowe” czyli Reakcja Pogańska a historiografia polska

W czasach najnowszych „powstaniu ludowemu” po raz pierwszy szerzej przyjrzał się Stanisław Zakrzewski (rok 1919). Jego początku nie łączył ani z rokiem 1031, choć dostrzegał „pogański żywioł”, na którym jakoby oparł się Bezprym, ani z datą 1034, rokiem śmierci Mieszka II. Jego zdaniem, w zamęcie po roku 1034 miał się objawić na wpół legendarny „Bolesław Zapomniany”, rzekomy kolejny syn Bolesława Chrobrego, w którego historyczność wątpi większość naukowców. To on miałby jakoby władać Polską w latach 1034 – 1038, do najazdu Czechów Brzetysława, i dopiero około 1037 – 1038 roku wygnać z kraju Kazimierza z matką Rychezą.

Mieszko II



Profesor Zakrzewski „zgubił” jednak pierwszą ucieczkę Kazimierza i matki, w roku 1034, nie mówiąc już o ruchu społecznym lub „reakcji pogańskiej” lat 1030 –1032. Wyznaczając daty „powstania” w ramach lat 1038 – 1039, tuż po upadku „Bolesława Zapomnianego” w wyniku równoległego do buntu mas najazdu Czechów, mocno skrócił czas trwania ruchu i uczynił z niego niemal wyłącznie „pogańską reakcję”, pomijając kwestie społeczne. Ponadto błędnie, jak się zdaje, umieścił jedno ze źródeł ruchu na Pomorzu Nadodrzańskim, w „ostoi pogaństwa”. Nawet jeśli przyjąć, że ruch lat 30. to głównie „reakcja pogańska”, a nie sprzeciw wobec panoszenia się możnych i wzrostu obciążeń chłopów czy nawet zwykłych rycerzy, to i tak „wątek pomorski” wydaje się dziś nie do obrony, gdyż nie było tak silnych związków tamtego terytorium z Polską, osobnym wówczas państwem. Zakrzewski łączy również, śladem wielu historyków aż do schyłku XIX wieku, „powstanie ludowe” i bunt Miecława, widząc przemożny wpływ na Wielkopolskę, Małopolskę czy Śląsk nie tylko pogan z Pomorza, ale i ze słabo schrystianizowanego Mazowsza. Wiemy wszakże, że nie można zupełnie rozdzielić „powstania ludowego” czy „reakcji pogańskiej” od „pogańskiego” i nawiązującego ponoć do słowiańskiej tradycji państwa Miecława. Ich związki do dziś są niewyjaśnione.
Polemizując ze Stanisławem Zakrzewskim, zabrał głos inny ówczesny mediewista, Roman Grodecki (1926). Stwierdził, iż brak dowodów, że Bezprym oparł się w latach 1031 – 1032 na „żywiole pogańskim”, ale zaakceptował istnienie „Bolesława Zapomnianego” i jego rządy ok. 1034 – 1037. „Poronieni książęta” doby tamtego chaosu, o których w XIII wieku pisał w swej Kronice Polskiej mistrz Wincenty Kadłubek, nieprzytoczony powyżej wśród źródeł ze względu na odległość czasową od opisywanych wydarzeń, to zdaniem Grodeckiego ludzie tacy jak Miecław (R.G. przyjął alternatywną wersję „Masław”), a nie „Bolesław Zapomniany”. Grodecki podkreślił rolę wymierzonego w dynastię Piastów separatyzmu plemiennego, który legł u źródeł chaosu, do którego dołączyły masy z hasłami antykościelnymi – gdyż dla ogółu ludności Kościół oznaczał piastowską władzę. Najazd czeski z 1038 roku – tak datował go Grodecki – rozluźnił „resztki spójni” w państwie i to wtedy ruch osiągnął apogeum.
Tadeusz Grudziński, historyk piszący w połowie XX wieku, zakwestionował antyreligijność „powstania ludowego”. W mocno marksizującej (1953 rok) pracy o genezie „rewolucji w Polsce” za Kazimierza Odnowiciela wskazał na antyfeudalny, społeczny wymiar buntu chłopstwa. W „powstaniu” Grudziński dostrzegł wystąpienie wolnej ludności chłopskiej przeciw możnym, jego zdaniem bowiem „niewolnicy” (to Gall pisał o owych kategoriach ludności) nie mieli wówczas większego znaczenia i było ich mało. Mamy tu zatem kompletne odejście od niewolniczej teorii Szajnochy, nie mówiąc już o teorii najazdu.
Janusz Bieniak, autor fundamentalnej monografii państwa Miecława z 1963 roku, nie przeceniał separatyzmu i rzekomego pogaństwa mazowieckiego ani w opisywanym ruchu, ani w secesji dzielnicy. Jego zdaniem, były cześnik Mieszka II chciał dać początek nowej dynastii. Związek buntu Miecława z „powstaniem ludowym” jest – zdaniem Bieniaka – tylko taki, że na Mazowsze, o czym pisał Gall, uchodzili liczni mieszkańcy Wielkopolski i być może innych części Polski. Nie wydaje się, by związki Miecława z „reakcją pogańską” były tylko tak wątłe i powierzchowne. Praca Bieniaka jest już przestarzała, a temat ten wymaga dalszych badań.
Autorem paru ważnych prac o zamęcie I połowy XI wieku był Władysław Dziewulski. Dziewulski postawił kontrowersyjną tezę, że między ucieczką Kazimierza Odnowiciela (1034) a jego powrotem (datuje go na 1039 rok, to data sporna) w Polsce panowała... republika! Istniała zapewne jednak dopiero w latach 1037 – 1038/1039, bo w okresie od 1034 do 1037 uznawano jeszcze formalnie, zdaniem badacza, władzę Kazimierza. Była wzorowana na republikańskich wzorach Luciców, Słowian Połabskich. Władzę sprawowali możni. Nie istniał raczej żaden „Bolesław Zapomniany”. A „powstanie ludowe” wybuchło przeciwko rządom możnowładztwa i zakończyło się z chwilą powrotu Odnowiciela. „Servi”, o których pisał Gall Anonim, jedni z uczestników ruchu, to według Dziewulskiego ogół ludności zależnej, a nie żadni niewolnicy. Nieporozumienie wynika z błędnej interpretacji łacińskich terminów. Z kolei „wolni”, Gallowi „liberati”, to nie wyzwoleńcy – dawni niewolnicy, a rycerze, także walczący w powstaniu przeciw „republice” możnych. Możni nie mieli zostać wytępieni, a zmuszeni do pracy na rzecz swych nowych panów, rycerzy (i kmieci?). Dziewulski silnie akcentuje także antykościelny aspekt ruchu, idąc „pogańskim” tropem dawnych historyków. Uważa, że „reakcja pogańska” to nie tylko czasy rządów Bezpryma (1031 – 1032), ale i kolejne lata, gdyż chaos w państwie uaktywnił siły antychrześcijańskie. Zdaniem badacza ruch objął tylko Wielkopolskę i Śląsk, a jego ramy czasowe wyznacza co najmniej „republika” lat 1037 – 1038/1039, choć pierwociny zamętu widać od roku 1031, a od 1034 jeszcze mocniej. Według historyka Czesi Brzetysława, którzy rozbili ową „republikę” i paradoksalnie ułatwili powrót Odnowiciela, poszli na Wielkopolskę przez Kraków, nie przez Wrocław, bo ziemia śląska była spustoszona powstaniem i nie mogła wyżywić najeźdźców. Z wyjątkiem „republikańskiej” i wybitnie antyreligijnej – pozostałe teorie Dziewulskiego przyjmuje także Gerard Labuda, o którym poniżej, najwybitniejszy jak się zdaje współczesny znawca tematu, niedawno zmarły.
Jedyna kobieta w tym gronie, Danuta Borawska, nadmiernie zawierzyła kronikom z XI wieku, a dokładniej – ich poplątanej datacji. Zwłaszcza w przypadku Kroniki CzechówKosmasa, która wybuch „powstania” notuje pod datami „1022” i „1031”. Stąd, według Borawskiej, bunt już w czasach Chrobrego! Autorka nie wyklucza możliwości istnienia „Bolesława Zapomnianego”, datując jego panowanie na lata 1034 – 1038, zaś najazd Brzetysława wyłącznie na rok 1039. W 1034 roku – tylko w Wielkopolsce i jedynie wówczas – dostrzega „kolejne” powstanie, w chwili zamętu po śmierci Mieszka II, zakończone bądź objęciem władzy przez „Zapomnianego”, bądź okresem „republikańskiej” (por. Dziewulski) decentralizacji państwa.
Autor monumentalnej, 6-tomowej pracy Początki Polski, Henryk Łowmiański, tom VI i ostatni swego dzieła poświęcił m.in. kryzysowi lat 30. i 40. XI wieku. Według niego „powstanie” miało miejsce wyłącznie w 1038 roku. W tym samym roku, pełnym przełomowych wydarzeń, nastąpił zdaniem Łowmiańskiego najazd Brzetysława, drugie wygnanie Kazimierza Odnowiciela i bunt Miecława na Mazowszu. Łowmiański posunął się nawet do prób ustalenia miesięcznej kolejności wydarzeń. I tak w lipcu 1038, po zakończeniu wyprawy Brzetysława i złupieniu przez Czechów Poznania i Gniezna wraz z relikwiami świętego Wojciecha, nastąpił – jego zdaniem – wybuch „powstania”. Przyczyny, natury głównie społeczno-politycznej i gospodarczej (wzrost wyzysku chłopów przez możnych i także przez kolejnych Piastów, epigonów Bolesława Chrobrego, najazdy, ogólny chaos) zaistniały już wcześniej, ale zamęt w lecie 1038 roku doprowadził do eksplozji niezadowolenia mas. Powrót Kazimierza Odnowiciela, zdaniem Łowmiańskiego w roku 1039, był witany z ulgą i nadzieją na zmiany, a powstanie ustało (zatem musiało jednak trwać nie tylko w 1038 roku, co chyba umknęło uwadze Profesora). Przyczyną zła dla „mas” były nie tyle rządy możnych, co władza piastowska, która od Bolesława Chrobrego, a na pewno od roku 1002, realizowała model państwa wojennego, opartego na rosnącym wyzysku ludności (Mieszko II, Bezprym, Otto, Dytryk – ale nie Kazimierz Odnowiciel, który nie dał się poznać przed 1038 rokiem jako realnie panujący władca). Mamy więc zaprzeczenie klasycznego wzorca: „zły pan, dobry książę czy król”. W latach 40. Odnowiciel, jako faktyczny władca Polski, musiał się już liczyć z wydolnością ekonomiczną społeczeństwa i zaprzestać bezwzględnego wyzysku doby ojca, stryjów i dziada Chrobrego, który tę machinę wojennej eksploatacji uruchomił – o czym pisaliśmy wyżej w kontekście teorii najazdu skandynawskich Lachów Karola Szajnochy i jego dalekosiężnych skutków. Wśród nich był m.in. wojenno-fiskalny, trudny do zniesienia dla ludu model państwa pierwszych Piastów.


Bezprym

Gerard Labuda, niedawno zmarły autor najnowszej i bodaj najspójniejszej wersji wydarzeń, zawartej w monografii o Mieszku II, stoi na stanowisku, że „powstanie ludowe”, o charakterze zdecydowanie społeczno-gospodarczym i częściowo politycznym – a w minimalnym stopniu antyreligijnym – wybuchło w roku 1031, w związku z początkiem rządów Bezpryma. Akcenty antykościelne – zdaniem Labudy – dołożyli kronikarze, by zdyskredytować „buntowników”. To mocno dyskusyjne, bo choć kronikarze pisali istotnie „na zamówienie”, nie można nie dostrzec obcości narzuconych niemiecko-czeskich struktur Kościoła, wspierających władzę Piastów i możnych, dla przywiązanego wciąż do pogaństwa i ekonomicznej swobody ludu XI-wiecznej Polski. Jednak elementy „reakcji pogańskiej” w latach 1031 – 1032, za panowania Bezpryma, są zdaniem Labudy faktem. Przyrodni brat Mieszka II, były mnich, mógł sprytnie wykorzystać ogólną niechęć do posługującej się brutalnym wyzyskiem władzy świeckiej, łącząc ją z usłużnym wobec Piastów i także wobec znienawidzonego powszechnie możnowładztwa aparatem kościelnym, który sam poznał od podszewki. Być może, co podkreśla Labuda w innej pracy – o pierwszym państwie polskim – do nakręcanego usilnie przez Bezpryma ruchu dołączyli kapłani podziemnych kultów pogańskich, wciąż żywych w kraju Piastów. I właśnie lata 1031 – 1032, czas politycznie sterowanej „reakcji pogańskiej” Bezpryma, służącej objęciu przezeń władzy z pomocą – rzec by można – ruskich mieczy Jarosława Mądrego i polskich bezosobowych wideł, to zdaniem Labudy apogeum „powstania”. Oczywiście najazd Konrada II i odwojowanie Milska i Łużyc, równoległe z odbiciem przez Rusinów Grodów Czerwieńskich, tajemniczej ziemi Lędzian łączonych współcześnie przez historyków z Lechitami (przypomnijmy teorię K. Szajnochy o skandynawskim, najeźdźczym pochodzeniu Lechitów – Lachów), także były elementem gry Bezpryma. Po zamordowaniu Bezpryma, zatem po odłączeniu czynnika politycznego doby obu najazdów i walki o władzę, „powstanie” nabrało cech zdecydowanie społeczno-ekonomicznych, a jego oblicze antykościelne straciło znaczenie. Jego zakończenie to być może już rok 1032, może 1034, a może – dopiero 1039... Aż taka rozpiętość? Labuda zdaje się nie należeć do entuzjastów tezy o wieloletnim tleniu się buntu, jednak nie wyjaśnia, dlaczego w takim razie w 1038 lub 1039 roku Czesi Brzetysława omijali Śląsk i Wrocław, nadkładając drogi z Pragi do Wielkopolski przez Kraków i Małopolskę. Ponieważ jednak autor monografii o Mieszku II nie wyklucza ustania „powstania” dopiero w 1039 roku, zostawiając otwarte pytania (jedynie data początkowa 1031 nie podlega kwestii, i chyba słusznie), trudno z nim polemizować.
Odnotujmy jeszcze pokrótce kilka głosów historyków w kwestii chronologii. Walerian Meysztowicz, ksiądz i emigracyjny historyk z XX wieku, kwestionuje społeczne oblicze ruchu, idąc starym „pogańskim” tropem badaczy z XIX i pierwszej połowy XX stulecia. Stefan Kuczyński wyznacza ramy powstania na lata 1038-1039 – lub tylko rok 1039, w czym zgadza się z nim ks. Meysztowicz. Juliusz Bardach, wybitny historyk prawodawstwa polskiego, cofa wybuch o parę lat wstecz. Podobnie inny tuz historii prawa Michał Sczaniecki, autor rozdziału Powstanie ludowe w Historii Polski wydanej przez Polską Akademię Nauk. Również Stanisław Arnold w artykule pt. Uwagi o początkach ustroju feudalnego w Polsce, opublikowanym w „Przeglądzie Historycznym” w 1950 roku.
Autor: Igor Strumiński