poniedziałek, 4 sierpnia 2014

"Taki festiwal jest tylko jeden". Słowianie i wikingowie w Wolinie

Błonia w Wolinie niezbyt kojarzą się teraz z klimatem wczesnośredniowiecznej imprezy: mrożona kawa z bitą śmietaną, odrobinę kiczowate ozdoby, gotowana kukurydza i punkt, z którego słychać (bardzo głośną) muzykę disco polo. Tylko czasami widać stoiska np. z biżuterią z miedzi i skórami. Jarmark na Błoniach stał się już chyba nieodłączną częścią Festiwalu Słowian i Wikingów, jednak to, co najważniejsze, dzieje się tuż za mostem na rzece Dziwna.

XX Festiwal Słowian i Wikingów



Jak to dawniej wyglądało?

W skansenie prowadzonym przez Stowarzyszenie Słowian i Wikingów Wolin-Jomsborg-Vineta przez większość roku można zobaczyć, jak wyglądało życie we wczesnym średniowieczu. Jednak na przełomie lipca i sierpnia miejsce to zmienia się w prawdziwą osadę z tamtego okresu.

Wyrastają płócienne namioty, w których można zobaczyć śpiącego wikinga, stoiska rzemieślnicze i obozowiska wojów. Przyciągają zwłaszcza niewielkie wystawy z przedmiotami, które na co dzień trudno znaleźć, takimi jak np. drewniane i gliniane naczynia, lniane ubrania, ozdobne klamry do pasa, skórzane sakwy. Rękodzieło przeważnie nie jest tanie. Za spory, przyozdobiony róg do picia trzeba zapłacić od 70 do nawet 350 zł, srebrny wisior kosztuje 170 zł, wisiorek z brązu: 65 zł, kolczuga: 4 tys. zł i srebrne zakończenie do brody (niezwykła ozdoba do zarostu) za 1000 zł.

- Porządne wykonanie niektórych z tych wisiorów to kilka dni żmudnej pracy, a przecież nie samym rzemiosłem człowiek żyje. I nie tylko z niego - tłumaczył klientom jeden z rzemieślników.



Na smakoszy czkają takie potrawy, jak chleb ze smalcem (5 zł), kwas chlebowy do picia (5 zł) i wspaniałe podpłomyki, których w Wolinie zabraknąć nie może. Cienkie placki pieczone na blachach nad paleniskiem kosztują 3-4 zł i można skosztować ich np. z miodem, twarożkiem z czosnkiem niedźwiedzim lub dżemem z aronii, jabłek i moreli.

Rekonstruktorzy w akcji

W sobotę nie brakowało atrakcji przygotowanych przez organizatorów i miłośników rekonstrukcji. Był m.in. turniej drużyn pięcioosobowych, w których wojowie walczyli o most (a raczej jego imitację ułożoną na gruncie). Turniej zakończył się bez finałowej potyczki - jako ostatnie na placu boju pozostały bowiem dwie grupy z tej samej drużyny - Kruk. W nagrodę otrzymali miecz i usłyszeli głośne "Sława" od zebranej publiczności. Po południu goście festiwalu mogli zobaczyć średniowieczną wersję palanta, w której biegające po boisku drużyny próbowały wbić piłkę kijem za linię oznaczającą "bramkę" przeciwników. Jedna z drużyn dwukrotnie była niezadowolona z werdyktów sędziego, w związku z tym zawodnicy zaczęli gonić go z kijami. Jeden z nich dostał się nawet do mikrofonu i ku uciesze widowni krzyknął: "Ile ci zapłacili, szmaciarzu?".



Nietypowa strategia chyba okazała się skuteczna - to ta drużyna zwyciężyła. Była też wielka bitwa, w której mimo upału udział wzięły setki wojów odzianych w grube stroje i zbroje. Bitwa nie przypominała w niczym walki na pokaz, wielu uczestników przyjęło naprawdę solidne ciosy, a jednego z nich towarzysze musieli wynieść z pola. Trzykrotnie zwyciężyła drużyna obrońców osady.


Autor: Aleksandra Marciniak

Za: http://wyborcza.pl/