piątek, 31 stycznia 2014

Polskie Stonehenge - miejsce mocy na Podlasiu




Podlaskie Stonehenge (fot. WP.PL/Jakub Rybicki)



Białowieża znana jest w Polsce i na świecie z majestatycznych żubrów, żyjących w nieprzebranych ostępach puszczy. Niewielu jednak wie, że tuż obok wsi leży miejsce, którego natura nie jest do końca wyjaśniona. Podlaskie Stonehenge - miejsce mocy.


Miejsca mocy to punkty koncentracji stymulującej energii przyrody. Pulsują dziwną, nie do końca poznaną energią. Chory organizm szybciej wraca tam do zdrowia, a umysł łatwiej nawiązuje kontakt z wyższym wymiarem rzeczywistości. Owe „mocne punkty” Ziemi połączone są ze sobą liniami energetycznymi, oplatając naszą planetę siatką przypominającą strukturę kryształu. Najsilniejsze miejsca mocy znajdują się w punktach krzyżowania się owych linii. Tak przynajmniej twierdzą zwolennicy geomancji, sztuki wykorzystywania pozytywnej energii Ziemi i Kosmosu dla uzyskania harmonii z otoczeniem, a w konsekwencji zdrowia i szczęścia.


Miejsca mocy są rozsiane po całym świecie. To między innymi piramida w Gizie, Machu Picchu, Świątynia na skale w Jerozolimie, wyrocznia w greckich Delfach czy kaplica na Wawelu. Z reguły znajdują się one na terenie świątyń najróżniejszych wyznań. Człowiek, żyjący dawniej blisko natury, miał instynktowną zdolność odnajdywania miejsc o wyjątkowo pozytywnej energii. Stawiano tam budowle poświęcone bogom, w których aktualnie wierzono. „Magiczne miejsce” na Podlasiu jest o tyle niezwykłe, że znajduje się w środku puszczy i dlatego łatwo zaobserwować, jak bardzo odróżnia się od reszty lasu. Na swego rodzaju polanie rosną jabłonie, grusze i głogi, w miejsce typowych dla tutejszych lasów dębów, olch, świerków i brzóz. Możliwe, że w XIX w. istniało tu obozowisko pasterzy wypasających bydło w lesie. Trudno jednak wyjaśnić, dlaczego wiele drzew otaczających polanę rozgałęzia się z jednego pnia na dwa, trzy i cztery drzewa. Osoby znające puszczę twierdzą, że jest to zjawisko dość rzadkie, zdumiewa zwłaszcza nagromadzenie tylu „zmutowanych” drzew w jednym miejscu.


Wreszcie, nie da się nie zauważyć kamieni ułożonych w krąg, z wielkim głazem pośrodku. Najlepiej spojrzeć na nie z góry, z wieży widokowej ufundowanej przez – a jakże – producenta piwa „Żubr”. Być może chodzi o to, by wzmocnić doznania w miejscu mocy. Wpływ spożywania alkoholu w tak niecodziennym miejscu nie został jednak jeszcze zbadany przez żadną naukę. Badania geodezyjne wykazały, że kamienie są wkopane w ziemię na głębokość ponad dwóch metrów, a na powierzchni widać jedynie ich czubki! Czy oznacza to, że zostały tu ustawione tak dawno, że zdążyła je przykryć tak gruba warstwa ściółki? Zdecydowanie więcej tu pytań, niż odpowiedzi. Jaką funkcję pełniły głazy? Czy było to pogańskie obserwatorium słoneczne, kalendarz, miejsce kultu? Stworzyli je Słowianie czy lud zamieszkujący te tereny przed naszymi pradziadami?


A jak czuje się człowiek wewnątrz tajemniczego kręgu? Ufam święcie, że jest to miejsce niezwykłe. Niestety, jednocześnie jestem wyjątkowo mało wrażliwy na nadprzyrodzone zjawiska. Słyszałem o najróżniejszych reakcjach – najczęściej o wyjątkowo dobrym znakomitym samopoczuciu, ustąpieniu bólu głowy i innych dolegliwości. Niektórzy odczuwają swego rodzaju podniecenie, a nawet ekstazę. Trudno powiedzieć, na ile może być to efekt autosugestii. Nie brakuje jednak osób, które czują się w miejscu mocy źle – najczęściej są to bóle i zawroty głowy, chociaż zdarzały się też poważniejsze przypadki. Dlatego nie należy przebywać w kręgu dłużej niż kwadrans. Oczywiście nie brakuje również nieczułych osobników mojego pokroju, którzy nie czują absolutnie nic. Na energię płynącą z kosmosu również trzeba umieć się otworzyć – ważne jest pozytywne nastawienie wewnętrzne, wyciszenie i koncentracja. Ludzie wrażliwi nie powinni mieć jednak problemu z poczuciem tajemnej mocy.


Do „magicznego miejsca” łatwo można dostać się samochodem, skręcając przed Białowieżą w prawo i kierując się znakami. Ostatni kilometr należy przejść pieszo. Wyjątkowo leniwi mogą jednak poczuć moc również w parku pałacowym, tuż obok siedziby dyrekcji Białowieskiego Parku Narodowego. Na jednym z tamtejszych dębów, po ścięciu konara, ukazała się… głowa ludzka. Trudno było określić płeć wizerunku na drzewie, jednak wielu upatrywało w niej Chrystusa lub Matki Boskiej. Szybko okazało się, że dąb wydziela również niezwykłą energię, a za miejsce mocy oficjalnie uznano go po wizycie Leszka Mateli, polskiego autorytetu w geomancji. Wprawdzie „obraz” został już dawno zamalowany, ale nie znaczy to, że przestała kumulować się tu energia kosmosu.


Jak każde tajemnicze miejsce, także białowieski punkt przyciąga dziwne zdarzenia. W czerwcu 2007 nad Białowieżą pojawił się niezidentyfikowany obiekt latający, który spadł następnie na pole niedaleko „magicznego miejsca”. Okazało się, że nie był to pojazd Marsjan, a eksperymentalny balon ze specjalistyczną aparaturą, o wdzięcznej nazwie BOBAS 2, wypuszczony przez Politechnikę Warszawską.


Autor: Jakub Rybicki/ if/pw