poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Czy aby na pewno Wikingowie kuli miecze dla Słowian (Polaków)?

Pochodzenie mieczy wczesnośredniowiecznych znajdowanych na ziemiach polskich – kierunki importu – typologia – uwagi konstrukcyjne.




Miecz słowiański wczesnośredniowieczny z okresu X XI wieku hartowany do walki



Miecz - nieodłączny towarzysz rycerza, znany już w wielkich cywilizacjach basenu Morza Śródziemnego od wczesnej epoki brązu, stanowił oznakę przy­na­leżności stanowej, był orężem symbolicznym i ceremonialnym, uosabiającym pozycję właściciela, z którym zresztą był utożsamiany. W średniowieczu jego zna­czenie urosło do rangi symbolu, stał się ważnym elementem ówczesnych pojęć. Kształt miecza o prostym długim jelcu kojarzono z krzyżem, jako symbolem wiary chrześcijańskiej, stąd przysięga na „krzyż miecza”.


W okresie kształtowania się struktur państwa polskiego i w pierwszych wie­kach jego istnienia na arenie europejskiej, miecz towarzyszył także naszym rodzi­mym wojownikom, a później rycerzom. Produkcja mieczy przy wykorzystaniu prymi­tywnych metod uzyskiwania i obróbki żelaza była niewątpliwą sztuką, szczególnie w okresie wczesnego średniowiecza. Warto więc zastanowić się nad tym, kto wytwa­rzał miecze dla wojowników pierwszych Piastów? Czy były one produkcją miej­scową, czy też stanowiły import z innych krajów europejskich?


Studiując publikacje i opracowa­nia traktujące o uzbrojeniu wojów polskich z okresu IX-XI wiek, natrafiamy w ich rękach na miecze określane jako "wikińskie". Wniosek zatem byłby prosty: Polacy zaopatrywali się w broń u swoich północnych sąsiadów Wikingów, skądinąd znanych ze swej niebywałej wręcz wo­jow­niczości. Jeśli jednak spojrzymy na czasy nieco wcześniejsze, wkrótce natrafimy na swoisty paradoks. W ostatnich kilku wiekach przed interesują­cym nas okresem ( IX-XI w.), to nie Wikingowie, lecz państwa monarchii karo­liń­skiej, działające, z ramienia wiary rzymsko-katolickiej, odgrywają czołową rolę w Eu­ropie. To na ziemiach tych państw rozwijają się główne ośrodki produkcyjne i handlowe „promieniujące” na kraje sąsiednie. Dlaczego zatem Polacy mieliby importować broń od swoich północnych sąsiadów, których działalność wytwórcza nie mogła równać się z gospodarczym i technologicznym poziomem krajów Europy Zachodniej?


Wydaje się, że argu­mentów przemawiających za tezą o skandynawskim rodowodzie naszych, rodzimych mieczy wczesnośredniowiecznych jest kilka. Nie ulega wątpliwości, że jednym z nich jest fakt odnalezienia na terenach krajów skandynaw­skich szczególnie licznych mie­czy z tego okresu. Wiadomo również, że na okres IX-XI wieku przypada szczególne nasile­nie ekspansji Normanów, w której to wielką rolę (by­najmniej nie wyłączną) odegrali Wikingowie. Łatwo więc wyobrazić sobie, że to właśnie na ziemiach wojowniczych Skandynawów, wykształcił się typowy miecz wczesnośredniowieczny. Ludy konty­nentu nękane najazdami morskich rabusiów miałyby zapożyczyć od nich elementy ich znakomitego uzbrojenia, w tym także miecze. Spójrzmy jednak na źródła ikonogra­ficzne, które takie miecze pokazują nam w rę­kach karolińskich wojowników i to już na początku IX w., a więc kiedy ekspansja skandynawska niemal jeszcze się nie za­częła. Również przyglądając się bliżej formie opraw licz­nych mieczy znalezionych w Da­nii, Szwecji i Norwegii nietrudno zauważyć, że styl ten nie tylko nie pasuje do trady­cyjnego, bardzo charakterystycznego stylu sztuki skandynawskiej, ale co więcej do­skonale mieści się w kręgu karolińskiej sztuki zdobniczej.


Kolejnym argumentem przemawiającym za skandynawskim rodowodem mie­czy wczesnośredniowiecznych mogłyby być kapitularze zakazujące wywozu broni na tereny słowiańskie, zapoczątkowane przez Karola Wielkiego i wydawane przez kolejnych władców karolińskich, będące próbą osłabienia ludów słowiańskich. Jeśli jednak zwrócimy uwagę na sukcesywność pojawiania się owych zakazów łatwo możemy dojść do wniosku, że w praktyce ich respektowanie było wysoce problematyczne. Nie jest to pierwszy i odosobniony przypadek, kiedy chłonny rynek i wysokie ceny zbytu skłaniają handlarzy bronią do wystawiania na szwank interesów swojego państwa.


Tak więc i drugi argument przemawiający za nazewnictwem mieczy z IX - XI a nawet i w XII wieku z ziem polskich, jako mieczy wikińskich, nie wydaje się dostatecznie wiarygodny. Tym bardziej, kiedy przyjrzymy się dokładniej głowniom oma­wianych mieczy. Na wielu z nich znajdują się imiona-znaki, prawdopodobnie ich wytwórców, które o dziwo nie brzmią ani trochę skandynawsko.


Reasumując, w świetle źródeł ikonograficznych, wobec bezsprzecznie karo­lińskiego stylu zdobniczego, na który, uwagę zwrócili zresztą uczeni skandyna­wscy i wreszcie wobec nienormańskiego brzmienia imion-znaków na głowniach, możemy bez wątpienia powiedzieć, że nie ma podstaw do nazywania wikińskimi, mieczy używanych przez wojów pierwszych Piastów.


Nie oznacza to oczywiście, że mieczy produkowanych w warsztatach sław­nych Skandynawów w ogóle w Polsce nie było. Zapewne były, tyle że nie w takich ilościach jak do niedawna przypuszczano. Idąc w tych rozważaniach dalej, warto zwrócić również uwagę, że w omawianym okresie prawdopodobnie w rękach pol­skich wojów znajdowały się także miecze rodzimej produkcji. Co więcej możliwe jest, że niektóre z przebadanych mieczy określone jako bezspornie fran­końskie, są do­skonałą kopią wykonaną przez naszych rodzimy mieczników. Stać się tak mogło z iście prozaicznych przyczyn. Otóż jakość frankońskich mieczy była po­wszechnie znana i ceniona. Łatwiej więc było uzyskać wyższą cenę za swój wyrób, jeśli wyko­nany był na wzór mieczy o uznanej renomie, posiadał puncę warsztatów np. z Nad­renii, a do tego przy sprzedaży powiedziało się, że został kupiony od kupca z Za­chodu. Słowianie też byli zdolni.


W kwestii Wikingów nie możemy wykluczyć, że przekazywanie mie­czy nadreńskich do krajów środkowej i wschodniej Europy odbywało się za ich po­śred­nictwem, oczywiście na drodze handlowej. Na ziemiach polskich taka wymiana mo­gła mieć szczególnie duże znaczenie przed połową X wieku. W owym okresie kon­takty pomiędzy terenami dzisiejszej Polski, a dawnymi krajami karolińskimi nie były jeszcze dostatecznie wykształcone. Kontaktów handlowych polsko-skandynaw­skich dowodzą stosunkowo liczne znaleziska mieczy z tego okresu na Pomorzu, bli­sko Skandynawii. Sytuacja zmienia się diametralnie w czasach późniejszych, kiedy roz­winął się wielki szlak handlowy łączący Europę Zachodnią z Rusią i przebiegający przez ziemie polskie ( m.in. wzmianki u Galla Anonima ).


Kończąc wywód na temat pochodzenia mieczy wczesnośredniowiecznych znajdowanych na ziemiach polskich, przejdźmy dodrugiej części artykułu dotyczącej typologii owych mieczy. W 1919 roku norwe­ski archeolog Jan PETERSEN opublikował, w oparciu głównie o znaleziska z terenów Skandynawii, typologię mieczy „wikińskich" ( IX -XI w.), która uwzględniała jako główny wyróżnik przede wszystkim kształt ich oprawy. Nie mnie sądzić, czy było to słuszne podejście do problemu, aczkolwiek całkowite pominięcie różnic w zakresie głowni, która jak wiadomo ostatecznie stanowi o sposobie użycia miecza, jest powiedział­bym dys­kusyjne. Wydaje się, że jedynym wytłumaczeniem takiego kryterium po­działu, jest brak zasadniczych różnic między głowniami owych mieczy.





Ilustracja nr 1 - Miecze wczesnośredniowieczne z ziem polskich wg typologii J.PETERSENA.


PETERSEN podzielił całość znanego mu materiału na kilkadziesiąt typów i podtypów oznaczonych literami alfabetu łacińskiego. Wraz z upływem lat kolejni uczeni w oparciu o nowe znaleziska wyodrębniali dalsze typy mieczy, tworząc tym samym istny labirynt typologiczny. Podział ten rozrósł się do tego stopnia, że zabrakło liter alfabetu do oznaczania kolejnych grup mieczy. Z punktu widzenia perfekcjonisty jest to podział doskonały, uwzględniający najdrobniejsze różnice w oprawach mieczowych, jednakże jego rozmiary są zarazem powodem zawiłości i wielu nieporozumień.
Alternatywny podział stworzyli dwaj angielscy autorzy R.E.M.WHEELER i R.E.OAKESHOTT (Rys.2). Zaproponowali oni zredukowanie przerośniętej systematyki PETERSENA do zaledwie dziewięciu typów1 oznaczonych cyframi rzymskimi. Nowy podział stanowi dobre rozwiązanie na wyjście z wcześniejszego gąszczu typologicznego.




Ilustracja nr 2 - Typologia mieczy wczesnośredniowiecznych tzw. "wikińskich" wg WHEELERA.
Podział nowszy, uproszczony, obejmujący znaleziska z terenu całej Europy.


Jednakże w przypadku mieczy wczesnośredniowiecznych znajdowanych na ziemiach polskich starszy podział (wg PETERSENA) wydaje się zdecydowanie odpowiedniejszy. Jest tak z uwagi na skąpą bazę źródłową. To, czym dysponujemy w świetle znalezisk archeologicznych, da się zaliczyć do 13-tu jednostek podziałowych (Rys.1). Nasz rodzimy materiał archeologiczny jest niestety bardzo ubogi, choć co pewien czas nowe odkrycia zasilają posiadaną już podstawę badawczą. Starsze typy mieczy, oznaczone symbolami literowymi B,D,H,I,I1,M,K,R,datowane na VIII-X wiek, reprezentowane są przez zaledwie 1-2 egzemplarze w obrębie jednego typu. Nieco lepiej przedstawia się sytuacja, jeżeli chodzi o typy młodsze S,T,Y,Z,które datuje się na X-XI wiek. Każdy z nich reprezentowany jest przez ok. 3-5 egzemplarzy.




Ilustracja nr 3 - Przykład wysokiego kunsztu zdobniczego na oprawach mieczy z IX-X wieku. Norwegia.


Miecze typu B,D,H,I1,K powszechnie uznaje się za importy, które wprawdzie produkowane w ośrodkach nadreńskich, przybyły do Polski za pośrednictwem Skandynawów. Typy I,M,R,S,Y są również importami tyle, że sprowadzanymi bezpośrednio, bez udziału wikińskich pośredników. Natomiast zupełnie inaczej ma się sytuacja jeśli chodzi o miecze typu T,Z. Ich głownie mogły być importowane, jednakże oprawy wykazują cechy zdobnictwa charakterystyczne dla rzemiosła krajów nadbałtyckich i Rusi północnej2.
Przy całej mnogości rodzajów opraw wyróżnione typy, zarówno starsze jak i młodsze mają wiele cech wspólnych, charakterystycznych dla produkcji wczesnego średniowiecza. U wszystkich egzemplarzy występuje głowica złożona z dwóch części: podstawy i nakładki. Wyjątek stanowią tu jedynie miecze typu M, których głowica i tak wygląda jakby pozostawiono samą podstawę w postaci sztabki, a zrezygnowano tylko z nakładki.


Ilustracja nr 4 - Miecze wg typologii WHEELERA:
A. typ VI, British Museum, Londyn.
B. typ II, Schweizerisches Landsmuseum, Zurych.
C. i D. typ III, muzeum w Bergen.
E. typ przejściowy (1110-1150), zbiory Uniwersytetu w Oslo.


Jeśli przyjrzymy się głowniom, które wprawdzie nie są kryterium podziałowym mieczy IX-XI w., ale warto zwrócić na nie uwagę, to bez trudu również zauważymy wiele cech wspólnych. Wszystkie one są bez wyjątku niezbyt długie, posiadają sztych zaokrąglony, choć zdarzają się już i sztychy kończaste, szczególnie w młodszych okazach. Istotną cechą są też szerokie, obustronne i płytkie zbrocza ciągnące się od samego jelca aż do sztychu3.




Ilustracja nr 5 - Miecz typu X, z głowicą soczewkowatą.
Długość głowni 78,5 cm
Przy jelcu: szerokość głowni 5,8 cm
szerokość zbrocza 2,2 cm
Długość całkowita 92 cm
Ciężar 1 kg


Charakteryzując poszczególne typy mieczy, na uwagę zasługuje wyróżniony przez PETERSENA typ X ("iks"). Jest on dość kontrowersyjny, gdyż według typologii norweskiego uczonego został zakwalifikowany do grupy mieczy wczesnośredniowiecznych, zaś nowy, wspomniany przeze mnie wcześniej podział R.E.M.WHEELERA i R.E.OAKESHOTTA4, zalicza (raczej słusznie) ów typ do grupy mieczy pełnego średniowiecza. Będąc jednak wierny dawnemu podziałowi należy wspomnieć o nim na zakończenie niniejszego artykułu. Miecze typu Xwyróżniają się przede wszystkim budową głowicy, zawsze jednolitej. Ma ona kształt półkola podstawą zwróconego ku dołowi, albo też bardzo charakterystyczny kształt soczewkowaty, który pojawia się już ok. 1000 roku, co poświadczają źródła ikonograficzne z terenów Niemiec, a następnie rozpowszechnia się na całym obszarze Europy (Rys.5). Jelec dłuższy i zarazem węższy niż u poprzednich typów zmniejsza wagę miecza i tworzy skuteczniejszą osłonę dla dłoni. Lepiej wyważone i poręczniejsze w użyciu miecze typuX, jak również wyjątkowo rzadko występujące na nich zdobienia, świadczą dobitnie o ewolucji broni bojowej dostosowanej do praktycznego użycia na polu walki. Można przyjąć, że typ ten jest pierwowzorem, z którego wywodzi się późniejsza forma średniowiecznego miecza Europy łacińskiej.


Dla rozważań na temat pochodzenia mieczy wczesnośredniowiecznych znajdowanych na ziemiach polskich, istotny jest też fakt, iż zabytki przyporządkowane przez J.PETERSENA do typu X, nie noszą na głowniach żadnych znaków świadczących o ich obcym, nie polskim, pochodzeniu. Analizy technologiczne przeprowadzone na wybranych zabytkach dowodzą ponadto, że ich sporządzenie nie wykraczało poza możliwości naszego rodzimego kowalstwa. Czyżby więc była to pierwsza, zakrojona na szerszą skalę, czysto polska produkcja mieczy? Wszystko na to wskazuje.

Bibliografia:
A.Nadolski "Polska broń. Broń biała", wyd. II, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź 1984.
A.Nadolski "Studia nad uzbrojeniem polskim w X, XI i XII wieku", Łódź 1954. R.E.Oakeshott "Archaeology of weapons", Londyn 1960.
W.Sarnowska "Miecze wczesnośredniowieczne w Polsce", "Światowit", t. XXI: 1955.
E.Wagner "Hieb- und Stichwaffen", Praga 1966.
R.E.M.Wheeler "London and the Vikings", London Museum Catalogue. Londyn 1927.


Przypisy:
[1] Dziewięć typów w odniesieniu do wczesnego średniowiecza, bowiem uczeni ci stworzyli typologię mieczy obejmującą całe średniowiecze.
[2] Przykładem może być rogowa oprawa miecza z Czerska Polskiego.
[3] Ze względu na obecność wydatnego zbrocza i niewielkie rozmiary całego miecza jest on stosunkowo lekki (waga ok.1kg.). Walka nim musiała więc być bardzo dynamiczna. Krótki jelec nie dający dostatecznej osłony dłoni i jednoręczna rękojeść nasuwają wniosek, że miecze te w czasie walki służyły, jako broń współpracująca z tarczą tak powszechnie stosowaną w omawianym okresie. Nie wyklucza to oczywiście samodzielnego wykorzystywania miecza, ale uważam że takie jego użycie znacznie ograniczało możliwości walczącego. Tarcza bowiem nie została stworzona jedynie do osłony przed pociskami wroga. Ale to już temat na oddzielny artykuł.
[4] W swojej typologii R.E.M.WHEELER i R.E.OAKESHOTT oznaczyli ten typ miecza również jakoX tyle, że oznacza on rzymską dziesiątkę, a nie "iks", jak w przypadku J.PETERSENA.

Autor: Marcin Żmudzki