czwartek, 6 marca 2014

Kim jest tajemniczy żerca? Skupia wokół siebie 100 osób. Wiara czy sekciarstwo?

- Nie jestem poganinem, a rodzimowiercą – mówi o sobie Rafał Merski. Nosi długą szatę, odprawia słowiańskie obrzędy i hołduje matce ziemi. Nie jest jednak postacią z historycznej „Starej baśni” – mieszka i żyje we współczesnym Wrocławiu. I przekonuje, że nie jest to zabawa w odtwarzanie historii, a gorliwa wiara w tradycyjne wartości. Film o nim nagrali studenci Uniwersytetu Wrocławskiego.

- Moja przygoda z wiarą Słowian jest bardzo długa. Wszystko zaczęło się, gdy miałem 12 lat. Obserwowałem obrzędy i tradycje katolickie i nie do końca się z nimi zgadzałem. Coraz częściej mojej wierze towarzyszyły poważne wątpliwości – zaczyna swoją opowieść Rafał Merski z Wrocławia.
Na co dzień wygląda całkiem zwyczajnie. Pracuje, spotyka się ze znajomymi. Prowadzi również wydawnictwo, wprowadza na rynek gry planszowe. W głębi duszy jest jednak "żercą", czyli kapłanem słowiańskim.

Bogowie Słowian receptą na "zachowanie godności"?



Jak wyjaśnia, najbardziej nie podobało mu się to, że chrześcijanie podkreślają swój poddańczy stosunek do Boga.  Według niego, lepiej jest wyszukiwać w historii bohaterów, brać ich za wzór godny naśladowania.
- Nasza historia, doświadczenia i dziedzictwo naszego narodu pokazują przecież, że nie mamy się czego wstydzić, a tym bardziej kajać  – tłumaczy.
Takie rozwiązania ma gwarantować wiara Słowian. Stąd właśnie jego zainteresowanie bogami przodków. Po kilku latach studiów nad tradycjami sprzed tysiąca lat, poczuł, ze jest częścią tej kultury.
- Stałem się rodzimowiercą. Tak właśnie się nazywamy i nie podoba nam się, gdy ktoś określa nas mianem pogan. Przecież wierzymy w bogów, hołdujemy tradycyjnym wartościom – wyjaśnia.

Na początek- oczyszczenie

Jak wyglądało jego wejście w świat sprzed tysiąca lat? Przyznaje, że on nie miał żadnej oficjalnej inicjacji. Nie potrzebował jej, bo jak opisuje, najważniejsze przemiany zachodziły w nim i jego sposobie patrzenia na świat.
Teraz Merski sam prowadzi grupę duchową, nazwali się Wartą. Skupia kilkadziesiąt osób. Wciąż przybywają nowi. Jak sam przyznaje, dla niektórych ważny jest namacalny dowód przejścia od chrześcijaństwa do wiary słowiańskiej. Dla takich osób organizuje obrzęd oczyszczenia, w czasie którego, jak sam mówi, w nowym członku grupy zapala się ogień wiary.

Życie od natury zależne



I, jak przekonuje, nie jest to zabawa w odtwarzanie historii. Choć obrzędy, w których bierze udział, wyglądają jak odgrywanie scen z historycznej powieści „Stara baśń”.
- Takie święta organizujemy dziesięć razy w roku. Wszystko związane jest z cyklami przyrody. To są obrzędy przypisane duchom przodków, którzy również uważali, że jesteśmy nieodłączną częścią przyrody. Mamy na przykład święto plonów. Bo, choć sami jesteśmy raczej mieszczuchami, zdajemy sobie sprawę z siły corocznych zbiorów – tłumaczy.
Podczas takiej ceremonii wszyscy Rodzimowiercy zbierają się w lesie, o zachodzie słońca. Merski zakłada wtedy długą białą szatę wykończoną czerwonym kolorem, który ma ochronić przed złem. Rozpalają ognisko, tańczą i czczą matkę ziemię.


Potwierdzeniem słów wypowiadanych podczas takich spotkań ma być życie codzienne rodzimowierców. Merski wyjaśnia, że wyznawane przez nich wartości w znacznej części pokrywają się chrześcijańskim dekalogiem.


- Wierzymy, że to kobiety powinny dbać o ognisko domowe, a mężowie powinni brać odpowiedzialność za rodzinę. Nie ma to nic wspólnego z dyskryminacją płci pięknej, wręcz przeciwnie. Również mężczyźni powinni w pełni angażować się  w życie rodzinne i dbać o dom. To raczej archetypowe podejście do męskości i kobiecości. Dążymy do tego, by być ludźmi wysoce etycznymi -  wyjaśnia.
To, co ma ich odróżniać od katolików, to sposób patrzenia na świat. - Rodzina i tradycja są ważne, ale nadrzędną wartością jest natura. Ważna jest odpowiedzialność za następne pokolenia. Chcemy być czynnymi członkami społeczeństwa. Mam na myśli postawę bohaterstwa dnia codziennego - opisuje.
Bo według Słowian, kolejne pokolenia powinny czerpać z dorobku przodków. Życie dzieci zależy w takim razie od tego, co rodzice zostawili im w spadku.
- Naszym zadaniem jest dodawanie wartości do tego, co przekazali nam nasi ojcowie – zapewnia.

„Nie wierzyliśmy, że to prawda”


Przekonania, sposób myślenia i pomysł na życie Merskiego stało się inspiracją dla trójki studentów dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Adrianna Siess, Paweł Iwanina i Bartek Pogoń stworzyli o nim film.
Podczas jego realizacji przeniknęli do świata tych, którzy określają się mianem rodzimowierców.
- Sami do końca nie wierzyliśmy, że to prawda. To było niesamowite spotkanie - podsumowała Adrianna.


Tutaj film:






Autor: M. Lester /mieś / Źródło: TVN24 Wrocław