niedziela, 15 czerwca 2014

Behemoth - Sventevith (Storming Near The Baltic)

Dość długą drogę przeszedł Behemoth zanim nagrał swoją pierwszą płytę. Dlatego po paru latach istnienia i wydaniu kilku dem był już znanym zespołem w black metalowym podziemiu. Gdzieś za plecami deathowych wyjadaczy dotarł i do nas nowy kult ciemności, którego w owym czasie Behemoth był czołowym przedstawicielem. Duet Nergal i Baal Ravenlock stworzyli epickie dzieło całkowicie utrzymane w kanonach północnego, czarnego metalu.


Epickość, o której wspomniałem objawia się nie tylko w tekstach i rysunkach, ale też w dużej ilości klawiszy współtworzących linie melodyczne. Do tego momenty akustyczne i to wszystko razem współgra ze sobą tworząc spójną leśną opowieść. Opowieść o dawnych pogańskich czasach i o wojnie, która ma zniszczyć wszystko co święte, jaką podejmą wojownicy pragnący powrotu czasów świetności. A wszystko to osadzone w nieprzebytych słowiańskich kniejach, w bladej poświacie księżyca, pośród nieodzownych wyjących wilków i kraczących kruków. Wewnętrzna grafika przedstawia położony na skałach zamek, co na marginesie bardzo przypomina wydane rok wcześniej „Dark Mediewal Times” Satyricon, choć nie da się ukryć, że ten behemothowy zamek jest fajniejszy. Nie sam rysunek jednak zdradza skąd płynęły inspiracje.
Wysoki, metaliczny dźwięk gitar, szalejąca, nie szczędząca talerzy perkusja i paranoiczny, nienawistny wokal, tworzą bardzo nieprzyjemną barierę i trzeba trochę uwagi i zainteresowania żeby zacząć dostrzegać urok pieśni barda „of the estern lands”. Trzeba się wsłuchać i pogrążyć w tych wściekłych tonacjach, aby móc odpłynąć wraz z riffami i liniami klawiszowymi w te pradawne czasy i dziewicze krajobrazy. Sam doceniłem tą płytę wiele lat po jej wydaniu i choć nie jest to na pewno jakaś wybitna, najwyższych lotów sztuka, to z pewnością Behemoth zaczął swoją oficjalną karierę mocnym, interesującym i wartym poświęcenia czasu uderzeniem.

Ta muzyka jest taka uduchowiona i słychać to od początku, że drzemie tu jakaś magiczna siła. Z drugiej strony całość jest dość monotonna. Owszem są instrumentalne, akustyczne wyróżniki, ale tych powiedzmy podstawowych sześć utworów jest do siebie dość podobnych. W „From The Pagan Vastlands” uwielbiam ten krótki moment po polsku: „Dzieci Svantevitha nienawidzą Chrystusa!!! Dzieci Svantevitha nienawidzą boga – krzyża!!!” Z super riffem i klawiszami wyszło to zajebiście. Szkoda, że jest to właściwie jedyny motyw na tej płycie, na który szczególnie wyczekuję, choć następny „Hidden In A Fog” też jest moim faworytem z chyba najlepszym wokalem: „It is night… in my heart”. Mimo to, moim zdaniem, do doskonałości brakuje więcej takich smaczków.

W pierwszej części płyty są dwa akustyczne utwory instrumentalne, a taki złowrogo spokojny jest też dziewiąty „Hell Dwells In Ice”. Wokal w nim jest recytowany, potem także szeptany, a keyboard przepływa nad brzdąkającą gitarą akustyczną. Ostatni natomiast jest „Transylvanian Forest” czyli numer, który pojawił się już na EPce: „And The Forests Dream Eternally”. Jego brzmienie jest inne, bardziej brudne i czarne. Również wokal ma inną bardziej skrzekliwą, a mniej paranoiczną barwę. Trzeba go traktować jako bonus, o czym świadczy chociażby to, że we wkładce nie ma do niego tekstu.

Sventhevith (Storming Near The Baltic) to płyta warta odkrycia jeżeli ktoś ją przeoczył i warta przypomnienia jeżeli ktoś do niej dawno nie zaglądał. Można potraktować ją jako ciekawą podróż w czasie. Sam się nie spodziewałem, że zrobi na mnie wrażenie, a jakoś się przekonałem bardziej niż kiedyś.
Tracklista:
01. Chant of the Eastern Lands
02. The Touch of Nya
03. From the Pagan Vastlands
04. Hidden in a Fog
05. Ancient
06. Entering the Faustian Soul
07. Forgotten Cult of Aldaron
08. Wolves Guard My Coffin
09. Hell Dwells in Ice   
10. Transylvanian Forest

Wydawca: Pagan Records (1995)


Cała płyta do przesłuchania:







Autor: WUJAS