poniedziałek, 22 grudnia 2014

Etnografia Lubelszczyzny – cykl roczny w życiu wsi – grudzień

Oto kolejny odcinek z cyklu Etnograficzne Źródła Słowiańszczyny.


Nazwa miesiąca pochodzi prawdopodobnie od słowa gruda, gdyż w tym czasie zwykle zalegają już grudy śniegu. Grudzień w cyklu kalendarzowym zamyka pewien okres i otwiera nowy – to czas obchodzenia podwójnych narodzin – najpierw Jezusa, a następnie Nowego Roku. Okres świąt Bożego Narodzenia jest bardzo bogaty w symbolikę, wierzenia, zwyczaje i obrzędy. To czas magiczny, święty, z którym łączy się bezpośrednio czas przesilenia zimowego – co było bardzo ważne dla dawnych Słowian, którzy przed chrystianizacją obchodzili w tym czasie własne, trwające nawet do dwóch tygodni święta.




Podłaźniczki




Przysłowia, wróżby i powiedzenia związane z grudniem
  • Grudzień gdy łagodny wszędzie, cała zima dzieckiem będzie
  • Grudzień mokry, w plusku cały, rok nieurodzajny nam zakłada
  • Grudzień z śniegiem zimny, żytom na wskroś przyjemny
  • Jeśli w grudniu często dmucha, w marcu, kwietniu będzie plucha


Adwent
Adwent (przedgodzie) to okres czterotygodniowego postu poprzedzającego święta Bożego Narodzenia.  Dawniej po polsku nazywany był czterdziestnicą, ponieważ trwał tyle co Wielki Post – 40 dni – a zaczynał się dzień po świętym Marcinie. W tym czasie nie jedzono mięsa, tłuszczu pochodzenia zwierzęcego, nie pito alkoholu, a w środy i piątki powstrzymywano się od spożywania nabiału. Był to czas spokojny, nie organizowano zabaw, nie grano na instrumentach, które chowano nawet do skrzyni, a co rano wierni spotykali się na roratach, gdzie zapalano specjalną świecę zwaną roratką.


Spędzanie czasu w adwencie
To ludzie przędli przecież te... nici ze lnu. To haftowały nieraz tam, czy ręczniki, czy poduszki, czy... No wełnę też przędli. To na drutach tam robili niektórzy, z tego... To były takie przedświąteczne przygotowania. Były roraty, to już się chodziło co niedzielę na roraty. Były o szósty, tośmy już przed piątą wstawali i chodzili na roraty.
[Czesława Mitrus, Kozłówka, 2011]

W Polsce roraty odprawiane były już w XVIII wieku. W niektórych wsiach Lubelszczyzny (Gołąb, Butanów, Kaliszan, Klementowice, Nasiłów, Piotrawin, Motycz, Sieprawice, Wronów, Michałówka), praktykowano w tym okresie zwyczaj porannego grania specjalnych sygnałów na ligawce (ligawie) – długiej trąbie z drewna lipowego lub wierzbowego. Z Motycza pochodzi opowieść tłumacząca zwyczaj grania na ligawach:


Granie na ligawach – opowieść biblijna tłumacząca zwyczaj grania
A tak. Oj, to kiedyś, jakieś cztery, w czterech miejscach grali jak przyszedł adwent. Bo tu kilku umiało grać. Ale że teraz to już to nie ma tych ludzi, tylko Władek, jeszcze był Maj, to już sprzedał ligawe temu Klicce Tadkowi za sto złotych. No i ten grał, uczył się grać iii na razi nie wychodziło, ale później nauczył się i grał. A to przeważnie było jak mróz, przymrozek. Władek to miał takie podwyższenie, jakąś skrzynke, czy coś, i o szóstej rano wychodził i o szóstej wieczór i grał na tej ligawie. No to ja się pytałem starych ludzi: co to znaczy, to granie, tego? No to mówili, że „Ligawa wtóruje – święta wywołuje”. Że to po graniu ligawy święta będą zaraz. Ale jeszcze było tak: że do Starego Testamentu ludzie sięgali yyy przy yyy – Pan Bóg polecił prorokowi Jonaszowi, żeby udał się do miasta Niniwy i tam żeby nawracał ludzi, bo strasznie grzeszne to miasto było. Ale tam słyszał ten prorok, że oni nie dbają o nic – zabijają nawet ludzi jak kto przychodził ich poprawić. I wsiadł na okręt i pojechał w dół i koniec. W przeciwnym kierunku. I zerwała się burza na morzu. Okręt zatonął. A tego Jonasza połknęła ryba. I trzy dni był we wnętrzu ryby, a później ryba go wyrzuciła i on żył jeszcze. I poszed jednak do tego miasta – już co będzie. Ale ci niniwianie się śmiali z niego. A on w końcu wziął dwa garnki gliniane i na rynku w Niniwie stłukł te garnki. I mówi: „Tak Pan Bóg was zetrze, jak ja te garnki stłukłem”. No i oni sobie wzięli do serca to i zaczęli pokutować; i król, posypali głowy popiołem, wory, wory pokutne przywdziali. I właśnie nawet król dał takie zarządzenie, że bydłu nie dawać jeść przez ileś tam dni; żeby ryczało, żeby prosiło Boga i to, i to bydło o zmiłowanie. No i, tak że, to pomogło, że ci niwianie się nawrócili. Że stąd właśnie ta ligawa, że to bydło ryczało.
To już jak w, w pierwszą niedzielę adwentu to już się zaczynało. I to niektórzy to i w nocy wstawali i grali, ale to przeważnie jak przymrozek był taki, taki średni, to to dobrze, dobrze było grać, lżej. Tak, to te, te głosy tak to tu, tu było słychać. No ale z tych starych graczy już nie ma. Może gdzieś jeszcze po innych okolicach są?
[Czesław Maj, Motycz, 2011]

Granie na ligawach
źródło: wiano.eu


W czasie adwentu mężczyźni młócili cepami zboże, żęli sieczkę, mielili zboże, łatali stare i robili nowe chodaki. Kobiety sprzątały chałupy, bieliły ściany, szyły koszule, worki, płachty, przędły kądziel. Młode dziewczęta natomiast przygotowywały świąteczne ozdoby izby. Dzieci darły pierza, uczyły się kolęd, powinszowań i życzeń świątecznych. Nie wolno było również uprawiać ziemi, która w tym czasie odpoczywała:


W adwent ziemia odpoczywa
A w adwencie już nie wolno ziemi było. W tamtych czasach, teraz nie patrzą, wie pan, bo traktory mają. Ale jak koniem orał to do adwentu podkładki te były tych ściernisk, a już w adwencie ziemia odpoczywa, ziemia jest święta, nie wolno jej tknąć było, tak, w ad, już na adwent to już ziemia spała, nie wolno było ruszać.
[Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]


Potrawy postne w okresie adwentu
W czasie adwentu jedzono pieczone ziemniaki, kiszoną kapustę, barszcz grzybowy, słoduchę, tzw. wodę makową. Dawniej w okolicach Dzwoli wierzono, że dobra smaczna słoducha udawała się tylko tym gospodyniom, które były kłótliwe, nerwowe, hałaśliwe lub znały jakieś do niej zamowy. Taka gospodyni była zapraszana w ciągu dnia do wielu domów, aby zrobić w nich potrawę. Gospodynie, którym słoducha nie wychodziła, czasem celowo wywoływały w domu kłótnie, wierząc, że to pomoże. Szerokie zastosowanie miał również gotowany susz – ugotowaną z niego polewkę jedzono z chlebem, kartoflami, kaszą reczaną. Dla dzieci często gotowano lub pieczono na piecu bób. Zamiast tłuszczu pochodzenia zwierzęcego stosowano olej konopny, który często przesmażano z cebulą z dodatkiem soli.

6 grudnia – św. Mikołaja
Dawniej święty ten uznawany był za patrona dobytku, żywego inwentarza, bronił trzodę od wilków. W tym dniu pasterze i gospodarze szli do kościoła na specjalnie odprawiane nabożeństwo, po którym składano ofiary – chleb, placki pszenne, gomułki sera, masło i drób. Pasterze palili również ognie i składali ofiary zwane wilkami – wieszali na ołtarzach wieńce z lnu i konopi, kładąc na nich jaja kurze. Wierzono, że wilki tego dnia zbierały się i debatowały nad podziałem swoich przyszłych zdobyczy. Uważano też, że chroni on domostwa przed myszami i szczurami, a postem i modlitwą do świętego można odwrócić plagę gryzoni. Św. Mikołaj był również patronem dla żeglarzy, rozbitków, rybaków, flisaków i przewoźników, posiadał bowiem moc poskramiania burz, piorunów, wichrów i fal morskich. W opiekę świętemu powierzali się także rodzice mający kłopoty z dziećmi.


Zwyczaj obdarowywania w tym dniu dzieci prezentami jest zwyczajem nowszym,powstał w pierwszej połowie XVIII wieku.


W dniu tym mawiano:
  • Na świętego Mikołaja czeka dzieciąt cała zgraja: da posłusznym ciasteczko, złych pokropi rózeczką
  • Na Mikołaja porzuć wóz, a zaprzęż sanie
  • Na świętego Mikołaja rozbestwia się wilków zgraja

13 grudnia – św. Łucji
W europejskiej tradycji ludowej był to dzień narodzin słońca i światła. Święta urodziła się w 307 roku, była chrześcijańską męczennicą, straconą za wiarę. Jest patronką dziewic i ociemniałych.
Według podań ludowych ta noc była czasem szczególnie wzmożonej aktywności czarownic, które miały kręcić się wokół obejść i domów. Kobiety nie wychodziły więc z domu po zapadnięciu zmroku, pilnowano także małych dzieci, aby czarownice ich nie wykradły.


W stajniach i oborach wykładano ciernie i poświęcone zioła. Dawniej wierzono, że jeśli chce się zobaczyć czarownice należało od św. Łucji aż do jutrzni Bożego Narodzenia pracować nad zrobieniem stołka i tak gospodarować czasem, żeby skończyć go dokładnie w Boże Narodzenie. Następnie należało wejść z tym stołkiem na chór, usiąść na nim i wtedy można było zobaczyć wszystkie czarownice, bowiem w dzień Bożego Narodzenia stoją one odwrócone twarzą nie do ołtarza, ale do chóru.  


Tego dnia wróżono również o plonach i o pogodzie na cały rok – obserwowano jaka będzie pogoda przez 12 dni – od św. Łucji do Wigilii, takie właśnie miały być miesiące następnego roku. Inna wróżba polegała na tym, że pogodę przewidywano sypiąc sól do dwunastu miseczek przypisanych do kolejnych miesięcy w roku. Wilgotna lub sucha sól w danych miseczkach oznaczała pogodę w danym miesiącu.


Przysłowia:
  • Święta Lucy dnia przyrzuci albo go ukróci
  • Od Łucji do Wilii patrz na dni, o przyszłym roku powiedzą ci

Świąteczna choinka
Pierwsza pisana wzmianka o ubieraniu choinki na Boże Narodzenie pochodzi z alzackich kronik z 1600 roku. Niemiecki malarz Lucas Cranach Starszy przedstawił choinkę na jednym z obrazów już w 1509 roku. Jednak zwyczaj ten upowszechnił się na terenie Niemiec dopiero w XVIII wieku, a w Europie i Ameryce Północnej choinka stała się bardziej znana po ślubie brytyjskiej królowej Wiktorii z niemieckim księciem Albertem Sachsen-Coburg-Gotha (1840), gdy „nastał okres mody na rzeczy niemieckie”.


Przed pojawieniem się stojącego drzewka wigilijnego, we Francji, Szwajcarii i Anglii w okresie Bożego Narodzenia wieszano pod sufitem małe drzewko iglaste, ozdobione owocami i kolorowym papierem, w Niemczech zaś małe ustrojone drzewka ustawiano w obejściach. Można sądzić, że choinka wyrosła z praktyk magii wegetacyjnej. Jest ona młoda w swej postaci jako drzewko stojące, ale odwieczna w treści wierzeniowej i symbolicznej. Takie założenie upoważnia do tego, aby stosowanie w obrzędach zielonych gałęzi traktować jako ogniwo łączące choinkę z zieloną rózgą, czczoną w praczasach na kontynencie europejskim i azjatyckim. W. Klinger wskazał starogrecką eiresionę jako źródło choinki. Eiresiona to gałązka laurowa lub oliwna, strojona w białe i czerwone wstęgi, owoce, pieczywo oraz naczynka z miodem i oliwą; to dożynkowe drzewko wnoszone podczas noworocznego święta Parupriów do domów i świątyń; to jedna z form zaklinania urodzaju i rozsiewania błogosławieństwa. Współczesna wigilijna jodełka ma zatem pogański rodowód.



Choinka w dzisiejszej postaci trafiła na ziemie Polski zaledwie przed dwustu laty. Zwyczaj ten przejęliśmy bezpośrednio od Niemców w latach 1795–1807. Pierwsze choinki ubierane były w domach ewangelickiego mieszczaństwa niemieckiego pochodzenia, którym w czasie zaborów zasiedlano polskie tereny. Początkowo zwyczaj strojenia drzewka na Gody przyjął się w polskim środowisku mieszczańskim i w bogatych dworach. Tam stanowiło powszechną dekorację wnętrza już w połowie XIX wieku – na Pomorzu, Warmii, Mazurach i Śląsku. We wsiach tego terenu choinka uchodziła za rozpowszechnioną bardzo wcześnie – na przełomie XIX i XX wieku. W miastach Polski centralnej, wschodniej i południowej choinka była często ubierana dopiero na początku XX wieku. Na wieś tego regionu trafiła po 1914 roku, a rozpowszechniła się po II wojnie światowej. Strojenie choinki jest więc zwyczajem młodym, lecz – co ciekawe – powszechnym dziś na całym obszarze Polski wśród wszystkich warstw społecznych. Dzieje tego zwyczaju odzwierciedlają mechanizmy kształtowania się polskiej kultury ludowej i narodowej, podlegającej wpływom sąsiednich nacji, grup wyznaniowych i społecznych.

Należy zaznaczyć, że polską choinkę poprzedził praktykowany od dawna słowiański zwyczaj dekorowania domów w okresie świąt zielonymi gałęziami. Stroik taki występował na Podhalu, Śląsku Cieszyńskim, Pogórzu, Ziemi Sądeckiej, Krakowskiej, w okolicach Rzeszowa i Jarosławia, Sandomierza i Lublina. Nosił nazwy: podłaźnik, połaźniczka, jutka, wiecha oraz – stosowane później także do choinki – sad, sadek, rajskie lub boże drzewko. Ludność wiejska przywiązywała do podłaźnika ogromne znaczenie, ponieważ chronił dom i jego mieszkańców od złych mocy i uroków. Podłaźniki zaczęło znikać z chat przed II wojną światową.


Ostatnie podłaźniczki w Motyczu
No, zawsze była choinka ji ja to pamiętam od pięciu lat [tj. od piątego roku życia]. To już choinka zawsze była. I te podłaźniczki były, znaczy chojinki wierzchołkami do góry, to przeważnie jak było bierzmo to co belki podtrzymywało [...] tam była za wierzchołek uczepiona ta podłaźniczka i były z opłatka takie krążki wycinane i przyczepiane. To znaczyło, że światy, że tak jakby wszechświat oznaczało, że Pan Bóg stworzył ten świat. Podłaźniczki nie w każdym domu były, to niektórzy sobie robili. A to później jak zaczęli ludzie stawiać już nowocześniejsze chaty, to już nie było tego belka – bierzma, już była jinna budowa, to już to zaniechali. No to dzieś zaniechali może trzydziesty piąty rok, to w tych latach. Potem to chojinka.
[Czesław Maj, Motycz, 2001, TL]


Podłaźniczka


Forma i nazwa tej ozdoby nie odgrywały większej roli. Spełniać musiała tylko jeden warunek – pochodzenie z drzewa iglastego. Można wnioskować, że funkcja i symbolika polskiej choinki będzie podobna do idei podłaźnika.


Równie istotny dla znaczenia choinki jest fakt obecności w polskiej izbie w czasie świąt Bożego Narodzenia pająków i światów. Pająk to przestrzenna konstrukcja, podobna do kościelnych i dworskich świeczników, wykonana ze słomy, bibuły, nici, fasoli, wydmuszek jaj, szczeciny spojonej woskiem. Światami nazywano wyplatane ze słomy lub wykonane z opłatków kule, krążki lub gwiazdki. Pająki i światy stanowiły kulturowy ekwiwalent podłaźniczek, które następnie zostały zastąpione przez stojącą jodełkę, przy czym właśnie elementy pająków i światów stały się ozdobami polskiej choinki, która trafiając na ziemie polskie, spotkała i w rezultacie wyparła wigilijne przyozdabianie izby na Boże Narodzenie.
Z powstaniem choinki wiążą się liczne ludowe legendy, jedna z nich w ten oto sposób tłumaczy pochodzenie świątecznego drzewka:


Legenda o powstaniu choinki
Nam opowiadali dawno, jeszcze gdy ja byłem dzieckiem o chojince, że jak Pan Jezus się narodził w stajni betlejemskiej, to nie tylko ludzie, pastuszkowie, królowie szli pokłonić się, ale nawet zwierzęta, nawet ptaszki, jak śpiewamy w kolędzie w dzień Bożego Narodzenia, że „ptaszki w górę podlatują, Jezusowi podśpiewują..." tak dali. Wszystko co żyło, to wszystko to biegło zobaczyć tego Mesjasza. I nawet drzewa, które rosły przy stajence, też pochylały się, żeby Go ujrzeć. Między drzewami był świerk. Ale drzewa mówiły między sobą zgorszone: -„ Ty nie chodź, nie zaglądaj tam, kłujący jesteś, pokłujesz jeszcze Dzieciątko, będzie płakać”. No ji świerk stał smutny. W pewnej chwili zaczęły z niego cieknąć krople żywicy. To były łzy. Świerk płakał na swoją dolę, że taki jest straszny i nie pójdzie zobaczyć. Ale w pewnej chwili sfrunął z nieba anioł. Stała się rzecz dziwna, bo anioł miał z sobą naręcz gwiazd różnokolorowych i zaczął świerka ubierać. I wyszło coś pięknego, bo świerk zajaśniał tymi światłami i wtedy pochylił się do stajenki, i Dzieciątko jeszcze lepiej wyciągało do niego rączki jak do innych drzew. Tak. I w ten sposób właśnie świerk pokłonił się Panu Jezusowi. I my na pamiątkę ubieramy w gwiazdy, w różne zabawki chojinke.
[Czesław Maj, Motycz, 2001, TL]
Według innych ludowych opowieści pochodzenie i wygląd świątecznego drzewka zawdzięczamy niedźwiedziowi, który nie miał żadnego prezentu dla małego Jezusa, więc wyciął w lesie drzewko. Kiedy ciągnął go za sobą, drzewko przystroiło się w sople, zeszroniło się i poprzyczepiały się do niego liście, dlatego teraz stroimy choinkę. Opowiadano również, że gdy rodził się Chrystus panował olbrzymi mróz, od którego drzewa pokryte były szronem i soplami, dlatego teraz na pamiątkę stroimy choinkę.
Zwyczaj stawiania w domu choinki, tłumaczono również w następujący sposób:


Dlaczego świerk stał się choinką
Otóż, jak narodził się Pan Jezus, to wszystkie drzewa szły się pokłonić Dzieciątku. Ale świerk był taki wysoki, że nijak nie mógł się ruszyć z miejsca i nie zmieściłby się w stajence. Został więc na swoim miejscu. Dlatego teraz ścinamy mu czubek, stawiamy w izbie na honorowym miejscu i ozłacamy świecidełkami.
[Grupa informatorów z Bronic, Bronice, 1995]


Choinka jest często uważana za odwzorowanie drzewa rajskiego, a rozumiana na wzór biblijny przypomina drzewo nieśmiertelności, którego owoce zapewniają wieczne życie. Przystrojone drzewko okryte zielenią i wszelkie zielone gałęzie, pojawiające się w dorocznych obrzędach wiosennych i w zwyczajach strojenia izb na Boże Narodzenie, są na całym świecie od wieków otaczane czcią jako symbole zdrowia, radości, sił witalnych, wzrostu roślin i przede wszystkim życia. Dlatego można stwierdzić, że także świąteczna choinka jest przedmiotowym wyrazem pogańskich wierzeń w istnienie drzewa życiodajnego. Kościół nadał nowe znaczenie choince, która w tym kontekście stała się symbolem Chrystusa, prawdziwego Drzewa Życia.


Choinka jest więc złożonym znakiem symbolicznym, mającym sens nie zawsze współcześnie uświadamiany, a niezwykle bogaty, podobnie jak wszystkie świąteczne ozdoby wnętrza, czy choinkowe detale. Treść symbolu wigilijnego drzewka jest efektem twórczego zderzenia ideologii chrześcijańskiej z ludowym kodem symbolicznym. W świadomości użytkowników kultury ludowej te dwie wizje świata i człowieka nie wykluczają się, ale wręcz przeciwnie – stapiają się w zwyczaju wigilijnej choinki.

Najstarsze ozdoby choinkowe
Do najstarszych ozdób tradycyjnej choinki należą: jabłka, orzechy, szyszki, łańcuch, gwiazdki z papieru, słomy lub opłatka, świeczki, kwiaty z bibuły, ozdoby z wydmuszek jaj (głównie ptaszki, pajacyki), małe światy z opłatka i małe słomiane pająki. Ponadto: słomiane lub papierowe koszyczki, figurki aniołków, kolczatki, jeżyki i bombki z bibuły, cukierki i ciastka o kształcie gwiazdek lub zwierząt domowych.


Ozdoba ze słomy
źródło: www.ludowomi.pl

Ozdoby choinkowe
[...] kiedyś to nie było, bombki były, bo jeszcze ja, wie pan, mam, co miałam trzy latka, jak mi stryjeczny, stryjeczny brat mój z wojska szedł na urlop i przywiózł mi tych strojów to, to się wymarnowało. A jedne bombkę jeszcze mam, tako szyszke. To trzy latka, to ma już osiemdziesiąt trzy latka. Najwyżej wieszamy na choince, dzieci wiedzą i wnuki wiedzą, że to z babcinego dzieciństwa, co jej wujek taki przywiózł, te. Kiedyś to wie pan, były takie stroje inne na choinke. Takie były lalki robione. To się robiło te stroje. Aniołki były, aniołki były, to wie pan, jeszcze ja mam o, o takie były na sam wierzchołek aniołki. […] z papieru, o, tak, widzi pan, to nitkę się brało tu, albo się oparło o choinkę wyżej nad szopką i było, a teraz to jest inaczej. Nie jest tak jak, jak było, to nie jest tak, bo teraz to samo tam, łańcuchy, bombków tam jest dużo. [...] Orzeszki się w, w pazłotek okręcało i przyzwa, jabłuszka były wieszane czerwone, choinkowe już jabłuszka. Ciastka nawet. Mój brat, to jakie orły wyrzeźbił z ciasta kruchego i takie dziurecki porobił w tych, tych końcem nożyka i cukrem posypał, jak to się udało, to jakie były piękne – podziw był. Nawet ksiądz po kolędzie chodził to mówił: „Gdzieście kupywali to, te ciasteczka takie piękne, choinkowe?”. A mama mówi: „Oj, proszę księdza, to syn narobił”. – „Oj, to specjalista”. Takie piękne ciasteczka. I anioł był biały, taki duży zrobiony z bibuły, i taki miał kupny ten, już głowę tę kupną, a tu skrzydła dorobione, ja robiłam. Już cały adwent to się stroje na choinkę robiło. Łańcuchów nie było takich jak tera co ja mam, tam złote takie i opasuje się, błyszczące, tylko wie pan, ze słomy i z bibułki się robiło samemu łańcuchy. Ale to ładne były.
[Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]


Dawne ozdoby choinkowe
Ubierałam choinkę, ale to ci mówię, że z bibuły było wszystko robione. A świeczki były takie o, malutkie, tego... i takie były lichtarzyki, a jak nie, to się z drutu, dwie gałązki brało i się wkładało i takie były świeczki. I na choince były tylko orzechy, jabłko, ciastko, zwyczajnie pieczone w domu. Tam innych rzeczy takich nie było. I robiło się takie jeszcze, wiesz pajacyki albo takie te... baletniczki śmy nazywali. Z bibuły. To były łebki, ręce, nogi się osobno kupowało, a to resztę się w tekturkę brało i się ubierało. Ładne były, te baletniczki.
[Czesława Mitrus, Kozłówka, 2011]


Świąteczne ozdoby choinki i domu
Choinka, to był, to były młode sosny z lasu, bo każdy rolnik miał swój las. Młode sosny z lasu, wycięte, świeżutkie, oprawione w taki drewniany stojak… to był krzyżak taki, dwa kawałki drewna na krzyż i tam dziura w środku. I przybrane choinki, to były tak ubierane, był łańcuch, musiał być, robiony z bibuły kolorowej, robiony ręcznie. Na suficie wisiał pająk zrobiony ze słomki, ze słomki zrobiony pająk, o taki duży, jak ten mój żyrandol. Dosłownie cały ze słomki. […] Na choince łańcuch, tak jak mówiłam, z… tej bibułki, naokoło była choinka okręcona, a zabawki to były takie: ciastka pieczone, gwiazdki, serduszka i tak dalej. Jabłuszka żywe, później robione lalki, nie laleczki, z takiej tekturki i malowane kredkami odpowiednio. Nie było bombek, wtedy jak ja, bo to była wojna, okupacja, dopiero później bombki były i świeczki były żywe, natur… oj, naturalne. Kawał… takie małe świeczki, jak teraz są… elektryczne, to były świeczki ze świecy, kolorowe. To już się kupowało te rzeczy. Choinka musiała być. Na ziemi, bo nasze mieszkanie początkowo nie miało podłogi, było z drzewa zrobione, ale nie, nie stać było na podłogę. Była ziemia, klepisko takie, więc na ziem… tatuś przynosił zawsze słomy, kilka snopków i się kładło, chodziło się po tej ziemi, jak po dywanie, się dosłownie uginała ta ziemia. W kącie musiał stać snopek zboża. Żeby było cały rok co jeść. I to żyto. Czasem pszenica, ale przeważnie żyto, bo to chleb.
[Irena Zamościńska, Częstoborowice, 2010]


Większość choinkowych ozdób obecnych było w polskiej izbie na kilkaset lat przed pojawieniem się choinki.
Stanowiły ozdoby podłaźników i pająków. Można więc przyjąć, że motywacja zawieszania ich na wigilijnej jodełce jest bardzo archaiczna.


Z najpopularniejszymi ozdobami wiązać można pewną symbolikę:
Jabłko jest symbolem płodności, miłości i urodzaju, wpisuje się w sekwencję zabiegów magii agrarnej, takich jak ustawianie snopa zwanego królem, obsypywanie izby i domowników ziarnem, obwiązywanie drzew w sadzie, dzielnie się opłatkiem ze zwierzętami, zdobienie drzewka figurkami zwierząt. Właściwości przypisywane jabłku wywodzą się z tego, że pierwotnie jabłko było pokarmem ofiarowanym duszom zmarłych. Jabłko niejako łączyło te dwa światy – żywych i zmarłych. Ponadto w czasie Godów duchy i półdemony licznymi rzeszami zjawiały się w pobliżu ludzkich siedzib, a nawet za pomocą specjalnych inwokacji były zapraszane na ucztę wigilijną, która co do genezy jest ucztą zaduszną. Jabłko jako ozdoba choinkowa utożsamiane jest również z owocem z drzewa rajskiego – w tym kontekście jabłko staje się wyobrażeniem grzechu, co znalazło odzwierciedlenie w języku łacińskim, gdzie słowo malum oznacza zarówno zło, jak i jabłko. Skojarzenie jabłka z grzechem rzutuje na symbolikę choinki. Zbliża się ona swą symboliczną treścią do rajskiego drzewa poznania, wszechwiedzy i wszechmocy, którego owoce mogą przeistoczyć ludzi w bogów, oznaczają los, przeszłość i przyszłość.


Gwiazdki ze słomy


Tradycyjną ozdobą choinki jest również łańcuch wykonany z równej długości słomek przewlekanych kwiatkami, krążkami, kokardkami, gwiazdkami z kolorowego papieru lub bibuły. Inspirowane Biblią i wiarą chrześcijańską motywacje ubierania choinki łańcuchem opierają się na kształcie tej ozdoby – przypomina węża z rajskiego drzewa. Archaiczne pogańskie znaczenie łańcucha należy łączyć ze słomą – materiałem, z którego jest wykonany. Słoma ma magiczną moc wyzwalania i wzmagania płodności i urodzaju, niezależnie od obrzędu, w którym się pojawia (wózki dyngusowe, rózgi weselne, wieńce dożynkowe, bożonarodzeniowe pająki). Obecność wielu słomianych elementów w izbie w czasie świąt Bożego Narodzenia tłumaczono tym, że izba upodabnia się w ten sposób do stajenki, w której narodził się Jezus. Słoma to również dar boży, bo na niej wyrastają kłosy zboża, z którego robiono chleb. Można zatem przypuszczać, że łańcuch choinkowy zachowuje czarodziejską moc słomy wykorzystywanej do obsypywania podłaźnika, umieszczanej w izbie w postaci małych lub dużych snopków, służącej do wiązania się nawzajem lub do obwiązywania drzew owocowych. Łańcuch naśladuje obfitość przez kolor przypominający złoto, znaczną liczbę słomianych elementów i znaczą długość. Sprowadza do domu, pola i zagrody dostatek, bogactwo, plenność, urodzaj i szczęście.


Ważnymi ozdobami choinki są również gwiazdy i gwiazdki, wykonane z papieru, słomy, kłosów zbóż i z ciasta. Najważniejsza jest gwiazda umieszczana na szczycie choinki, interpretowana jako symbol Gwiazdy Betlejemskiej. Gwiazda jest więc znakiem narodzenia Chrystusa. Niewątpliwie ten sam sens ma gwiazda, z którą chłopcy obchodzą wieś podczas kolędowania. Pozytywną konotację bożonarodzeniowej gwiazdy podkreślają ponadto wróżby urodzaju, dokonywane na podstawie ilości gwiazd na niebie w wigilijny wieczór oraz motyw gwiazdy w poezji ludowej.


Ważnym elementem wystroju choinki są także świeczki, a ogólniej ogień. Świeczki zapalane są „z ukazaniem się pierwszej gwiazdki”. Zanim choinka pojawiła się na ziemiach polskich, świece płonęły na podłaźnikach i sadach oraz w wieńcach na głowach dziewcząt podczas jutrzni w Boże Narodzenie. Wyróżnić można trzy motywacje użycia świeczki zapalonej na choince w wigilijny wieczór. Wynikają one z ogólnej symboliki ognia, którego atrybutem jest świeca. Pierwsza motywacja opiera się na przesłaniu biblijnym, głoszącym, że Jezus jest światłem na oświecenie pogan i światłością świata. Świeczki zapalone na drzewku miały więc symbolizować Chrystusa – Zbawiciela i Światłość Świata oraz upamiętniać noc narodzenia Jezusa.


Z tym znaczeniem choinkowej świeczki koresponduje zwyczaj palenia słomy w drodze na pasterkę i metafora zawarta w paradoksalnym motywie kolędy bożonarodzeniowej:


A to nam dziwne, że Pan ogniem
bywszy, na sianie łeżał, siana nie spaliwszy


Według ludowych opowieści świeca „to jest życie każdego człowieka”. Świeczka choinkowa, podobnie jak świeca zapalana na mogiłach, również symbolizuje pamięć o zmarłych i kult zmarłych. Taka motywacja nie jest zaskoczeniem, ponieważ Boże Narodzenie pierwotnie było także świętem zaduszkowym. Pozostałością dawnych rytuałów zaduszkowych są zapisy zwyczaju przywoływania dusz na wieczerzę wigilijną „do światła, do chat” oraz modlitw za dusze zmarłych członków rodziny w „święte wieczory” przy zapalonej świecy. Jeśli założymy, że świeczki symbolizują dusze zmarłych, choinka stanie się podobna do drzewa opisywanego przez K. Moszyńskiego, który pisał, że drzewo służyło w dawnej Europie jako miejsce, na którym przebywają czy wypoczywają dusze zmarłych. Trzeba więc wiązać choinkę z archaicznym obrazem Drzewa Wszechświata, które wyobrażane było z duszami zmarłych wśród gałęzi. W płonącej świeczce dopatrzeć się można także silnego środka apotropeicznego – odwracającego zło, nieszczęścia i uroki. Jeżeli przyjmiemy, że w okresie Godów złe duchy stają się szczególnie uciążliwe, wiarygodna jest interpretacja choinki jako środka obronnego podwójnej mocy. Tę moc posiada choinka dzięki ostrym igłom drzewka i dzięki ogniowi. Współcześnie nosiciele kultury ludowej nie pamiętają już tej funkcji świeczki choinkowej.


Ważną ozdoba były również ciastka wypiekane na kształt zwierząt i zawieszane na choince. Zwyczaj ten ma również motywację biblijną:


Ciastka w kształcie zwierzątek przypominają zwierzęta ze stajni betlejemskiej
Ciastka były na choince. A to były takie kaczuszki, były takie krążki różne [...] były i takie drzewka jakieś tam, to było. Ale to było pieczone, te ciastka. Zwierzątka takie ciastka, to dlatego, że chyba w stajni betlejemskiej zwierzęta też były, „nawet wół i osieł poznały, że to jest niebieski poseł" – w kolędzie się śpiewa. Na samym wierzchołku była gwiazda. Dlatego gwiazda, że gwiazda prowadziła Trzech Mędrców do żłóbka, tak.
[Czesław Maj, Motycz, 2001, TL]


Ciasteczka w kształcie zwierzątek


W kulturze polskiej choinka jest więc symbolem Chrystusa i jego narodzenia; symbolem drzewa poznania dobra i zła; rajskiego drzewa nieśmiertelności; jest drzewkiem ofiarowanym Bogu (bogom) w zamian za błogosławieństwo, urodzaj, obfitość, zdrowie i szczęście w miłości; chroni dom i jego mieszkańców przed działaniem złych duchów oraz jest miejscem składania ofiar dla dusz zmarłych. W symbolice choinki łączy się interpretacja pogańska i chrześcijańska. Funkcja upamiętniania prawd wiary uzupełnia się z funkcją magicznej projekcji idealnej sytuacji bogactwa i dostatku.


Bogaty wieczór
Przypadał dzień przed Wigilią, obchodzony był przez Rusinów. Zawieszano wówczas post adwentowy (np.: Chełmskie, okolice Włodawy, Międzyrzecza). Tego dnia dziewczęta wróżyły o pomyślności na rok następny. Po wsi chodziła młodzież poprzebierana za Cyganów, Żydów, wieszczków i składała życzenia.


24 grudnia – Wigilia
Zaduszkowy sens Wigilii
Niezwykle ważnym, a współcześnie zapomnianym już sensem i pierwotnym znaczeniem dnia wigilijnego jest jego pochodzący z czasów pogańskich charakter zaduszkowy. Niezwykłość czasu wigilijnego oczekiwania polega również na tym, że umożliwia on kontakt ze światem zmarłych. Dlatego na wigilijną wieczerzę przygotowuje się potrawy z makiem i grzybami, które są pokarmem dla dusz ludzi zmarłych, dlatego też zostawia się wolne miejsce przy stole dla niespodziewanego gościa, a pierwotnie dla duszy odwiedzającej w tym dniu domostwo. Zwyczajowo pozostawiano również część potraw na noc, aby pożywiły się nimi duchy przodków. Także różne wróżby i wierzenia tego okresu nawiązują do sfery zaświatów. Jest to czas graniczny pomiędzy światem ładu i chaosu. W czasie świąt i poprzedzających je dni wokół obejścia przebywać mają istoty z innego świata, które na ten czas zbliżają się do człowieka.


Przygotowania do Wigilii
W Dzwoli i okolicach dzień przed Wigilią zwany był Starą Wieczerzą. Kobiety piekły wtedy jaglane i reczane pierogi z serem i śmietaną lub smażoną okrasą albo masłem, czasem z bryndzą. Na Starą Wieczerzę i na Wigilię pieczono makowce – postne reczane pierogi gotowane z suszem z dodatkiem znacznej ilości maku tłuczonego na sucho w stępie, następnie pieczono je w piecu.
Rankiem w dzień Wigilii gospodarz kropił obejście święconą wodą, by zapewnić pomyślność w gospodarstwie. W okolicach Dzwoli z rana rozpalono w piecu, a gdy węgle już się rozżarzyły, kładziono je do glinianego garnka, dosypywano suchego święconego ziela i dużą szczyptę święconej mirry, następnie okadzano chałupę, oborę i stajnię. Miało to zabezpieczyć ludzi i zwierzęta przed chorobami „z wiatru”. Mężczyźni od rana sprzątali obejście, przygotowywali pokarm dla bydła i młócili cepem zboże. Kobiety piekły chleb i kołacze, a zwyczajem było, że jeśli w tym czasie do izby wszedł ktoś obcy należało poczęstować go kawałkiem pieroga.


Dzielenie się opłatkiem


Przygotowania do Wigilii
Pieczenie chleba było dzień przed Wigilią, a dwa dni przed Wigilią zaczynało się robić zakwasy, rozczyny szykowanie. Rozczynić, żeby to się ruszyło, później trzeba było w piecu rozpalić i wytrzeć ten ładnie piec, mokre szmaty i takie zrobić bułeczki okrągłe na takich trzonach, żeby to włożyć w ten piec, no i tak było upiec żeby to się nie spaliło i trzeba tak już było dopilnować.
A ciastka, ciasteczka na Wigilię piekło się z tydzień wcześniej takie suche maszynkowe, piernikowe, takie z miodem to się robiło już i na choinkę takie ozdoby, później tylko się dniem, dwa przed Wigilią lukrowało po wiechrzchu i wieszało się ozdoby na choinkę i na ten, amoniaki to żeby skruszały.
[Helena Pytlak, Kocudza I, TL]


Gospodyni bieliła izbę, prasowała bieliznę, natomiast w chatach, w których nie było podłogi wysypywano klepisko suchym piaskiem. Dzieci w tym dniu miały również swoje obowiązki i musiały pomagać dorosłym:


Obowiązki dzieci
Dzieci z rana musiały nanieść drzewa, wody, przyszykować kartofli, żeby nie musowo było później chodzić, łazić, musiało być naszykowane na całe Boże Narodzenie, to już dzieci musiały naszykować, musiały się słuchać, nie pyskować, nic nie odpowiadać starszym tylko żeby były tak jak trzeba, dzieci musiały, dlatego nanieść kartofli wszystko, żeby już nie otwierać, bo wszystko uciekło jak otworzył w Wigilie to później wszystko uciekło cały rok z piwnicy.
[Helena Pytlak, Kocudza I, TL]


Jeszcze przed wschodem słońca mężczyźni musieli przynieść z lasu tzw. stróże – dwa młode świerki z ładną, niezbyt gęstą koroną i powtykać je mocno, by się nie wywróciły, na słupach po obu stronach wjazdowej bramy do podwórka. Miały one chronić przez cały następny rok przed wejściem na podwórko, do gospodarstwa i chałupy złych ludzi, wypadków i chorób. Jeśli drzewko-stróż pochyliło się w którąś stronę, stamtąd wypatrywano nadejścia złodzieja.

Stróże
Choinka to była przynoszona w Wigilie i jeszcze się przynosiło takie małe drzewka takie świerki, albo jodełki nie duże i w furtkę się to i to się nazywały stróże i te stróże miały pilnować cały rok żeby złodziej nie okradł.
[Janina Oleszek, Kocudza III, TL]


Obrazy ozdabiane były kwiatami z papieru i suszonymi ziołami. Tradycją było ozdabianie izby „pająkami” wykonanymi ze słomy i papieru. Zawieszane były pośrodku belki naprzeciwko drzwi wejściowych. Do momentu rozpoczęcia kolacji wigilijnej przez cały dzień poszczono lub jedzono niewiele:


Post w dniu wigilijnym
Poszczono to cały dzień, tylko ten chleb no to można było jeść. No poszczono, post to był ścisły no w dzień to tam gospodynie robiły czy babcia czy tam mama, to był barszcz, albo z chlebem się go zjadło albo z ziemniakami, a na kolacje później to się tak dużo nie jadło tak, jeden raz tylko, a były osoby że pościły cały dzień aż do wieczerzy, a no wieczerze to już później tak wieczerza była wigilijna związana na postno, wszystko z olejem.
[Lucyna Jargieło, Kocudza, TL]


Obowiązki domowe sprawowane w tym czasie traktować należy nie tylko jako obowiązek i przymus, ale również jako część określonego rytuału wpisującego się w pewien świąteczny porządek.


Nakazy i zakazy, wierzenia, zabobony i zwyczaje wigilijne
Z dniem wigilijnym, jak i z samą wieczerzą wigilijną wiązało się wiele wierzeń, zwyczajów, zabobonów, a także zakazów i nakazów. Generalnie zachowania te miały chronić od złego, przewidzieć rzeczy przyszłe, pogodę, zapewnić urodzaj, powodzenie w miłości, obdarzyć w siłę i płodność ludzi, zwierzęta i rośliny na cały nadchodzący rok.


Powszechnym wierzeniem było, że w dniu Wigilii tylko odwiedzający dom mężczyźni przynosili szczęście i dobrobyt, źle gdy do izby pierwsza weszła kobieta, gdyż zwiastowało to nieszczęście. Dlatego zabraniano w tym dniu kobietom sąsiedzkich odwiedzin.

Wigilijny stół


Z życzeniami powinien przyjść mężczyzna
[…] zawsze to było takie przysłowie, że z życzeniami w Wigilię powinien przyjść mężczyzna, a nie kobieta, bo nie będzie się wiodło, że jak przyjdzie kobieta. A żeby nawet nie przyszła coś pożyczać, bo też tego, że Wigilia to już takie święto było, prawda, i tak każden szanował to.
[Maria Gleń, Zakręcie, 2011]


Ubranie odwiedzającego powinno być w dobrym stanie bez widocznych dziur, wierzono bowiem, że cały rok będzie przez to dziurawy – nie będzie się wiodło (Dąbrówka) albo, że w domu będą wszy (Zagródki). Wierzono również, że jeśli podczas wigilijnej kolacji jako gość zjawiła się kobieta, wtedy będą rodziły się jałówki lub źróbki, jeśli mężczyzna to przychówek będzie również płci męskiej. Nie należało także nic pożyczać w tym dniu kobiecie, gdyż wtedy nic nie urośnie. Odwrotna sytuacja miła miejsce, gdy pożyczającym był mężczyzna. W wielu wsiach Lubelszczyzny obowiązywał również całkowity zakaz pożyczania tego dnia, bez względu na płeć osoby. Zakazy i nakazy odnosiły się głównie do kobiet, gdyż to właśnie one w razie nie zachowania odpowiednich zaleceń sprowadzały nieszczęścia. Nawet w trakcie postnika kobieta powinna siedzieć na miejscu i nie kręcić się, bo w przeciwnym razie kury nie będą na jajkach siedziały. Przez Wigilię i Święta Bożego Narodzenia omłócone i niewiane zboże chociaż w małej ilości musiało leżeć na bojowisku niesprzątane, by przez cały przyszły rok nie brakowało go w gospodarstwie (Dzwola). Tego dnia wstawano rano żeby cały rok tak było i żeby nie chciało się spać. Na Podlasiu przed rozpoczęciem wieczerzy zwyczajem było kilkakrotne zamiatanie domu, żeby pszenica była czysta:


W Wigilię wielokrotnie zamiatany był dom, żeby pszenica była czysta, bo kto nie zamiatał, to była cała w ziemi. Bardzo wcześnie trzeba było zapalić lampę w domu, bo kto później zapalił ją od sąsiadów, to ten późno obrabiał się w polu.
Po kolacji domownicy wychodzili na dwór i patrzyli, czy dużo jest gwiazd na niebie. Dużo gwiazd wróżyło duży urodzaj na polach.
Wyciągano ździebła siana. Jeżeli wyciągnięto najdłuższe, to mówiono, że len urodzi się wysoki, a jak małe – to niski. Śpiewano kolędy.
[Eugenia Sidoruk, Jakówki, 1992]


Starano się również zażegnać wszystkie konflikty i uregulować długi zanim rozpoczęto kolację. Natomiast aby zapewnić sobie zdrowie i pomyślność na cały rok, przed wieczerzą myto się w wodzie, do której wrzucano pieniądze.


W Kocudzy oprócz srebrnych pieniążków wrzucano siano – oznaczało ono czystość i zdrowie. Niezamężne kobiety rano myły się w wodzie, do której wrzucony był złoty przedmiot, następnie zjadały kawałek surowej rzepy, co miało zapewnić im siłę i zdrowie. Wierzono także, że przyniesienie wody ze studni na boso zapewnia zdrowie przez cały rok. Rano wnoszono do domu wiadro wypełnione wodą, aby przyszły rok był pełny i bogaty. Nie należało natomiast pić wody, bo w żniwa będzie się miało pragnienie, a z nieba będzie lał się żar. W Dzwoli i okolicach w dniu Wigilii przynoszono świeżej wody ze studni lub ze źródła rzeki Ruczałki. Wodę tę w ten wieczór nazywano winem, a każdy z domowników musiał wypić trochę za zdrowie nowonarodzonego Jezusa. Należało również zaprząść wszystkie wrzeciona i namotać nici na motowidło, żeby był urodzaj na len (Dąbrówka).


Kolację wigilijną rozpoczynano z momentem ukazania się pierwszej gwiazdy na niebie, której z niecierpliwością wypatrywały czekające na wigilijne potrawy dzieci. Wierzono, że jeśli niebo tego wieczoru było wygwieżdżone, to kury będą się dobrze nosiły, jeśli będzie zasnute chmurami, to krowy będą się dobrze doiły.


Pod obrus wigilijnego stołu sypano zboże, aby w przyszłym roku plony były lepsze, następnie dawano je kurom, które dzięki temu miały znosić więcej jaj. Słoma z Wigilii używana była również jako podkładka pod wysiadujące kury, miało to zapewnić łatwe i bezpieczne klucie się kurcząt. Podczas posiłku nie powinno się odkładać łyżek, lecz ciągle trzymać je w ręku, gdyż w przeciwnym razie podczas żniw może boleć krzyż.


Nie wolno odkładać łyżki
Ale jak był postnik, ta wieczerza wigilijna, to nie wolno było położyć łyżki, tylko aż się skończy. Bo będzie krzyż bolał. […] I łyżka nie kładź… garbem, na dół, nie do góry, bo będzie krzyż bolał [...]. A tak, jak się skończyło, położył łyżkę i już.
[Czesław Maj, Motycz, 2011]

Wierzono, że gdy na kolacji wigilijnej będzie dużo potraw, to cały przyszły rok będzie obfity, jeśli natomiast potraw było mało, to i przyszły rok będzie biedny i skąpy. Jeśli ktoś nie spróbował podczas wieczerzy wigilijnej każdego z dań, wtedy w przyszłym roku miał być chorowity. W czasie kolacji nikt nie powinien wstawać od stołu. Źle wróżyło, jeśli któryś z biesiadników zobaczył swój cień odbity na ścianie – zwiastowało to śmierć w ciągu roku. Istniał przesąd, że jeśli w Wigilię zobaczyło się jako pierwsze zwierzę psa, znaczyło to, że będzie się złym przez cały rok, jeśli kota to fałszywym, gęś oznaczała chorobę, koń siłę.


Bardzo znanym i szeroko rozpowszechnionym zwyczajem było opasywanie w wieczór wigilijnych drzewek owocowych słomą i „wymuszanie” na nich urodzaju pod groźbą ścięcia:


Obwiązywanie drzewka
A to było, to drzewka się obwiązywało. To, to już i ja robiłem. Iii, i siekierą się stukało w drzewko i krzyczało się: „Będziesz rodziła cy nie?”. To tam w ogrodzie były dzieci znowu dalej: „Będe, będę”. – „No to pamiętaj sobie, bo jak przyjdę na drugi rok to z tobą załatwie”. To było tak… No ale wtedy nie było oprysków, nie było szkodników, to jak były owoce jakieś to wszystko było dobre, pachnące. A dzisiaj to co innego.
[Czesław Maj, Motycz, 2011]


[…] U nas też właśnie był taki zwyczaj, że owiązywało się po Wigilii ten, drzewka, żeby rodziło, słomą, albo jakimiś tam papierami i, ale powrósełko się robiło z, ze słomy. Nie jakimś sznurkiem jak teraz, tylko powrósło ze słomy, drzewko. Stare drzewa nie tak, tylko te właśnie młode drzewka, to się, bo ja nawet z tatusiem jak chodziłam, tatuś nieraz krzyczał, bo byłam mała, musieli mnie ubierać, że tego, żeby wyjść i chciałam zobaczyć jak tego [...].
[Maria Gleń, Zakręcie, 2011]


Ścięcie jabłonki
Po tej Wigilii łamaliśmy się opłatkiem, życzyliśmy sobie… i później… drzewa ścinać. „Będziesz rodzić?” – siekierkę się brało i powrósełko, słomy garść. „Będziesz rodzić?” – „Będę, będę” – druga odpowiadała. To już się związało taką słomką, powrósełko, no będzie. Do drugiej: „Będziesz?” – „Będę”. I tak wszystkie te drzewka w sadzie się związało, pytało się czy „będziesz rodzić?” – „Będę”. A jedna tak z tych ludzi ta wujenka mówi: „O Boże, przez sen mi się powiedziało, oj nie będę, nie będę”. I mówi: „Ścieli taką dobrą jabłonkę, ścieli”. Bo to już było takie. […] Trza było ściąć. „Że popadło – mówi – nie na bardzo dobrą, ale, ale – mówi – szkodowałam. A ja się – mówi – drzemnęłam, tak mi się spać chciało: oj nie będę, nie będę”.
[Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]


Żeby jabłonka obficie rodziła
[...] w Wigilię, to się opasywało słomą, taki się pasek wiło ze słomy, ło taki i to gospodarz boso musiał pójść. […]Poszedł boso i każde drzewko musiał zawiązać. To będzie rodzić obficie. No i tak to jest. Ale jeden tam sąsiad nasz, to było to już pamiętam, nigdy jabłonka nie rodziła, ale ktoś mu doradził: „Ty weź siekier i w Wigilie i idź z tą siekierą i powiedz tak: „Jak nie będziesz rodzić, to cię na drugi rok zetne!”. I opasał. Pani, jak obrodziła ponoć[…]
[Bronisława Polak, Stary Majdan, 2011]


Drzewka opasane słomą


W niektórych wsiach do drzewka podchodzono z sianem (Bronice).


Po postniku zbierano wszystkie łyżki razem do kupy i wiązano, „żeby się krowy lepiej trzymały”. Po skończonej wieczerzy na stole zostawiano na noc miskę z jadłem i wkładało się do niej łyżki, gdyż w nocy miały przyjść i posilić się duchy osób zmarłych w rodzinie. Domownicy obwiązywali się powrósłami, wierząc, że dzięki temu krzyż nie będzie bolał. Podobną czynność gospodyni wykonywała w oborze, zawiązując wszystkim krowom powrósła na szyi. W zwyczaju tym widoczne są dwa magiczne motywy – słomę i węzeł. Słoma ma moc przenoszenia siły magicznej tkwiącej w ziemi, dlatego we wróżbach miała szerokie zastosowanie, chroniła przed urokami i innymi chorobami. Węzeł oznacza zawiązanie złego lub wstrzymanie dobrego. Wszelkim chorobom zapobiegała również woda, która w tradycji ludowej była zawsze uważana za żywioł życiodajny zapewniający płodność i zdrowie. Dlatego dawniej wszyscy domownicy myli nogi przy studni, żeby uchronić się od bolaków. W czasie wieczerzy w niektórych wsiach praktykowano zwyczaj wrzucania do studni części opłatka, wierząc że woda zmieni się w wino. Uzdrawiającą moc miały okruszki siana ze stołu wigilijnego, które zbierano i przechowywano, a gdy kogoś „zawiało”, sypano je na węgiel i okadzano nimi chorego (Potok Wielki, Sułoszyn). Okruchy wynoszono również ptakom na dwór, aby i one poczuły radosny okres. W tym dniu pszczelarze odwiedzali swoje pasieki, schylali głowy ku wylotom uli i nasłuchiwali szmeru.
Wieczorem chłopcy wyprawiali różne psoty, szczególnie w zagrodach, gdzie mieszkały młode dziewczyny – ściągali bramy i chowali je, rozbierali wóz, który w częściach wnosili na dach stodoły, zatykali kominy, wyciągali brony na drogę.


Wigilijne psoty
Chłopaki w podwórzu wyprawiały też różne cuda. Potrafili wyprowadzić przodek wozu czy pośladek, bo wóz był rozsuwany i na dach wyciągnęli. To komu brame zdjeli, postawili gdzieś na drodze. Potrafili wejść na dach i stary komin zatkać – przeważnie tam gdzie dziewczyny były. To tak dokuczali. A gdzie była stara panna, to bielili jej łokna wapnem.
[Krystyna Poczek, Wólka Kątna, 1988]


Wróżby wigilijne
W wigilijny wieczór ze szczególnym upodobaniem oddawano się wróżbom, głównie urodzaju i miłości, a podstawowym warunkiem wszelkiej wróżby jest to, aby odpowiedź na nie padła niezależnie od racjonalnego rozumowania.


Jedną z popularniejszych wróżba urodzaju była wróżba, która polegała na rzucaniu do pułapu grochu i kutii – im więcej grochu lub pszenicy przykleiło się do sufitu, tym obfitszy miał być zbiór.


Nabierano również kapustę na łyżkę i rzucano nią w sufit, jeśli się przykleiła oznaczało to, że będzie na nią urodzaj. Wróżono o urodzaju z gwiazd – kobiety wieczorem wychodziły na próg i patrzyły jakie są gwiazdy, jeśli były „odęte” zwiastowały mokre lato. Jeżeli niebo było przejrzyste i gwieździste, to będzie mróz i ostra zima. Duża ilość gwiazd przepowiadała również „polecie” na kartofle. Wieczór jasny i pogodny zapowiadał dobry urodzaj lnu i obfite plony – Jak na pasterkę jasno, to w stodole ciasno. Jedząc postnik, pod misę kładziono opłatek, jeśli się przykleił znaczyło to, że takie zboże urodzi się lepiej, z którego była przyrządzona potrawa. Popularna i rozpowszechniona była wróżba nazywana „biciem kop”. Polegała na tym, że po wieczerzy gospodarz brał garść słomy i rzucał ją za belkę podtrzymującą strop izby, aby dowiedzieć się jak obfite będą plony w przyszłym roku z ilości źdźbeł, które się zaczepiły. W tym samym celu rzucał słomę za obrazy wiszące na ścianie, czynność tą następnie powtarzała cała rodzina.


Wigilijna wróżba na urodzaj
[…] przynosili snopek słomy, wiązali sie, za obraz rzucali taku garstke. Jak sie zatrzymało za obrazem, to ile tam tych no tych niby słumki, ile to tyle sie urodzi na drugi rok zboża. [śmiech] […] Garść słumy rzucili, ile sie tych no zatrzymało, to tyle zboża sie urodzi. [...] tyle kop. No. Tera to tam nie ma mowy. A siano i zboże, to zboże się daje kurum, kolęde taku. To i teraz jeszcze to samo jest. To i kiedyś to było przecież.
[Zofia Chołaj, Bobowiska, 2010]


No i jeszcze się przynosiło się snopek słomy i przynosiło się żyta trochę, takiego skoszonego i się robiło kopy. To tak kładło wysoko za obraz, żeby żyto duże rosło. A ze słomy, to przychodziły chłopaki, jak dziewczyny były, i się wszystko wiązało. Chłopaki wiązały dziewczynom nogi.
[Czesława Mitrus, Kozłówka, 2011]


W Dzwoli gospodarz wydobywał z pieca żarzące się węgle i układał z nich trzy kupki. Kupka pierwsza oznaczała reczkę wcześnie zasianą w przyszłym roku. Kupka druga oznaczała reczkę średnią. A kupka trzecia oznaczała reczkę późno zasianą. Gospodarz pilnował, która kupka najdłużej utrzymała w sobie ogień, gdyż symbolizowana przez nią reczka najlepiej się uda. Wyciągano również źdźbło słomy z kłosem ze strzechy i szukano w nim ziarna – jeżeli było, wróżyło to spełnienie marzeń w przyszłym roku. Z urodzajem plonów ściśle związana była także pogoda, toteż w różnoraki sposób próbowano przewidzieć ją na nadchodzący rok i kolejne wchodzące w jego skład miesiące. W Kocudzy za pomocą soli i cebuli wróżono pogodę na poszczególne miesiące:


Wróżenie z cebuli i soli
Skorupki układano na oknie i było dwanaście cebuli skorupek w tej skorupie się wkładało sól i gdzie tam troszeczkę była wilgoci to ten miesiąc miał według tej wilgotnej soli oznaczać że będzie deszczowo.
[Janina Korczak, Kocudza, TL]


Pogodę na nadchodzący rok wróżono również na podstawie pogody jaka panowała w dzień wigilijny:


O, pogoda w Wigilie to było jak z rana po prostu dzień wigilijny był uważany za całoroczny, rano jak było to wiosna, jak było z rana w wigilie to i wiosna była taka, jak było w południe takie było lato, jak wieczór jaka pogoda wieczorna tak się zapowiadała jesień i zima to zabobon tak sprawdzający się.
[Helena Pytlak, Kocudza I, TL]


Wróżby matrymonialne tego wieczoru były domeną kobiet – po kolacji wigilijnej panny wychodziły na dwór i nasłuchiwały z której strony dochodzi szczekanie psa, gdyż właśnie z tego kierunku miał nadejść przyszły mąż.


[…] się wychodziło... znaczy się no, na podwórko i usłuchało się jak, z który strony pies szczekał. To z tej strony miał mąż przyjść albo dziewczyna. No i drzewośmy nosili, do pary, nie do pary. […]
[Czesława Mitrus, Kozłówka, 2011]


Jeśli panna nie usłyszała szczekania, wtedy krzyczała głośno „Hop-hop, gdzie mój chłop!” i nasłuchiwała z której strony odezwało się echo, z tej strony miał nadejść kawaler. Zdarzało się, że takie zachowanie wywoływało żarty u sąsiadów, drwiących z panny, która nie mogła doczekać się kawalera.
Panny zbierały również odpadki z wigilijnego stołu i wynosiły na zewnątrz, następnie obserwowały, z którego kierunku przylecą do nich ptaki – właśnie stamtąd miał przybyć przyszły mąż:


Wróżba z ptakami
[…] a śmiecie [spod wigilijnego stołu] panienka ta, to pozamiatało się podłogę pięknie i te śmiecie wyniosło się tam za stodołę gdzieś i pilnowało się, wie pan. Skąd przyleco ptaki, z której strony; czy wrona, czy jakieś ptactwo do tych śmieci tam grzebać to stąd chłopak przyjedzie. I to prawda była. Tak. Ja wyniosłam na południową stronę, no przecież zaraz po Nowym Roku mój Bronuś przyszedł do mnie, no. Rok pochodziliśmy, bo miałam wtedy siedemnaście lat, rok śmy pochodzili, a za rok było wesele.
[Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]


Ponadto panny podchodziły do płotu i obejmowały rękami dronki, następnie liczyły je pojedynczo, wyliczając czy trafi im się wdowiec czy kawaler. Dziewczęta przynosiły do izby porąbane drzewo nakładzione przypadkowo naręcz i wysypywały je na podłogę, a następnie liczyły – jeśli drwa było do pary wróżyło to szybkie zamążpójście.


[…] Po pośniku szliśmy do drewutni, drzewo na brzemienku się przenosiło: „Para, nie para. Para, nie para”. Liczyło się drzewo. Jak para to się wyszło za mąż. A jak [śmiech] nie para, nie przeniesło się. A nie wolno było drzewa po jednemu brać go, o tak wziąć to drzewo i na brzemień założyć. Były róźne wróżby, były.  
[Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]


Inna interpretacja wróżby polegała na tym, że panna miała wyjść za mąż w wieku takim, jaka jest liczba przyniesionego drwa. W trakcie ucierania maku na wieczerzę wigilijną panna nie może oblizywać wałka po maku, bo będzie miała łysego męża. Nie powinna także patrzeć w lusterko, bo będzie miała męża brzydkiego.


Panny i kawalerowie wyciągali źdźbła siana spod obrusu, jeżeli było zielone, zapowiadało szybki ożenek. Z długości źdźbeł wróżono też długość życia, natomiast brak czyjegoś cienia zapowiadał śmierć tej osoby.


Wigilijne symbole
Przed wieczerzą wigilijną gospodarz przynosił do izby snopek samego żyta lub żyta, owsa i pszenicy zwany królem i stawiał go w kącie. Snopek nazywany bywał również króle (Bukowa, Bukowina, Dąbrowica, Górniki, Rawka, Wola Obszańska), kolęda (Dołhobyczów, Drelów, Kłoda Duża, Kołacze, Krasne, Łowcza, Ortel Królewski, Pieszowola, Stępków, Wołoskowola, Żalin), dziad (Husynne, Kąty, Niedzielska, Siedliska, Wielącza, Wierzba), kolędnik (Rudno), baba (Sosnowica).
Snopek stał w chacie zazwyczaj do święta Trzech Króli.  


Król i słoma
Król, król się nazywał ten snopek. A to z kłosami był. To taki jak, jak jak z pola się brało. Tak. […] To on jeszcze po świętach stał. A to, to nieraz to jeszcze przynosili słomę to jeszcze dosielali, jak potłuczona była. Bo to… przyszli młodzi tam, zaczęli się tłuc, tego, to aby kurz był w mieszkaniu ogromny. I [śmiech] ale wszystko było przyjęte. Każdy mówił „to tradycja, trzeba obchodzić”.
[Czesław Maj, Motycz, 2011]


Ziarno z króla dodawano do ziarna siewnego, a słomę rżnięto na sieczkę i dawano bydłu. Zabiegi te miały zapewnić błogosławieństwo w dobytku i przyszłorocznych plonach. Na Podlasiu, zamiast całego snopka, gospodarz przynosił pęczek splecionych kłosów żyta zwany kolędą.


Kolęda
Na Wigilie to zawsze sie przynosiło siano i robiło się kolęde z żyta. I ta kolęda stała do Trzech Króli. Kolęda to były wybrane kłosy uzbierane jak pędzel. Do domu przynosił jo gospodarz, ojciec domu. Wstawił jo do kątka. W kątku jo sie przypinało, przybijało jakim gozdkiem. I ona musiała być do Trzech Króli ta kolęda. A na Trzech Króli to sie już jo wynosiło i dawało sie koniowi te ziarka, żeb koń jad, a temi kłoskami to sie uwijało szczepy. Było takie powiedzenie, że jak sie szczepy owinie, to nie będo chorowały, nie zmarzno i będo owoce dawały.
[Helena Adamowska, Bordziłówka Nowa, 1995]




Tradycja mówi, że najlepiej jeśli królem jest pierwszy snopek zżęty podczas żniw. Zwyczaj stawiania w domu snopa zdaje się mieć rodowód jeszcze z czasów przedchrześcijańskich.
Do izby na czas świąt wnoszono również przedmioty mające zapewnić zdrowie domowników i powodzenie w gospodarstwie – koło snopa kładziono uprząż końską, a pod ławą pług i sierp. Na ławę natomiast gospodarz kładł torbę z obrokiem dla koni, żeby nie były głodne w przyszłym roku. W Woli Kolońskiej gospodyni stawiała w kącie łopatę do pieczenia chleba, wierząc, że kobieta, która przyniesie kociubę jest czarownicą. Stawiała również maśniczkę, żeby krowy się lepiej doiły. W Dąbrówce kładziono pod progiem lemiesz, by domownicy nie mieli bolaków.


Gospodarz wnosił do izby wiązkę słomy, siano i „garniec”, w którym znajdowało się kilka rodzajów zbóż. Wchodząc do izby, mówił: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Na szczęście na zdrowie z Wiliją” – na co domownicy odpowiadali: „Na wieki wieków. Amen. Witajcie kolędnicy”.


Do domu wnoszono słomę i siano
[…] kiedyś do mieszkania to jak się miało, choinka ubrana stoi, tu będę od początku mówić, tu mamusia szykuje stół, tu już wygląda swoich braci, bo trzech przychodziło do nas tam do domu, zaproszone były zawsze na ten, wigilijne, no, kolacje, tak się szanowali z moją mamo. I słomy tata poszedł, wszedł słomy, siana wiązecka, słomy snopek, i wszedł do swojego domu, ale – „Pochwalony  Jezus Chrystus” powiedział i: „Daj nam Boże szczęście, zdrowie, na te dzisiejszą Wigilię, żebyśmy byli zdrowi, weseli i jak w niebie anieli doczekali do drugiej Wigilii”. A wszyscy odpowiedzieliśmy: „Daj Boże”.
[Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]


Do Trzech Króli musiało też leżyć siano pod obrusem na stele. I wtedy też te siano sie wynosiło i dawało koniowi, żeb koń zjad, to będzie zdrowy. Tylko koniowi dawało sie siano. Kiedyś mówili, że słome ścielili w domu, bo Pan Jezus sie narodził przecież w stajni, na słomie. I to na te pamiątki tak dawniej robili. Ale już za moich czasów, to już ja tego nie przypominam.
[Helena Adamowska, Bordziłówka Nowa, 1995]


Siano to raczej przynoszono żeby stworzeniu nigdy nie brakło tego siana na cały rok, tak żeby i było żeby miało, siano to tak raczej jest związane ze stworzeniem, które tam je, siano to już było obowiązkiem, troszeczkę opłatkiem, troszeczkę sianem, siano tak dla stworzenia, siano pod obrusem najczęściej a reszta, jak ktoś miał dużo stworzenia pod stołem.
[Helena Pytlak, Kocudza I, TL]


Słomę rozpościerał na podłodze, a siano i zboże stawiał pod ławę lub stół. Zdjętej czapki nie wieszał na wieszaku, lecz kładł na słomie, gdzie leżała do drugiego dnia świąt. Dzięki temu w przyszłym roku w pszenicy miało nie być „miotły”.


W Dąbrówce wierzono, że w ten sposób można uchronić uprawy przed ryciem kreta. Słomę zatykano również za obrazy i siestrzan. Leżała ona do św. Szczepana, czasem nawet do Nowego Roku. Uprzątniętą słomę zanoszono do obory i podkładano kurom pod gniazda, a także robiono z niej powrósła, którymi przewiązywano drzewa owocowe, aby lepiej owocowały. Po Postniku bawiono się na słomie – przewracano się wzajemnie, wiązano, wyprawiano rozmaite harce, aż do całkowitego zmęczenia:


Zabawa na słomie
[…] u nas to była słoma na ziemi i wtedy było dopiero wesoło. He! Bo była na, na ziemi była rozścielana słoma, po Wigilii, już po tem, to wtedy wiązanie, krzyk, wrzawa, bo za to, że ta słoma to fruwała we wszystkie strony[śmiech]. Ale bardzo długo ta słoma była, ale potem, bo ja, no ale już po scaleniu, już jak każdy budował trochę te, to już później nie było ziemi tylko podłoga, to nie było sensu.
[Krystyna Maj, Motycz, 2011]


Siano rozścielano również na stole, czasami pod stołem i na krzesłach. W okolicach Biłgoraja (Andrzejówka, Bidaczów Stary, Bukowa, Ciosmy, Dąbrowica, Dorbozy, Derylaki, Górniki, Hamernia, Korytków Duży, Lipiny Dolne) i okolicach Krasnegostawu (Czernięcin, Żurawie) siano kładziono na dzieży do zaczynania ciasta, na której spożywano wieczerzę wigilijną. Pod rozścielone na stole siano sypano zwykle garść żyta, owsa i pszenicy. W trzech rogach stołu kładziono chleb i opłatek, w okolicy Biłgoraja na talerzyku podawano czosnek i miód oraz kolędę – kolorowy opłatek dla zwierząt.


Drewniana dzieża


W okresie międzywojennym gospodyni zamiast stołu stawiała na środku izby dzieżę, na której spożywano wieczerzę, wierząc że w ten sposób zapewni się urodzajny rok. Do środka wkładano wianek czosnku i przykrywano dzieżę wiekiem, na którym kładziono siano. Całość przykrywano białym obrusem. W środku wianka stawiano misę, z której spożywano wieczerzę. Czosnek miał zapewnić domownikom i zwierzętom zdrowie, a chleb znajdujący się w dzieży zapowiadał jego dostatek w przyszłym roku. Jedzący na dzieży starsi siedzieli na niskich stołeczkach, a młodsi bezpośrednio na słomie. Na stole kładziono tyle opłatków ilu było domowników, a gospodarz na każdy kładł łyżkę miodu i ząbek czosnku – miód zapewniał słodkie życie, a czosnek zdrowie. Resztki nie zużytego miodu wstawiano do dzieży, miał on służyć jako lekarstwo na ból zębów.


Potrawy wigilijne
Dawniej wieczerzę wigilijną spożywano z jednej misy. Dania znajdujące się na stole musiały pochodzić z pola, lasu, łąki i wody, gdyż ludzie twierdzili że: Pan Bóg tak urządził, że to jest wszystko dla człowieka. Bardzo ważne było, by uczestnicy wieczerzy spróbowali wszystkich potraw, dzięki temu nie zabraknie ich w przyszłym roku. Należało również zjeść do końca to, co podane było na talerzu.


Nie wolno było wstać tyko, odejść od stołu! Tylko musiało się siedzieć cały cas, bo jak się wstało to będzie się chorować. [...] Nie wolno. Od stołu nie wolno było odejść i nie wolno było powiedzieć, że ja tego nie jem! Wszyscy musieli tego skosztować.
[Krystyna Maj, Motycz, 2011]


Do tradycyjnych potraw wigilijnych zaliczyć można: barszcz z mąki żytniej lub owsianej, barszcz z buraków, groch polny, fasolę, grzyby, kartofle, różnego rodzaju kasze, pierogi, racuchy, kutię, kluski, susz, kisiel, śledzie i inne ryby.


Potrawy wigilijne
No to najważniejsza była ryba smażona i śledź. A później były pierożki, i uszka, i kasza, i, i groch, no i, no, różne, barszcz, prawda, kapusta, jak była. Różne kapustę robili, prawda. Robili z grzybami, i z fasolką. Była fasolka duża, że się moczyło w miodzie i się jadło. No, no różne to, zależy w którym domu. Znaczy, bo czasem na tej wsi było inaczej, a na tej inaczej. Tak że różne potrawy były, tak że, no mówię, że na, na Wigilię to najważniejszy był śledź, ryba i barszczyk z uszkami. A później to były te różne inne potrawy. No i racuchy musiały być usmażone na końcu.
[…] No raczej każden mówił, żeby było wszystko z racuszkami i ze wszystkim, żeby było dwanaście.
[Maria Gleń, Zakręcie, 2011]


To barszcz czerwony z uszkami, ziemniaki, bigos z grzybami, raczuszki, kompot ze śli..., ze śliwek, gruszek i jabłek. Kasza była graczana, kasza była jaglana, bo się liczyło, że bedo pieniądze. No i co więcej? Pierogi były z grzybów, kluski z makiem, no i kutia. Te nieraz tam robili. Ale to nie wszyscy. Chleb, śledzie, czy ryby. […]Dwanaście zawsze żeby było potraw.
[Czesława Mitrus, Kozłówka, 2011]


No to potrawy, to takie najbardziej zwykłe yy przeważnie te, ta kapusta, groch, grzyby, jakieś owoce rozmaite, to, to, to ta… jak to była… strucla taka pieczona… to, to kupna była w mieście. To różne tam przysmaki, orzechy, to. Było to… Ci młodzi to mieli zabawę z tym.
[Czesław Maj, Motycz, 2011]


Oj, to były piękne wtedy zwyczaje, bo to było dużo potraw. Dwanaście potraw było. Róźne były tam. Teraz takich nie gotują potraw […]. Ja jeszcze niektóre z nich jeszcze przecie, pierożki z grzybków i z kapustą, z kapustą to przecie gotuje jeszcze teraz gotuje. Teraz pierożki z sasawicy, taka jest jak kasza ta sasawica. Praży się ją, wierci i później pierożki to lepsze jak, taka jak z pasztetu pierożki. I kasza jedna, kasza druga, kluski z makiem, to racuszki te, to rybki jedne, to drugie rybki, to smażone, to znów tam róźne były. Marynowane to, oj. Było róźnych rzeczy naszykowane na ten pośnik.
[Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]


Na wschodnich obszarach Lubelszczyzny na koniec wieczerzy podawano kutię, przygotowaną z pszenicy duszonej w stępie, wymieszanej z miodem i makiem. Należało przyrządzić potrawy ze wszystkich roślin uprawianych w gospodarstwie. Dawniej podawano potrawy, których obecnie już nie spotykamy, np. „siemieniuchę” – zrobioną z tłuczonego w stępie makucha lnianego i „sołoduchę” – żur przyrządzany z zaparzonej gryki i mąki żytniej, którą wcześniej w ciepłym pomieszczeniu poddano skwaśnieniu. Specyficzną i obecnie zapomnianą już w większości potrawą był specjalnie przygotowywany kisiel:



Kompot z suszu
źródło: mammadeli.com

Kisiel na Wigilię
Na Wigilie to tak: śledzi, pączki i kisiel, kapusta. Kisiel to był z owsa. Młócieli owies i na noc rozczynia sie – troszki kwasu podleje sie, żeby ono zakwas złapało. I już na drugi dzień to bierzesz na sito i jego cedzisz. Ale raz i drugi raz troche wode. I wydusisz, wydusisz. I te wytłoczki dla krów dajesz a reszta zostaje. I jego na patelnie przysmażyć to on bardzo dobry.
[Kazimiera Seluk, Błonie, ok. 1985]


Podczas wieczerzy odkładano po łyżce z każdej potrawy do osobnej miski i tego samego wieczora lub na drugi dzień rano z kolorowym opłatkiem i chlebem zanoszono je krowom. W niektórych wsiach gospodyni do odłożonych potraw dolewała wody i dawała krowom do picia.


Ilość potraw na stole często uzależniona była od stanu majątkowego gospodarstwa. Tradycyjnie uważano że potraw powinno być dwanaście, gdyż tylu było apostołów i tyle jest miesięcy w roku.


Na Wigilię musiało być dwanaście potraw
[…] pośnik – wigilijna kolacja. Musiało być dwanaście potraw, dlatego że było dwunastu apostołów. I to były takie potrawy jak dzisiaj, tylko nie tak zrobione, ale były kasze różnego rodzaju musiały być. Trzy kasz–e  kasza jęczmienna, jaglana  i gryczana. Musiały być kartofle przede wszystkim do śledzika, śledzik na początku. Musiała być kapusta, jaka smaczna, ja do dzisiaj czuję jej smak. Na oleju i z cebulką, przysmażanym. [...]muszę podkreślić, że był to olej pierwszego tłoczenia. [śmiech] Bo każdy u tego robiony, tak jak się dzisiaj podkreśla, to jest olej z pierwszego tłoczenia. Był wspaniały. Jego się mogło, przeważnie taki brązowo-zielonkawy kolor, mogło się jego na chleb po… polać, posolić i jadło się jak najlepszy smakołyk. […] Lniany i konopny, ale szlachetniejszy był lniany. Konopny był gorzki trochę, a lniany był bardzo dobry. I jadło się te, musiała być polewka. Dwanaście potraw i polewka. Polewka to był tak jak dzisiaj kompot z suszu, ale tam musiało być wszystko: i śliwki, i jabłka, i… pigwa nawet, no bo była, i gruszki. Wszystkie owoce jakie kto miał i to była polewka tak zwana. To się popijało. Herbaty wtedy nie było, bo herbatę się robiło z lipy przeważnie, zbierało się kwiat lipowy, czy z pokrzywy, czy z podbiału […].
[Irena Zamościńska, Częstoborowice, 2010]


Jeśli sytuacja materialna nie pozwalała na przygotowanie dwunastu potraw, wtedy przygotowywano mniej, ale koniecznie „nie do pary” – pięć, siedem lub dziewięć. Parzysta liczba mogła bowiem przynieść niepowodzenie w gospodarstwie.


Potraw wigilijnych musiało być co najmniej siedem
No trzeba było bardzo dużo. Żeby nie wiem jaki był biedny, ale musiał mić kilka, siedem to najmniej potraw. Kapusta, kluski z makiem, groch, także ryba, no to już jak… [...] strucja. No to już jak strucja to była piecona już taka uroczysta, a w Wigilię, to śledź to oczywiście musiał być. Żeby każdy był najbiedniejszy, to ten śledź musiał być. […] Nikt nie, nie było tak: wodów – to tu się gotowało; z suszonych owoców to była, napój taki. To już. I tan na siedem, to było najmniej, już. A jak kto miał wiencej, no to zupa grzybowa, to barszczyk czerwony, to. To także, no musiało być siedem. Co kto mógł umyślić to siedem.
[Krystyna Maj, Motycz, 2011]


Istnieje jednak opowieść z okolic Dzwoli, która uzasadnia, że należało przygotować nie dwanaście a jedenaście potraw, gdyż według legendy Judasz ukradł przed uroczystą wieczerzą pieczoną gęś, przez co brakowało jednego dania do uczty dla dwunastu apostołów. Dlatego powinno szykować się kolację wigilijną z jedenastu a nie z dwunastu potraw, by nie symbolizować w ten sposób złego Judasza.


Potrawy spożywane podczas wigilijnej kolacji posiadają bogatą symbolikę, przypisuje im się również określone znaczenie:


Ryba – jest symbolem chrześcijaństwa, chrześcijańskim znakiem tajemnicy, oznacza początek, życie, nieśmiertelność, zmartwychwstanie, obfitość, płodność. Jest zarazem źródłem siły, zdrowia i dostatku.
Czerwony barszcz – będące jego podstawowym składnikiem buraki zapewniają długowieczność i urodę, z kolei grzyby (uszka, pierożki, kasze, kapusta) zapewniają siły i zdrowie. Potrawy z kapusty pomagają osiągnąć dostatek, natomiast postna kapusta z grzybami daje siły i zdrowie.
Pszenica – oznacza bogactwo i pieniądze; mak – płodność i urodzaj; groch i fasola zapewniają miłość i dostatek, wpływają także korzystnie na płodność, poza tym, jeśli na stole znajdzie się groch, to nie będzie przez cały rok gradu; kasza gryczana oznacza bogactwo i dostatek, zapewnić ma też pieniądze w przyszłym roku.
Orzechy – związane są z tajemnicą, pieniędzmi i płodnością. Mądrość i pieniądze zapewnia zjedzenie orzecha włoskiego, natomiast orzech laskowy jest źródłem intelektu i płodności, symbolem sprawiedliwości, pojednania, cierpliwości sił życiowych natury.


Ważnym elementem kolacji wigilijnej są również owoce, spożywane najczęściej w postaci kompotu.


Symbolika owoców jest następująca:
śliwki – odpędzają złe moce i zapewniają długowieczność; gruszki – oznaczają długie życie i szczęście, „przyciągają” pieniądze; jabłka – miłość, zdrowie, pokój, zgoda nieśmiertelność, wieczna młodość, odkupienie. Wieszanie jabłek ma choince symbolizowało płodność ziemi, a ich zapach odradzał siły fizyczne i sprzyjał zachowaniu długowieczności.


Opłatek maczany w miodzie i czosnku dawał słodycz i siłę na cały rok, chronił przed złymi mocami, natomiast jałowiec przyniesiony w dniu wigilijnym do domu chronił przed złodziejem i nieczystymi siłami.
Kutia – to potrawa i nazwa silnie związana z regionem, potrawa i słowo stanowią pewnego rodzaju symbol nierozerwalnie związany z kolacją wigilijną i świętami Bożego Narodzenia. Składniki kutii – mak, miód, pszenica, orzechy – to według wierzeń dary Boga dla człowieka.


Kutia wigilijna
Piersza taka potrawa najważniejsza i lubiana przez wszystkich to kutia. Przeważnie dziadek tłuk pszenice, obtłukiwał, to znaczy z tej pszenicy schodziła łuska i zostało czyste tylko ziarenko. To była kutia. Jak utłuk tą kutie, to gospodyni płukała, potem gotowała, a znowu córka ucierała mak. I do ty pszenicy gotowanej dodawało sie ten mak i żeby była lepsza to i rodzynki, orzechy i miód. Wszyscy to lubieli.
Po wieczerzy to był jeszcze taki zwyczaj, że pytali jak nam sie uda Boże Narodzenie na drugi rok, czy będzie urodzaj. Wtedy gospodarz brał łyżke kutii i rzucał do sufitu. I jak sie do sufitu przylepiły te ziarenka, to oznaczało, że będzie piękny urodzaj, jak sie nie przylepiły, to wszyscy posmutnieli.
[Janina Łuszczakowa, Górka Lubartowska, 1995]

Kutia
źródło: http://delecta.pl/

Do czasu wigilijnej kolacji zachowywano post, a gospodyni smakująca przygotowywane potrawy nie zjadła próbki lecz po zasmakowaniu wypluwała ją. Powszechnie uważano, że jeśli gospodyni umie przygotować na Wigilie dużo dań, to w jej rodzinie cały rok się wiedzie.


Dzielenie się kolędom ze zwierzętami
Powszechnym i tradycyjnym zwyczajem jest dzielenie się ze zwierzętami specjalnie przeznaczonym dla nich kolorowym opłatkiem i resztkami jedzenia z wigilijnego stołu.


[…] A był jeszcze opłatek, taki specjalny kolorowy dla krowy […] żeby poczęstować krowę brało się chleb i z tym opłatkiem i krowie się dawało ten opłatek.
[Krystyna Maj, Motycz, 2011]


Wierzono, że w wieczór wigilijny zwierzęta miały moc przemawiania ludzkim głosem. Ciekawość ludzka często prowadziła do chęci podsłuchania rozmów zwierząt i dowiedzenia się, co mają do powiedzenia na temat gospodarza, prowadzenia gospodarstwa i własnego żywota w nim. Jednak podsłuchiwanie mowy zwierząt było zabraniane, bo doprowadzić mogło do nieszczęścia, co obrazuje powszechnienie znana opowieść:


W Wigilię nie wolno słuchać mowy zwierząt
A tak, a o dwunastej godzinie znów krowy będą przemawiać i te, i konie, i wie pan co, to ja nie wiem, czy to było prawdziwe, ale tak, tak torny po mnie idą, bo i wtedy jak jeszcze ojciec opowiadał, mówi: „Nie byćcie ciekawi, nie idźcie. Jak nas nikt nie podsłuchuje i my nie podsłuchujmy krów”. Bo tak – jak jeden poszedł gospodarz i usiadł sobie tam koło żłobu końskiego i te konie jadły, ale jeden tak fruknął ten koń i mówi tak do tego drugiego konia: „Jutro naszego gospodarza zawieziemy na cmentarz”. Tak powiedział koń do konia. Ale czy to była prawda? Wszyscy w to wierzyli w tamte czasy i bojeli się iść do koni. Spodsłuchiwać i ten człowiek umarł. I go zawieźli na cmentarz. [...] Nie należy się słuchać, bo to jest tajemnica zwierząt i tajemnica ludzka.
[Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]



Kolędnik przebrany za Turonia
źródło: niezlomni.com


W Motyczu wierzono, że aby mieć pewność, że usłyszy się mowę zwierząt, należało mieć ze sobą sęk z trumny:


Mowa zwierząt w Wigilię
Krystyna Maj: No, [śmiech] no, ale nie bardzo kto słuchał. He! No bo już były takie legendy, że ktoś chciał słyszeć to umarł, nie żył. Tylko już niby to było, że, że zwierzęta się rozmawiają, ale nie bardzo kto chciał w to dosłyszeć. Nie bardzo kto chciał słyszeć to.


Czesław Maj: Była taka legenda, że ktoś chciał posłuchać mowy zwierząt, to musiał mieć sęk z trumny – to będzie słyszał to. No i podobno ludzie starzy to – ten nasz grabarz kopał groby, dawne, takie sęcki były nieraz sosnowe, to, to brał, brał, taki sęcek do domu. No, że to miało być pomocne do tego. Że będzie, posłucha te, tej mowy.
[Czesław Maj, Krystyna Maj, Motycz, 2011]


[…] bo jeszcze śmieli się, że krowy mówią ludzkim głosem, że pójść, że krowa tam coś mówiła, że koń też mówił, że, że wszystkie zwierzęta mówią ludzkim głosem. Więc jak dzieci, to zawsze byli ciekawe co tam się dzieje i kto tam co mówi, i jak.
[Maria Gleń, Zakręcie, 2011]


W czasie Wigilii i Świąt Bożego Narodzenia bardzo dbano o zwierzęta, podkreślano ich znaczenie dla gospodarstwa i życia człowieka, życzono im zdrowia i płodności na przyszły rok.


W święta dbano o zwierzęta
Na Boże Narodzenie, jak się do postniku szykowało, to wtedy to już było związane, że zwierzęta, że się siano kładło na cztery rogi, że się zboże sypało też. […] Siano to na cały stół i pod stół, ale zboże po rogach stołu, opłatek też się kładło i potem się to siano dawało krowom, bo w niektórych miejscach, to dopiero w Wielki Poniedziałek nosili im opłatek, a u nas opłatek to się nosiło w Abramowie po pośniku, bo jeszcześmy dzieci chodzili i słuchali czy zwierzęta rozmawiają, bo tak było powiedziane, że zwierzęta będą ludzkim głosem mówić. Dawało się im pośnik z chlebem, opłatek z chlebem, taki kolorowy był specjalny, że to jest dla zwierząt, no i teraz są takie kolorowe kartki opłatka. No a zboże to się dopiro, dopiero sypało w Wielki Poniedziałek kurom, żeby się dobrze niosły, żeby się dobrze wylęgały i te skorupki z jajka, tak jak mówiłam, na Wielkanoc, a zboże w świętego Szczepana. I siano krowom ze stołu. [...] No żeby i oni mieli, po prostu że to jest Boże Narodzenie, taki znak. I na pewno żeby zdrowe były, żeby też ludzie uważali zwierzęta po prostu za swoich przyjaciół, no bo i tak jest, żywiciele są krowy, bo mleko dają. A konie znowu przecież kiedyś ciągnęły wszystko, całe pola uprawiały.
[Helena Kołodziej, Wielkolas, 2011]


Mocno podkreślany jest również fakt, że ze świniami nie należało dzielić się opłatkiem, gdyż zwierzęta te nie były obecne w stajence przy narodzeniu Jezusa. W niektórych wsiach Lubelszczyzny, podobnie mówiono również o koniu.


Pasterka
Nocne wyjście na Pasterkę było obowiązkiem każdej wierzącej rodziny. Z Pasterki wracano około godziny trzeciej, czwartej nad ranem. Po powrocie często jedzono pierogi, kosztując każdego gatunku, czy jest smaczny i czy udał się. Następnie domownicy układali się na rozrzuconej po podłodze słomie i spali na znak tego, że pasterze i mały Jezus też tak spali w stajence.


Po pasterce spało się na słomie na podłodze
No i w kościele jak wiadomo pasterka. Później po pasterce znów do domu i spało się wtedy, przychodziło się i spało się w ubraniu. Tak na tej słomie. Musiało się tę noc nie na łóżkach spać, tylko na tej słomie. […] Na tej słomie na podłodze. Tak, tak. No to był taki zwyczaj i spaliśmy tak. Ściągnęliśmy tylko palta i w ubraniach, no bo i wszyscy spaliśmy na podłodze, pokotem się tak kładło i tak się spało. Bo tak obyczaj nakazywał. Nie wiem na jaki to kult miało oznaczać, że Pan Jezus spał na sianie, czy co, ja sobie to tak sama do tego. Bo pytałam, na jako to cześć my to śpimy na… Taki zwyczaj.
[Irena Zamościńska, Częstoborowice, 2010]


W Dzwoli i okolicach praktykowano zwyczaj, który nakazywał, że jeśli ktoś z jakichś powodów nie był na pasterce, to w dzień Bożego Narodzenia z rana musiał iść do kościoła, biorąc ze sobą podwieczorek w postaci kawałka pieroga zawiniętego w chusteczkę lub biały lniany gałgan.


Wigilia – przysłowia, wróżby i powiedzenia:
  • Adam z Ewą pokazują, jaki styczeń i luty po nich następują
  • Gdy w Adama i Ewy mróz i pięknie, zima wcześnie pęknie
  • Na Adama i Ewy czas przyszyć cholewy
  • Deszcze Godowe – nasionom niezdrowe
  • Do God – tysiąc pogod
  • Jeśli pola zielone gdy się Chrystus rodzi, to gdy zmartwychwstaje, śnieg z mrozem kołaczom przeszkodzi
  • Wigilia piękna a jutrznia jasna – będzie stodoła ciasna
  • Wigilia jasna, święty Jan [27 XII] ciemny – stodoła ciasna, ranek przyjemny
  • Zielone Gody – biała Wielkanoc, a białe Gody – zielona Wielkanoc

25 grudnia – Boże Narodzenie
W czasie, gdy obecnie obchodzimy święta Bożego Narodzenia, dawni Słowianie, przed przyjęciem chrześcijaństwa obchodzili Godne (Godowe) święta dla uczczenia radosnego wydarzenia, jakim jest zimowe przesilenie słońca.


Miały one najbardziej uroczysty charakter ze wszystkich ówczesnych świąt, a ich obchody trwały około dwóch tygodni. Urządzano uczty połączone z zabawą, śpiewem i wróżbami. Niestety, nie zachowały się przekazy historyczne dotyczące obchodzenia tych świat w czasach przedchrześcijańskich. Jednak we współczesnych świętach Bożego Narodzenia występuje wiele zwyczajów i praktyk rytualnych o charakterze pogańskim.


Przypuszczać można, że Godnie święta zawierały w swojej tradycji elementy agrarne i zaduszkowe, których wyraźne ślady przetrwały w ludowej obrzędowości Wigilii Bożego Narodzenia. O zaduszkowym charakterze Godnych świąt świadczyć mogą zwyczaje, które przetrwały do czasów współczesnych, np. pozostawianie wolnego miejsca przy wieczerzy wigilijnej (pierwotnie dla duchów przodków odwiedzających dom, współczesna motywacja – dla niespodziewanego gościa), wydzielanie pewnej ilości jadła i napiwku na oddzielnym stole i pozostawienie ich do rana (na stole tym nie mogły się znajdować żadne przedmioty żelazne, ponieważ odstraszają duchy), sporządzanie specjalnych potraw dla dusz zmarłych (niesłony chleb) i spożywanie ich w czasie wieczerzy wigilijnej itd.


U wielu ludów słowiańskich długo przetrwał zwyczaj dmuchania na ławę czy stołek przed zajęciem miejsca do wieczerzy wigilijnej. Miało to zapobiec zajęciu miejsca, które już zajmował jakiś duch przodków przybyły na uroczystość. Wierzono również, że przez cały okres Godów duchy zmarłych przebywają z żywymi, dlatego w ostatnim dniu świętowania wypędzano je, aby odeszły z tego świata. Chrześcijaństwo usankcjonowało te tradycje wprowadzając zwyczaj kropienia święconą wodą całego obejścia w dniu Trzech Króli. Powszechny był zwyczaj zapraszania na wieczerzę wigilijną zwierząt oraz karmienie bydła resztkami potraw wigilijnych. Zwyczaj ten ostro zwalczany był przez kościół.


Grzyby w cieście


Boże Narodzenie na Lubelszczyźnie nazywane jest również godami, godnymi świętami, godnymi świętami, ruzdwem i kolędą. W dawnej Polsce wniesienie podczas wieczerzy wigilijnej siana i słomy do domu było taką samą świętością jak zmówienie pacierza. Przyniesienie słomy i siana miało zapewnić urodzaj, ale także dobrobyt i szczęście w nowym roku, ochronę przed złem i klęskami żywiołowymi, a także, możliwość przebywania w świętej przestrzeni. Dzień Bożego Narodzenia spędzano w gronie rodzinnym, unikano wizyt pozarodzinnych. Przestrzegano aby nie spać w dzień, żeby zboże nie zaległo na polach. Nie należało brać słomy do ust, bo od tego mogły boleć zęby. Nie wykonywano żadnych prac, czasami zabraniano nawet czesać się, czyścić buty i świecić wieczorem światło. W Dąbrówce gospodyni stawiała w koncie maźniczkę i kiedy ktoś wrócił z kościoła ruszał nią, aby nie zabrakło masła.

26 grudnia – św. Szczepana
Na św. Szczepana wynoszono z podłogi słomę, która leżała tam przez okres świąt. Należało to zrobić wcześnie rano, gdyż w każdej chwili mogli nadejść kolędnicy ze św. Szczepanem. Chłopcy nie mogli wejść na słomę, bo to świadczyło o niegospodarności dziewczyny i mogło źle wpłynąć na jej plany matrymonialne. W Dąbrówce wierzono, że jeśli ktoś obcy wejdzie na słomę, to domownicy będą mieć bolaki. Słomę ścielono krowom, a część zostawiano do czasu siewu prosa. W dniu siewu gospodarz zapalał słomę trzymaną w ręce, a ktoś z domowników sypał proso na ogień. Tak zabezpieczano zboże przed śniecią. Z podłogi zbierano śmieci i wynoszono w pole tam, gdzie rósł oset, aby się nie rozprzestrzeniał (Zagródki).


Ziarnem, które stało pod ławą karmiono kury, miało to miejsce w kole utworzonym ze słomy, aby się nie rozłaziły i nosiły się w domu. Tego dnia również zwierzęta dostawały kolędę – chleb z opłatkiem, miodem i ząbkiem czosnku. Do miednicy wrzucano pieniądze, najlepiej srebrne, następnie należało obmyć twarz, miało to zapewnić bogactwo, a potarcie o twarz urodę. W Zagródkach wodę wylewano na drogę, aby kawalerowie przychodzili do tego domu. Monety po wyjęciu z wody dawano dzieciom jako kolędę. Gospodyni gotując mleko, uważała żeby nie wykipiało, wierzono bowiem, że przez to, jak krowy wyjdą wiosną na łąkę to będą się „gziły”. Gospodarz brał trochę owsa, robił z niego powrósło i podchodził do drzewka z siekierą. Zamachując się siekierą, mówił: „czy będziesz rodzić na drugi rok, bo jak nie to cię zetnę”. Gospodyni stojąca za płotem krzyczała: „Będę, będę”. Wtedy gospodarz uderzał w drzewko tępą stroną siekiery i obwiązywał je powrósłem. Wierzono, że będzie tyle jabłek ile owsa w powróśle. Wiosną odwiązywano słomę i palono.


Tego dnia podczas sumy w Kościołach sypało się owsem, na pamiątkę ukamienowania św. Szczepana, była to także wróżba urodzaju.


Święcenie owsa na św. Szczepana
Był, był święcony owies i ksiądz szedł, święcił… a ludzie biły tym owsem księdza, jako na pamiątkę, że Szczepan był ukamienywany. To nieraz to i bo jeszcze jakiś groch leciał, a teraz? Tera też już musi nie. […] Tam w ogóle ksiądz uzbierał tego z pół metra [śmiech]. […] A o w te, teraz y specjalnie byłam w Szczepana, czy też ktoś – rano nikt nie rzucał owsem, ale na południe ktoś rzucił coś ze dwa razy, no.
[Krystyna Maj, Motycz, 2011]


Na św. Szczepana sypano owsem
[…] Szczepan, szło się rano do kościoła też, bo, bo ksiądz, bo z chóru, na górze jest taki balkonik, gdzie jest chór i tam sypali owsem na ludzi i to był, to była wielka tradycja. Dlaczego owies – bo święty Szczepan był ubiczowany [ukamienowany], to oznacza, to się dowiedziałam, biczowanie oznaczało. A myśmy się tak cieszyli[śmiech], bo otwieraliśmy buzie i nieraz do buzi wleciał ten owies z koś… z tego, z tego chóru tam sypali owies jako biczowanie św. Szczepana.
[Irena Zamościńska, Częstoborowice, 2010]


Kolędnik przebrany za Turonia

Poświęcony owies dawano kurom, żeby się dobrze niosły, dosypywano go także do ziarna siewnego. Zwyczajowo w tym dniu zawierano również całoroczne umowy o pracę, często odbywało się to w karczmie, gdzie gospodarz spotykał się z parobkami i negocjował warunki zatrudnienia na cały następny rok, stąd powiedzenie: Na Święty Szczepan każdy sobie Pan. Urządzano też kanonady i strzelanie.
Wierzono, że od odwiedzającego w ten dzień chatę pierwszego połaźnika będzie zależało szczęście w przyszłym roku – dobrze jeśli był nim młody, zdrowy i wesoły chłopak, im młodszy tym lepiej. Bardzo ważne było, żeby był to przedstawiciel płci męskiej, gdyż wróżyło to rok urodzajny i zdrowy. Jeśli połaźniik był chory i niemrawy, nadchodzący rok miał być również taki. Najgorzej jednak jeśli chałupę odwiedziła kobieta – bez względu na jej wiek czy stan fizyczny, jej odwiedziny wróżyły choroby, wypadki i niepowodzenia.


W okolicach Krasnegostawu w dniu św. Szczepana kawalerowie chodzili po wsi z cielakiem, z którym zachodzono do chałup, gdzie mieszkały panny i płatano figle:


Żarty na św. Szczepana
[…] najśmieszniej było jak na Szczepana gdzieś tam się na wsi było cielak jakiś i panny. Jak gdzie panienki były to chłopcy brali tego cielaka tam za, coś tam obiecali temu gospodarzowi, że mu pomogą i brali cielaka i prowadzili tam gdzie dużo panienek jest. I jak najgorzej, bo cielak to jest przestraszony, napaskudził i on[śmiech] to było tyle śmiechu i złości, bo one się złościły te dziewczęta, że właśnie przychodzą z cielakiem do nich i w ogóle.
[Maria Gleń, Zakręcie, 2011]


W niektórych wsiach Lubelszczyzny (Bukowa, Czernięcin, Drohiczyn, Lipiny Dolne, Pardysówka, Tereszpol-Kukiełki, Zawalów) również tego dnia należało umyć się w wodzie, do której wrzucano srebrny lub złoty pieniądz, kawałek opłatka i źdźbła siana ze stołu wigilijnego – miało to zapewnić pieniądze i zdrowie na cały rok.


Praktykowanym powszechnie zwyczajem było odwiedzanie zwierząt gospodarskich i dzielenie się z nimi specjalnym opłatkiem, co miało zapewnić zwierzętom zdrowie i powodzenie w ich hodowli:


Opłatek dla zwierząt
A do zwierzunt był znowu taki różowy opłatek, jak organista nosił. I to się brało w jeden róg opłatek, chleb... i to się brało późnij w Szczepana rano, wody się dolało i się krowom dawało, żeby krowy były zdrowe.
[Czesława Mitrus, Kozłówka, 2011]

Wigilia zwierząt

Szczególnie krowom należy się opłatek, ponieważ były w stajence przy narodzeniu Jezusa:


Opłatek z chlebem dawano krowom
Ze zwierzętami to się dzielono już po Wigilii na drugi dzień, św. Szczepana. To był już inny opłatek nie był już biały, tylko brązowy albo żółty i chleb ten, co był na stole, bo i na stole było pościelone siano i na tym obrusie się jadło, a pod spodem się kładło opłatek, późni się ten opłatek wyjmało, łamało się kawałki, chleb, chleb się kładło, bo tak to by opłatek to by krowa wyrzuciła z języka, a tak to chleb zjadła i opłatek zjadła, tak było, to to tak. […] No jakoś krowy mówiu, że uny więcy, że tak jak Pan Jezus się urodził w stajni z bydlętomi tak i krowy były poszanowane wiecy, no.
[Cecylia Wójtowicz, Wólka Kątna, 2011]


Kolędą ze zwierzętami powinien dzielić się gospodarz, gdyż kobieta obeszła by gospodarstwo „po babsku”, co groziło niepowodzeniem gospodarskim na cały następny rok. Z czasem jednak zwyczaj ten uległ zmianie i często z kolędą wychodzili wspólnie gospodarz i gospodyni:


Opłatek dla krów
A jak niektóre tam powiedzmy krowy, nie wszystkie, bo większość lubiała ten chleb, niektóre nie po prostu to już się tej krowy nie zmuszało, ale czy ona tam w tym czasie gorzej się zachowywała, mniej mleka dawała tego to już nie umiem powiedzieć, ale co roku nakrojone było, to przecież nawet było te oddzielna była szara, szary opłaek był i specjalny i z tym wizerunkiem tych baranka, tych co to było przy żłobku, bo się był to było w ten sposób nakroiło sie chleba na talerz i we dwoje zawsze śmy szli, czy jak tatuś z mamusią, tośmy z żoną na przykład szli i się najpierw próbowało kawałeczek chleba krowie tej, posmarowała czy dobre, je to się dopiero kawałek opłatka, dwa kawałki chleba, złożyło się tak w ten sposób i już z tym opłatkiem tak rozumiesz, żeby się tak nie ukruszyło tego opłatka, żeby nie upadło tego opłatka na ziemie. Ta krowa chętnie tak tym językiem już, przeważnie tak lubiały krowy w ten sposób. I to wszystkie, czy to małe cielątko czy większe, to już dla wszystkich zostało podzielone, konie to nie czy tam jakieś kozy, czy tam jak ktoś miał, nie słyszałem, tylko o krowach. […] to już nie było w Boże Narodzenie czy w Wigilie to nie, to było w św. Szczepana było.
[Henryk Pacek, Zabłocie, 2011]


No i te, ten snopek był położony słomy, to sianko jeszcze pod obrus się go troszkę podłożyło, i tej kolędy, i chlebka po takiej małe kromeczce, bo później, jak się wynosiło już św. Szczepana słomę i to sianko krowom, to się kolędę krowom dawało w oborze, żeby znów krówki miały święto. I to kolędę się kładło na chlebek i każdej krówce podeszliśmy i my dzieci z radości śmy dawali to już mieliśmy satysfakcję.
[Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]


W niektórych wsiach Lubelszczyzny nie wolno było spożywać pokarmu, zanim zwierzęta nie otrzymały kolędy.


Św. Szczepana – przysłowia, wróżby i powiedzenia:
  • Gdy na Szczepana błoto po kolana; na Zmartwychwstanie wytoczym sanie
  • Na świętego Szczepana bywa błoto po kolana
  • Święty Szczepan zapowiada, jaka pogoda w styczniu wypada


Święte wieczory
Świętymi wieczorami nazywano okres od Bożego Narodzenia do Nowego Roku, czasem wydłużony do Trzech Króli. W tym czasie kobiety nie mogły sprzątać, motać nici, szyć, piec chleba i prać kijanką. Wierzono, że przy przędzeniu nici będą się rwały i len nie obrodzi, dlatego nie wolno było tego robić. Motanie i snucie powodowało, że wilki snuły się koło domu, a wichry zrywały płótno bielone po łące. Prać można było dopiero po Trzech Królach, kiedy woda była już poświęcona.


Święte Wieczory to już były od Bożego Narodzenia do Trzech Króli. To już wtedy szyć nie wolno było, bo mówio, że jak sie będzie szyło, to sie czy ciele ulegnie – to będzie miało mordke zaszyte, czy tam jakie jagnie sie ulegnie, że to już nie można było.
I ludzie sie trzymali tego.
Nie można też było prać, aż do Trzech Króli. Po Trzech Królach jak już sie wode oświęciło, to już można było prać. Takie były zwyczaje dawniejsze. Dzisiaj już tego nie ma. Chodzili też kolędować, kolędowali. A młodzież to zawsze sie zbierała wieczorami.
[Helena Adamowska, Bordziłówka Nowa, 1995, TL]


Ostatni dzień starego roku – szczodry wieczór
Ostatni dzień starego roku, współcześnie zwany jest Sylwestrem. Wierzono, że to co robi się tego dnia, będzie robiło się cały rok. Czas trzeba było spędzić jak najweselej, mieć na sobie nową odzież, jeść dobre jedzenie i przestrzegać zaleceń, które mogą zaważyć na pomyślności w przyszłym roku. Dobrze było mieć coś pożyczonego, ale zarazem nie wolno było niczego pożyczać, bo to mogło sprowadzić nieszczęście. Dziewczęta wychodziły rano przed dom i, podrzucając widłami słomę, patrzyły czy nadlatują jakieś ptaki; z tej strony, z której nadlecą, miał przyjść przyszły mąż. Jeśli przyleciał kruk lub sowa, oznaczało to, że będzie to wdowiec. Tego dnia obwiązywano też drzewka słomą, żeby lepiej rodziły.



Kolędnicy
źródło: pl-pl.facebook.com

W wielu wsiach praktykowany był zwyczaj przebierania się za Stary i Nowy Rok. Przebierańcy chodzili po chałupach i składali gospodarzom życzenia. W Janiszowie koło Kraśnika chłopcy nosili tabliczki z napisem – Stary i Nowy Rok, w Żurawicach pod Tomaszowem Lubelskim Stary Rok ubrany był w kożuch, miał brodę z przędzy lnu i konopi, a na plecach garb. W Giełczwi Nowy Rok miał na sobie długą białą koszulę, czerwoną czapkę z papieru i przyjeżdżał na koniu. Stary Rok wyglądał jak starzec, szedł pieszo obok konia, i czasami obijany był kijem po plecach przez Nowy Rok.


Sylwester – przysłowia:
  • Dzień sylwestrowy pokaże czas lipcowy
  • Na święty Sylwester mroźno – zapowiedź na zimę groźną
  • W noc Sylwestra łagodnie – będzie kilka dni pogodnie

Pozostałe dni grudnia – przysłowia, wróżby i powiedzenia


4 grudnia – św. Barbary
To patronka dobrej śmierci, budowniczych, architektów, murarzy, flisaków i górników. Chroniła również ludzi od chorób i epidemii, burzy i uderzeń pioruna.
  • Św. Barbara po lodzie, Boże Narodzenie po wodzie (lub odwrotnie)
  • Niechaj każdy pamięta: Jaka Barbara, takie święta
  • Barbara święta o rybakach pamięta
  • Barbórka święta o górnikach pamięta
  • Na świętą Barbarę mróz – to na zimę wóz
  • Na świętą Barbarę miękko – szykuj sanie prędko
  • Kiedy w świętą Barbarę błoto, będzie zima jak złoto, a jeśli mróz, to sanie na górę włóż, a szykuj wóz
  • Barbara po wodzie – Gody po lodzie
7 grudnia
  • Jaki Marcin taka zima
  • Jeśli na Marcina sucho, to Gody z pluchą
  • Na święty Ambroży trzymaj dobrze kozy


21 grudnia – św. Tomasza
Dawniej dzień ten obchodzono 21 grudnia, według nowego kalendarza obchodzone jest 3 lipca. Znane powszechnie było powiedzenie: Przyjaźń nasza do świętego Tomasza – sięga ono 1578 roku, kiedy powołano sąd szlachecki najwyższej instancji, trybunał, który dla Wielkopolski zbierał się w Piotrkowie Trybunalskim, a dla Małopolski i Litwy w Lublinie. Trybunał Lubelski zbierał się 21 grudnia, po obradach deputaci rozjeżdżali się i już więcej się nie spotykali. Św. Tomasz uznawany jest za patrona ciężkich sytuacji życiowych.
  • Święty Tomasz siedzi w dole, wieprzki kole – z myślą o świętach bito już świnie
  • Od świętego Toma siedź przy piecu doma
  • Jaka pogoda Tomaszowa, taka będzie i majowa
  • Na świętego Tomasza najdłuższa noc nasza
30 grudnia
  • Jeżeli da śnieg Eugenii, to zima się przemieni

Rozmówcy:


Helena Adamowska (H.A.) – ur. w 1923 r., zamieszkała w Bordziłówce Nowej, gmina Leśna Podlaska. Nagranie – 1995. Relacja publikowana w „Twórczości Ludowej” (TL), 1995, nr 4.


Zofia Chołaj (Z.Ch.) – ur. w 1924 r. w Bobowiskach, gmina Markuszów. Nagranie – Magdalena Wójtowicz, 2010.


Maria Gleń (M.G.) – ur. w 1933 r. we wsi Zakręcie, gmina Krasnystaw, gdzie całe życie mieszka. Nagranie – Piotr Lasota, 2011.


Lucyna Jargieło (L.J.) – ur. w 1952 r. w Kocudzy, gmina Dzwola. Relacja publikowana w „Twórczości Ludowej” (TL), 2007, nr 1–2.


L.C. – grupa informatorów z Bronic; zapis odręczny Lucyna Chudy, 1995. Relacja publikowana w „Twórczości Ludowej” (TL), 1996, nr 4.


Janina Korczak (J.K.) – ur. w 1926 r. w Kocudzy, gmina Dzwola. Relacja publikowana w „Twórczości Ludowej” (TL), 2007, nr 1–2.


Helena Kołodziej (H.K.) – ur. w 1936 r. w Wielkolosie, gmina  Abramów. Nagranie – Magdalena Wójtowicz, 2011.


Janina Łuszczakowa (J.Ł.) – ur. około 1915 r., zamieszkała w Górce Lubartowskiej, gmina Nieźwiada. Nagranie – Agata Kasińska, 1995. Relacja publikowana w „Twórczości Ludowej” (TL), 1996, nr 4.


Czesław Maj (Cz.M.) – ur. w 1923 r. w Motyczu, gmina Konopnica. Nagranie – Piotr Lasota, 2011,


Katarzyna Smyk, 2001 – relacja z 2001 r. publikowana w „Twórczości Ludowej” (TL), 2001, nr 1.


Krystyna Maj (K.M.), ur. w 1930 r. w Motyczu, gmina Konopnica. Nagranie – Piotr Lasota, 2011.


Czesława Mitrus (C.M.), ur. w 1928 r. w Kozłówce, gmina Kamionka, gdzie nadal mieszka. Nagranie – Magdalena Pietrzak, 2011.


Janina Oleszek (J.O.), ur. w 1934 r. w  Kocudzy III, gmina Dzwola. Relacja publikowana w „Twórczości Ludowej” (TL), 2007, nr 1–2.


Henryk Pacek (H.P.), ur. w 1945 r. w Zabłociu, gmina Markuszów, gdzie nadal mieszka. Nagranie – Magdalena Wójtowicz, 2011.


Krystyna Poczek (K.P.),  ur. w 1928 r. i zamieszkała w Wólce Kątnej, gmina Markuszów. Nagranie – Jan Adamowski, 1988. Relacja publikowana w „Twórczości Ludowej” (TL), 1996, nr 4.


Bronisława Polak (B.P.), ur. w 1935 r. w Konstantynówce, gmina Hańsk, po wyjściu za mąż zamieszkała w Starym Majdanie, gmina Wojsławice, gdzie nadal mieszka. Nagranie – Magdalena Wójtowicz, 2011.


Helena Pytlak (H.P.), ur. w 1950 r. w Kocudzy I, gmina Dzwola. Relacja publikowana w „Twórczości Ludowej” (TL), 2007, nr 1–2.


Kazimiera Seluk (K.S.), ur. w 1908 r., zam. Błonie, gmina Janów Podlaski. Nagranie około 1995. Relacja publikowana w„Twórczości Ludowej” (TL), 1995, nr 4.


Eugenia Sidoruk (E.S.), ur. w 1931 r. we wsi Peredyło, zamieszkała w Jakówkach, gmina Janów Podlaski, zapis odręczny informatorki z 1992. Relacja publikowana w „Twórczości Ludowej” (TL), 1995, nr 4.


Janina Woch (J.W.), ur. w 1925 r. w Abramowie, gmina Abramów. Po ślubie zamieszkała w Wólce Kątnej, gmina Markuszów. Nagranie – Piotr Lasota, 2011.


Cecylia Wójtowicz (C.W.), ur. w 1923 r. w Wólce Kątnej, gmina Konopnica, gdzie przez całe życie mieszka. Nagranie – Magdalena Wójtowicz, 2011.


Irena Zamościńska (I.Z.), ur. w 1929 r. we wsi Częstoborowice, gmina Rybczewice. Od 1944 r. mieszka w Lublinie. Nagranie – Emilia Kalwińska, 2010.

Literatura
Adamowski Jan, Wigilia polska – na obszarze północno-zachodniej Lubelszczyzny, [w:] „Twórczość Ludowa” 1996, nr 4.
Adamowski Jan, Adamowska Lucyna, Zwyczaje, obrzędy i wierzenia okresu Bożego Narodzenia z południowego Podlasia, [w:] „Twórczość Ludowa”, 1995, nr 4.
Adamowski Jan, Kiełbus Małgorzata, Wigilia w Kocudzy, [w:] „Twórczość Ludowa” 2007, nr 1–2.
Adamowski Jan, Tymochowicz Mariola, Obrzędy i zwyczaje doroczne z obszaru województwa lubelskiego (próba słownika), [w:] Dziedzictwo Kulturowe Lubelszczyzny. Kultura Ludowa, pod. red. Alfreda Gaudy, Lublin 2001.
Kossak Zofia, Rok Polski. Obyczaj i wiara, Warszawa 1958.
Kuchta Władysław, Zwyczaje świąteczne i wierzenia w środowisku Mołodutyna, [w:] „Twórczość Ludowa”, 1991, nr 2.
Ogrodowska Barbara, Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne, Warszawa 2009.
Pelcowa Halina, Tradycja i zwyczaje świąteczne Lubelszczyzny, [w:] Wieczór Trzech Króli. Szkice o kolędach i zwyczajach bożonarodzeniowych, pod red. S. Niebrzegowskiej-Bartmińskiej i S. Wasiuty, Lublin 2009.
Pełka Leonard, Polski rok obrzędowy. Tradycje i współczesność, Warszawa 1980.
Smyk Katarzyna, Adwent i Wigilia przełomu XIX i XX wieku w przekazach Józefa Stręciwilka z Dzwoli, [w:] „Twórczość Ludowa”, 2007, nr 3–4.
Smyk Katarzyna, Od Bożego Narodzenia do Trzech Króli. Zwyczaje przełomu XIX i XX wieku w przekazach Józefa Stręciwilka z Dzwoli, [w:] „Twórczość Ludowa”, 2008, nr 1–2.
Smyk Katarzyna, O symbolice tradycyjnych ozdób choinkowych, [w:] „Twórczość Ludowa” 2000,  nr 1.
Smyk Katarzyna, Lubelskie opowieści o choince, [w:] „Twórczość Ludowa”, 2001, nr 1.
Sopylak Grażyna, Boże Narodzenie w zwyczajach i obrzędach w parafii Potok Górny [w:] „ Twórczość Ludowa”, 1990, nr 3.
Szczypka Józef, Kalendarz polski, Warszawa 1984.
Ferenc-Szydełkowa Ewa, Rok kościelny a polskie tradycje, Poznań 1988.
Zadrożyńska Anna, Powtarzać czas początku, t. 1,Warszawa 1985.




Opracowanie: Piotr Lasota