poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rękawka, czyli skok z XXI wieku we wczesne średniowiecze

Rekonstrukcja. Własnoręcznie uszyte ubrania, wykonana broń, przygotowane jedzenie i namioty. Tak krakowscy rekonstruktorzy z drużyn historycznych przygotowują się do udziału w tegorocznych obchodach tradycyjnego święta rękawki.

Rękawka, czyli skok z XXI wieku we wczesne średniowiecze
Walka wojów podczas rękawki w 2012 roku
Foto: Andrzej Banaś

Bartosz Doktór i Kamil Szumielewicz mają po 23 lata i studiują neurobiologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Słuchają muzyki, surfują po internecie, spotykają się ze znajomymi. Należą także do rosnącego w naszym kraju grona pasjonatów zajmujących się odtwarzaniem realiów wczesnego średniowiecza. Obydwaj działają w krakowskiej Drużynie Najemnej Rujewit, z którą w najbliższy wtorek pojawią się pod kopcem Kraka na Wzgórzu Lasoty i wezmą udział w zabawach i zawodach święta rękawki.

- Rękawka to jedna z najważniejszych imprez dla rekonstruktorów wczesnego średniowiecza. Otwiera sezon po długiej zimowej przerwie. Wielu kolegów chce się spotkać, porozmawiać, pochwalić nowymi nabytkami. Najlepszy dowód jej popularności to fakt, że w tym roku obecnych będzie aż 25 drużyn z całej Polski. Przewidujemy, że w pokazie walki weźmie udział około stu wojów - mówi Kamil Szumielewicz, który w rękawce uczestniczy od trzech lat.

Czym właściwie jest rękawka? To obchodzone w Krakowie we wtorek po Wielkanocy święto o pogańskich korzeniach, będące rodzajem przedchrześcijańskich Zaduszek. Oddawano wtedy cześć duszom przodków, sadząc drzewa, chowając w ziemi monety, paląc ogień i urządzając ucztę dla zmarłych, po której resztki jedzenia były rozdawane ubogim.

Pochodzenie nazwy święta tłumaczy się dwojako. Pierwsza wersja głosi, że ziemię do usypania kopca Kraka jego poddani nosili w rękawach ubrań. Druga - bardziej prawdopodobna - mówi zaś, że rękawka wzięła się od słowa "raka", która w języku starosłowiańskim oznaczało grób.

Sprawowanie rozmaitych wiosennych obrzędów na krakowskim kopcu Kraka kroniki notują od XV w. Z czasem te rzeczywiście prapogańskie obrzędy zmieniły się w ludowy festyn połączony z odpustem pod kościółkiem św. Benedykta, z kramami, karuzelą, słodyczami i katarynkami. Od 2001 r. natomiast, za sprawą nowego organizatora -Domu Kultury Podgórze, rękawka przybrała charakter prasłowiańskiego święta.

Pod kopcem na jeden dzień powstaje wczesnośredniowieczna osada, w której można zobaczyć, jak wyglądały rzemiosło, uzbrojenie, stroje z IX czy X w. To okazja, aby spróbować potraw gotowanych według dawnych przepisów i obejrzeć wczesnośredniowieczne potyczki zbrojne.

Program rękawki (która tradycyjnie rozpoczyna się o godz. 12) obejmuje więc obrzęd rozpalenia ognia, pokazy słowiańskich zwyczajów (np. obrzędu Marzanny lub wróżenia), koncerty zespołów grających dawną muzykę, pokazy rzemieślników. Jednak najbardziej widowiskowa i najbardziej wyczekiwana przez publiczność jest główna walka, w której uczestniczą wojowie z przybyłych drużyn.

- Walczy się w szyku zwartym, na miecze, topory, czekany. Bitwa jest bardzo widowiskowa, ale też kontuzjogenna, choć obowiązują oczywiście przepisy zabraniające uderzania m.in. w twarz, ręce od łokci do nadgarstka, golenie - tłumaczy Bartosz Doktór.

Zgodnie z zasadami, uczestnik trafiony w tzw. strefę dozwoloną (hełm, ramiona, brzuch, plecy, ramiona od łokci w górę i nogi od kolan w górę) uznawany jest za wyeliminowanego z walki i jako "zabity" powinien położyć się na ziemi.
Inny atrakcyjny punkt rękawkowego programu to tradycyjny bieg wojów dookoła kopca. - Wojowie w pełnym uzbrojeniu biegną gromadą wokół wzniesienia, a po drodze starają się wyeliminować konkurentów, czyli po prostu z nimi walczą. Wygrywa ten, który dobiegnie do mety pierwszy, cały i zdrowy - opowiada Kamil Szumielewicz, który w rękawce brał udział trzy razy.

Jak uczestnicy przygotowują się do udziału w rękawkowym święcie? Członkowie założonej przez Bartosza i Kamila krakowskiej Drużyny Najemnej Rujewit (imię słowiańskiego boga- wojownika o siedmiu głowach) spotykają się regularnie, by omówić sprawy organizacyjne i stan przygotowań do nadchodzących imprez, ale także, by pogłębić wiedzę o odtwarzanym okresie. Temu ostatniemu służą referaty wygłaszane kolejno przez uczestników i dotyczące rozmaitych aspektów życia we wczesnym średniowieczu.

Rekonstruktor musi bowiem nie tylko sprawnie władać mieczem, ale też potrafić opowiedzieć widzom o odtwarzanym okresie i jego realiach. A skoro mowa o machaniu mieczem - wojowie z Rujewita spotykają się też na treningach zwanych pancernymi, na których ćwiczą walkę. Zaczyna się od rozgrzewki (jak w każdym sporcie), potem następuje ćwiczenie szyków bojowych i technik walki - uderzeń, cięć, bloków, a wreszcie trenuje się walkę indywidualną w ustawieniu jeden na jednego lub dwóch na dwóch.

Przed ważniejszymi imprezami rekonstrukcyjnymi (np. przed słynnym Festiwalem Słowian i Wikingów na wyspie Wolin) organizowane są większe zgrupowania treningowe, na które przyjeżdża od kilku do kilkunastu drużyn, by wspólnie doskonalić umiejętności. Tydzień temu nasi bohaterowie byli na takim właśnie zgrupowaniu w Oleśnicy pod Tarnowem, gdzie przygotowywali się do rękawki razem z drużynami z Nowego Sącza, Nowego Targu i Rzeszowa. Bartosz i Kamil wspominają też duży międzynarodowy trening, zorganizowany jakiś czas temu w Krakowie i na który przyjechało ponad 120 wojów m.in. z Węgier i Czech.

By móc uchodzić za poważne bractwo i występować na dużych imprezach takich jak rękawka, trzeba posiadać odpowiednie stroje i wyposażenie. Nadrzędną zasadą w ruchu rekonstrukcyjnym jest wierność realiom historycznym. - U nas wygląda to tak, że używa się tylko takich ubrań i przedmiotów, jakie mają potwierdzenie w źródłach: znaleziskach archeologicznych lub ikonografii. Inne nie są dopuszczane i wszyscy zwracamy na to uwagę - wyjaśnia Kamil.

Członkowie grup wczesnośredniowiecznych zwykle szyją swoje stroje sami. - Po prostu trzeba kupić kawał lnianego lub wełnianego materiału, wziąć igłę i dratwę, i zabrać się do szycia, a umiejętności nabywa się w praktyce - uśmiecha się Bartosz.

W ten sposób powstają spodnie, tuniki, kaftany, opończe, czapki. Nieco inaczej jest z trudniejszymi do wykonania elementami uzbrojenia. Produkcją mieczy, toporów, hełmów i kolczug zajmują się fachowi rzemieślnicy, a ich stoiska z takim towarem znajdują się na każdej tego typu imprezie rekonstrukcyjnej (także na rękawce). Ceny są zróżnicowane - można kupić miecz za 300 zł, ale też można nabyć taki, który kosztuje 2 tys. euro - wysokiej klasy, zdobiony złotem i srebrem.

Trzymając się jednak bardziej przystępnych cen, to za komplet ubrań dla tzw. otroka (starosłowiański niewolnik, a dziś stojący najniżej w hierarchii kandydat na członka drużyny) składający się z butów, spodni, koszuli, tuniki oraz pasa i kaletki wyłożyć trzeba około 600 zł. Tyle samo kosztuje najbardziej skromny zestaw dla woja złożony z prostego hełmu, grubego kaftana, rękawic pancernych oraz toporka lub oszczepu. Z kolei strój tzw. starszyzny (do takiej należą Bartosz i Kamil, którzy są wodzami kierującymi swoją drużyną) to wydatek rzędu 5 tys. zł (np. hełm norweski typu okularowego, czyli gjermundbu - 500 zł, kolczuga nitowana - 1 tys. zł.

By zapewnić sobie miejsce odpoczynku podczas imprez, krakowska drużyna postarała się o specjalny namiot z płótna lnianego wzorowany na namiotach historycznych (w którym umieszczane są drewniany stół, ławy do siedzenia i skrzynie) oraz chroniącą przed deszczem wiatę.

Krakowianie mają też sprzęt do przygotowywania posiłków w plenerze: kociołek, trójnóg, garnki i ruszt. Zwyczajem średniowiecznych imprez rekonstrukcyjnych jest bowiem, że organizatorzy dostarczają półprodukty (mąkę, kaszę, jajka itp.), a uczestnicy sami przygotowują z nich posiłki na ogniu.

Drużynnicy Rujewita to w większości młodzi ludzie, studenci lub licealiści. Są wśród nich adepci prawa, architektury, bezpieczeństwa narodowego, neurobiologii i - co ciekawe - tylko jeden historyk. Drużyna siedzibę ma w Krakowie, ale jej członkowie pochodzą z różnych stron Polski, m.in. z Wrocławia, Rzeszowa, Kielc czy Łodzi. Na ostatnim treningu przed rękawką wojowie Rujewita spotkają się w Poniedziałek Wielkanocny, a następnego dnia, we wtorek, będzie można ich zobaczyć pod kopcem Kościuszki.

Autor: Paweł Stachnik