wtorek, 11 marca 2014

Bogini ognia i żaru - Swara, małżonka Swaroga

To słowiańska bogini ognia i żaru.  Swara - wg Białczyńskiego to także bogini upału i suszy. Była małżonką i siostrą Swaroga, ale niestety, nie była matką jego syna Swarożyca. Matką Swarożyca była kochanka Swaroga, bogini Daboga, z którą Swaróg miał aż dziewięcioro dzieci.


Ze słowem swar wiążą się takie określenia wartkość, wrzenie i wrzawa, a także warta, skwar. W sanskrycie svar oznacza blask i słońce.

Swara miała płomienne włosy w przeciwieństwie do Krasatiny, która posiadała włosy krasne i krasne lica, oraz Perperuny, która miała włosy rude. Podania ujawniają, że Swara i Perperuna były bardzo złośliwe.





Nazywano ją również żara, gdera, śwara, płoń. Żara, czyli gorąca, żarząca się, podkreślająca związek z żarem, czyli ogniem ofiarnym – żertwą  i ogniem żarników czyli stosów grzebalnych. Oznaczało to też żarliwą i żałosną (może przez zdradę Swarogową), żarotną, czyli żałującą, a równocześnie żartobliwą, żartującą, choć jej śmiech i żart łatwo się w żałość i płacz przeradzał. Żartka, znaczy dzielna a jednocześnie gderliwa i piękna, jaśniejąca, czyli śwarna.

Płoń oznaczała płonna, czyli bezpłodna – może z powodu wydania na świat Watry i Dengi, dwóch słabowitych córek. Płynąca – nieuchwytna, płonąca, płomienna – ognista, żarliwa, pełna wigoru z powodu płomiennych kształtów i ognistej barwy włosów oraz gwałtownego, pożądliwego usposobienia.
Inne przydomki  Swary: Swora, podkreślały jej rolę żony Ognia-Swaroga, Pani Żaru i Suszy, czyli spoiwa  tego związku. Postacie-wcielenia, czyli równe jej miana to: Swara-Żara, Swara-Swora i Swara-Płoń, Pani Żaru, Władczyni Suszy.

Swara była uważana więc za wielką kłótnicę, a swoimi czynami ujawniała, że łatwo poddaje się wielkim emocjom i jeszcze większym namiętnościom.  Na przykład z zazdrości o Swarożyca zabiła  zaprzyjaźnionego ze Swarożycem i Dabogą Wężokształtnego Złotysza, syna Bodnyjaka.

Swarożyc bardzo lubił Złotysza i nie mógł przeboleć jego śmierci. Nie potrafił powstrzymać łez po tej wielkiej stracie. Jednak w wyniku tej tajnej zbrodni Swara stała się bliską towarzyszką Swarożyca i wzmagała żar nieba w południe przynosząc mu pociechę, kielich-czaszkę Złotysza.

Zajmowała Czwarty Krąg Niebios. Do jej obowiązków należało więc wspomaganie Swarożyca dodając mu żaru i światła. Codziennie w południe poiła  go z kielicha-czaszki Złotysza. Swoją chustą czyniła gorąco i wysuszała powietrze. Wszystko co wzięła do ręki zamieniała  w gorący pył.

Wywodziła się z rodu zwanego Warowie (Żgwiowie), a pochodziła od Dzięgli – Czarnogłów i  Białoboga. Jej czarownymi narzędziami, czyli oznakami władzy były: Świetlista Złota Korona, Złoty Czerpak i Złota Chusta.

Posiadała też oczywiście swoich boskich pomocników. Byli to jak zwykle Stworze – bogunowie, a konkretnie bogunki Swarki (Swarzki).

Po przypadkowym spotkaniu z boginią Dabogą, siostrą – żoną Dażboga, Dobrą Panią, Panią Nieba, Swarog tak się w Dabodze  rozkochał, że nawet nie chciał spojrzeć na swoją żonę -siostrę Swarę.  Swara bardzo z tego powodu cierpiała. Tymczasem Swarog  stale krążył za Dabogą i był namolny. Daba miała już tego dosyć i żal jej się zrobiło Swary, więc razem wymyśliły podstęp. Gdy Swarog ponownie się do niej zalecał, Daboga niby zgodziła się na wspólne spędzenie z nim nocy. Swarog się zgodził, lecz wybrał noc księżycową, kiedy Chorsiniec wędrował po Niebie, bo chciał ją widzieć. Wtedy Daboga użyczyła Swarze swoich kształtów. Swarog był przekonany, że jest z Dabogą podczas gdy kochał się ze Swarą... Czar działał jednak tylko nocą. Oboje przeżyli tak wielką rozkosz, że zasnęli i tak zastał ich dzień. W świetle dnia Swarog dostrzegł swoją omyłkę i cały podstęp się wydał. Był zły na obie boginie, ale było za późno. Swara została zapłodniona. Na Lęgowisku powiła Dengę, przepiękną świetlistą córkę, delikatną niczym Daboga. Swarog zobaczywszy młodą boginię tak wielkiej piękności wybaczył podstęp Swarze, a Denga stała się jego najulubieńszym dzieckiem.
Źródła:

Autor: Emilia Plater







poniedziałek, 10 marca 2014

Archeolodzy znaleźli w Lubuskiem piece garncarskie sprzed ok. 3 tys. lat

Na pozostałości osady kultury łużyckiej natrafili archeolodzy podczas badań w Motylewie niedaleko Gorzowa Wlkp. Cennym znaleziskiem są dwa piece garncarskie ze znajdującymi się w nich naczyniami, których wiek szacowany jest na ok. 3 tys. lat.


Opracowywane fragmenty naczyń z okresu kultury łużyckiej odkryte podczas prac wykopaliskowych w Motylewie w Muzeum Lubuskim w Gorzowie Wielkopolskim. Fot. PAP/Lech Muszyński 08.03.2014
Opracowywane fragmenty naczyń z okresu kultury łużyckiej odkryte podczas 
prac wykopaliskowych w Motylewie.
Fot. PAP/Lech Muszyński 08.03.2014

„Wyjątkowość tych pieców polega na znalezieniu w wypełniskach pieców kilkunastu już wypalonych naczyń” - powiedział PAP Paweł Kaźmierczak z Muzeum Lubuskiego w Gorzowie Wlkp.
Do tej pory na tym stanowisku archeolodzy zarejestrowali czterdzieści innych obiektów archeologicznych będących pozostałością pradziejowej osady, wśród których są pozostałości konstrukcji naziemnych, jamy zasobowe oraz paleniska. Podczas badań z ziemi wykopano kilka tysięcy fragmentów ceramiki.
Obecnie trwają pracę nad wyklejeniem naczyń. Wśród nich wyróżnia się duże naczynie zasobowe zdobione listwą plastyczną. Pozostałych kilkanaście naczyń jest nieco mniejszych.
„Kilka naczyń uległo spaleniu jeszcze podczas zapewne nieudanego wypału i być może ze względu na ich deformację i przepaloną w kontakcie z ogniem powierzchnię łużycki garncarz pozostawił swoje skarby w ziemi” - dodał Kaźmierczak.
Znalezione w piecach naczynia wzbogacą zabiory Muzeum Lubuskiego w Gorzowie Wlkp.
Badania wykopaliskowe prowadzone są w trakcie budowy kanalizacji w podgorzowskiej gminie Bogdaniec.

mmd/ ls/






Percival Schuttenbach - Svantevit

Słowianie połabscy byli najbardziej wysuniętymi na zachód plemionami słowiańskimi i z tej racji jako pierwsi padli „ofiarą krwawej chrystianizacji zachodniego możnowładztwa”. Mimo to zdołali utrzymać swoje ziemie i wiarę aż do dwunastego wieku. Zamieszkujący wyspę Rugię Ranowie byli obrońcami Arkony - najważniejszego ośrodka kultu boga Świętowita. Znajdował się tam jego posąg i skarbiec. Ta „ostatnia świątynia słowiańskiej wiary” została najechana i spalona w 1168 roku przez duńskiego króla Waldemara I. To wydarzenie przypieczętowało kres kultury Słowian połabskich. Po 845 latach Percival Schuttenbach albumem „Svantevit” pragnie „przypomnieć ten dzielny, wojowniczy lud słowiański.”

Percival Schuttenbach, Svantevit, Arkona, folk metal, Therion,

Płyta jest opowieścią o chrobrym woju Mściborze, który na skutek zdrady dumnego Budzisława powróciwszy z łowów pożogę zastał krwawą. Wraże niemieckie plemię pod przewodnictwem kłamliwego i przebiegłego biskupa i z pomocą Wikingów okrutnych żonę mu zabiło, córkę porwało, a sługi porąbało. Odwet więc uradzono i pomstę wrogom na bogów przyrzeczono. Wiele księżyców ścigał samotnie swych prześladowców, aż w końcu ubił parszywca niemieckiego biskupa, lecz sam ”ranion - z życiem na długo nie uszedł”. Przed ostatnim kawałkiem odbywa się pogrzeb Mścibora i możemy usłyszeć długą mowę pożegnalną na jego cześć.
Album jest tak skonstruowany, że między głównymi utworami znajdują się różne wstawki, stanowiące scenki rodzajowe i dające dodatkowe obrazy. Pogrzeb Mścibora jest właśnie jedną z nich. Same kompozycje również są przesycone całą gamą instrumentów ludowych, obsługiwanych przez członków zespołu i obszerna plejadę gości z wielu zespołów polskich, czeskich i rosyjskiej Arkony. Wielu z tych gości udziela się wokalnie co powoduje, że na płycie jest mnóstwo różnych rodzajów śpiewu i krzyku zarówno w męskim jak i żeńskim wydaniu. Praktycznie cały czas śpiewa ktoś inny. Wszystko to razem składa się na płytę długą i zróżnicowaną.
Percival Schuttenbach jest zespołem metalowym co oznacza, że utwory są zbudowane na bazie gitary elektrycznej i perkusji, lecz cała folkowa strona jest tu bardzo wyeksponowana i odgrywa podstawową rolę. Cały czas grają skrzypce, flety, dudy, bębny czy akustyczne instrumenty strunowe. Do tego jest tu dość dużo tekstu, w całości po polsku. Fragmentów i motywów instrumentalnych, w których gitara i perkusja przeplatają się ze starym folkowym światem, lub tez takich, gdzie mocne brzmienie ustępuje oddając pole muzyce ludowej, jest też całkiem sporo. Przede wszystkim warto wspomnieć tu o utworze „Upiory”, którego długie zakończenie tworzy fascynującą folk metalową kombinację. Pod względem muzycznym wyróżniłbym także ostatni „Tryzna”. Przede wszystkim ze względu na gitary, ale także skrzypce i momentami iście therionowy rozmach. Jednak największą atrakcją „Svantevit” jest trzeci numer tytułowy. Jest to rockowy megahicior z niezwykle przebojowym refrenem.
Tak więc jest czego posłuchać, jest i co poczytać. Bardzo ciekawa pozycja, umiejętnie przenosząca słuchacza do swojego prastarego świata. Świata, który potrafi trzymać w skupieniu jak i poderwać z siedzenia i skłaniać do podkręcenia mocy i skakania przed głośnikiem. „Sva-te-vit! Sva-te-vit!”. A teraz już kończę i idę „W obronie słowiańskich bogów przed okrutnym zachodnim Jezukrystem sojusze wiązać”.
Tracklista:
1. Okrutna pomsta
2. Satanael
3. Svantevit
4. Wodnik
5. Bitwa
6. Upiory
7. Wiking
8. Tryzna
Wydawca: Fonografika (2013)
Autor: WUJAS
Zaakceptowane przez: amorphous

Za: http://www.darkplanet.pl/





piątek, 7 marca 2014

Wracają kontrowersje wokół Świętowita ze Zbrucza

W 1848 r. z rzeki Zbrucz wyciągnięto kamienny posąg wysokości 2,5 m, który stał się szybko ikoną pogańskiej sztuki Słowian. Uznano go za przedstawienie Światowita* z około IX-X w. n.e. Doskonały stan rzeźby oraz brak powiązań zabytku z jakimkolwiek stanowiskiem archeologicznym budziły jednak liczne wątpliwości. Nie brak było głosów, że w rzeczywistości posąg jest dużo młodszy. Teraz wątpliwości te wracają ze wzmocnioną siłą.




Światowid* w Muzeum Archeologicznym w Krakowie.
Fot. Silar, Creative Commons

Małżeństwo ukraińskich archeologów z Kijowa, Oleksij Komar i Natalia Chamajko, już ponad dwa lata temu opublikowało po rosyjsku artykuł podważający wczesnośredniowieczne pochodzenie zabytku znajdującego się obecnie w Muzeum Archeologicznym w Krakowie. Znacząco poszerzona polska wersja artykułu ukazała się niedawno jako suplement do publikacji „Materiały i sprawozdania Rzeszowskiego Ośrodka Archeologicznego, Tom XXXIV”.
Komar i Chamajko podważają wszelkie argumenty za pochodzeniem posągu z wczesnego średniowiecza, ale jednocześnie nie uznają go za falsyfikat. Ich zdaniem historia jest bardziej niezwykła. Podejrzewają bowiem, że rzeźba powstała na zlecenie romantycznego poety Tymona Zaborowskiego (1799-1828), który był właścicielem majątku Liczkowce leżącego nad Zbruczem niedaleko miejsca znalezienia posągu (ok. 170 km na południowy wschód od Lwowa). Za zabytek została zaś uznana na skutek zbiegu okoliczności, a nie celowego działania jakiegoś fałszerza.
Naukowcy oceniają, że posąg wykonano najpewniej w latach 20. XIX w., a następnie w nieznanych okolicznościach trafił on do rzeki. Najmocniej na tak młody wiek zabytku wskazuje zdaniem badaczy nie tylko jego stan zachowania, ale też chociażby ślady świadczące, że rzeźbę wykonała osoba dużo lepiej znającą się na kamieniarstwie, niż ludzie żyjący na tych ziemiach ponad tysiąc lat temu.
Nie bez znaczenia jest też to, że do hipotezy ukraińskich archeologów całkiem dobrze pasują wyniki badań makroskopowych i mikroskopowych posągu ze Zbrucza, które przeprowadził w latach 1948-49 krakowski konserwator Rudolf Kozłowski. Ustalił on, że posąg wykonano z wapienia pochodzącego zapewne z okolic Husiatyna na Podolu i był pierwotnie pokryty barwnikami, których ślady ocalały w zagłębieniach reliefu. Kluczowe jest to, że Kozłowski potwierdził, iż posąg rzeczywiście leżał w rzece, ale dość krótko. Jednak jego zdaniem rzeźbę zakopano w odległej przeszłości niedaleko rzeki. Z czasem koryto zbliżyło się do posągu i w końcu osunął się on do wody.
Do sceptyków należy prof. Władysław Duczko, archeolog, kierownik katedry Antropologii i Archeologii Akademii Humanistycznej w Pułtusku, który o posągu mówił niedawno w radiowej Jedynce, w prowadzonej przez Katarzynę Kobylecką audycji„Naukowy zawrót z głowy”.
- Jednym z najważniejszych argumentów jest sprawa zachowania tej rzeźby. Została zrobiona z lokalnego wapienia i jest w świetnym stanie. Widać ślady dłuta. Gdyby leżała w rzece 1000 lat, to by wyglądała inaczej. Miałaby zacieki wapienne w dużo większej ilości. Rzeźba nie mogła leżeć w rzece dłużej niż 20 lat. Nawet gdyby leżała w ziemi, to nie zachowałaby się w takim stanie – opowiadał w trakcie audycji prof. Duczko.
Jednym z argumentów za autentycznością posągu jest znalezienie w dorzeczu środkowego Dniestru innych kamiennych rzeźb. Jak podkreśla Muzeum Archeologiczne w Krakowie w opisie Światowida ze Zbrucza, szczególne miejsce wśród tych dzieł zajmują odkryte w trakcie badań wykopaliskowych posągi z Iwankowców i Stawczan, z których przynajmniej dwa formą nawiązują do zabytku ze Zbrucza.
Jednak już samo zestawienie obok siebie zdjęć posągów z Iwankowców i Światowida ze Zbrucza, które możemy zobaczyć w publikacji ukraińskich badaczy, uświadamia, że są podstawy do wątpliwości. Zabytki te, choć podobne do figury z krakowskiego muzeum, są zdecydowanie gorzej zachowane.
W dodatku znaczna część tych kamiennych rzeźb jest wiązana nie z wczesnym średniowieczem, ale z kulturą czerniachowską obecną na tym terenie w III-IV w. n.e.. „Analizując temat figury zbruckiej w literaturze archeologicznej trudno pozbyć się wrażenia zamkniętego kręgu: słowiańską przynależność rzeźb kamiennych uzasadniano powołując się na idola ze Zbrucza, autentyczność zaś i typowość tego ostatniego – przytaczając te same figury kamienne” – piszą ukraińscy badacze.
Podsumowując swoją argumentację Komar i Chamajko stwierdzają m.in., że
1. posąg nie ma ani dokładnych, ani pewnie datowanych choćby odległych analogii archeologicznych (zarówno kamiennych, jak i drewnianych);
2. złożony od strony technologicznej i kompozycyjnej sposób wykonania znacząco przewyższa potencjał „pogańskiej” rzeźby kamiennej z I tys. n.e. z obszarów wschodniosłowiańskich;
3. na terenach wschodniosłowiańskich nieznane są na razie inne wyobrażenia postaci o czterech twarzach i wielopoziomowe kompozycje artystyczne z IX–X w.,
4. ekspertyza przyrodnicza nie potwierdziła obecności jakichkolwiek wiarygodnych oznak długotrwałego wpływu środowiska naturalnego na powierzchnię rzeźby, a figura nie leżała w rzece dłużej niż kilka dziesięcioleci.
„Próba wytłumaczenia każdego z powyższych aspektów – w kontekście domniemanej atrybucji rzeźby jako pogańskiego idola z IX–X w. – wymaga sformułowania całego szeregu skomplikowanych ryzykownych hipotez z wieloma domysłami, co jest sprzeczne z naukową dyrektywą „brzytwy Ockhama”” – piszą badacze.
Komar i Chamajko wskazują również na podobieństwo rzeźby do przedstawień ruskich świętych. Czapka Światowida jest identyczna z czapką świętych Borysa i Gleba z ikon. Także układ rąk i nogi zbruckiego posągu ma liczne analogie w ikonach
W oparciu o detale monumentu badacze stworzyli coś na podobieństwo portretu psychologicznego osoby stojącej za jego powstaniem. Okazało się, że powinien być nim poddany cesarstwa austriackiego, interesujący się dziejami Polski, mitologią Słowian i literaturą obcą, katolik, ale zainteresowany staroruskimi ikonami prawosławnymi, człowiek znający miejską architekturę barokową i motywy antyczne, ale mieszkający na dalekiej prowincji, zainteresowany miejscowymi zabytkami, charakteryzujący się niewątpliwie fantazją artystyczną i skłonny do teatralnych efektów, ale nie artysta.
Do tego portretu zdaniem badaczy doskonale pasuje romantyczny poeta Tymon Zaborowski. Nie dość, że jego majątek znajduje się w rejonie, w którym znaleziono Światowida, to wiele jego dzieł jest osadzonych w czasach, gdy na ziemiach słowiańskich pogaństwo ustępowało miejsca chrześcijaństwu. Ich treść wskazuje zaś na bardzo dobrą znajomość tematyki.
Jednak teza jakoby rzeźbę zamówił Tymon Zaborowski nie przekonuje prof. Duczki. – Nie ma na to argumentów. Gdyby to kuto na miejscu, wszyscy w okolicy by o tym wiedzieli, bo transport i obróbka takiego wielkiego kamienia wzbudziłyby zainteresowanie – mówił podczas audycji w radiowej Jedynce.
Ukraińscy badacze tłumaczą ten brak informacji o wykonaniu rzeźby tragicznymi wydarzeniami, które nastąpiły między jej stworzeniem a znalezieniem. W 1828 r. Zaborowski zginął w niewyjaśnionych okolicznościach (możliwe, że było to samobójstwo, które chciała ukryć rodzina). Później przez okolicę przeszła epidemia cholery zabijając wielu mieszkańców, a innych skłaniając do zmiany miejsca zamieszkania. Wśród ofiar znaleźli się m.in. rodzice poety.
W dodatku od dawna w polskiej literaturze pojawiały się opinie, że Teofil Żebrawski, który sprowadził posąg do Krakowa, nie zebrał wystarczających informacji o okolicznościach jego odkrycia. Jest więc całkiem możliwe, że ludzie zajmujący się odkrytym posągiem w ogóle nie zetknęli się z osobami mogącymi pamiętać rzeźbę wykonaną dla zmarłego ponad 20 lat wcześniej poety.
Zdaniem ukraińskich badaczy właśnie brak informacji mógł spowodować, że przez pomyłkę osoby, w których ręce trafił posąg, uznały romantyczną rzeźbę mającą przypominać pogańskie idole, za rzeczywisty zabytek z wczesnego średniowiecza.



Oleksij Komar, Natalia Chamajko, Idol ze Zbrucza: zabytek z epoki romantyzmu?, suplement do MATERIAŁÓW I SPRAWOZDAŃ Rzeszowskiego Ośrodka Archeologicznego, Tom XXXIV



* Światowid ze Zbrucza to nazwa własna zabytku używana już w momencie przywiezienia go do Krakowa. Właściwa pisownia przyjęta dla słowiańskiego boga brzmi Światowit, Świętowit.

Autor: Wojciech Pastuszka



czwartek, 6 marca 2014

Kim jest tajemniczy żerca? Skupia wokół siebie 100 osób. Wiara czy sekciarstwo?

- Nie jestem poganinem, a rodzimowiercą – mówi o sobie Rafał Merski. Nosi długą szatę, odprawia słowiańskie obrzędy i hołduje matce ziemi. Nie jest jednak postacią z historycznej „Starej baśni” – mieszka i żyje we współczesnym Wrocławiu. I przekonuje, że nie jest to zabawa w odtwarzanie historii, a gorliwa wiara w tradycyjne wartości. Film o nim nagrali studenci Uniwersytetu Wrocławskiego.

- Moja przygoda z wiarą Słowian jest bardzo długa. Wszystko zaczęło się, gdy miałem 12 lat. Obserwowałem obrzędy i tradycje katolickie i nie do końca się z nimi zgadzałem. Coraz częściej mojej wierze towarzyszyły poważne wątpliwości – zaczyna swoją opowieść Rafał Merski z Wrocławia.
Na co dzień wygląda całkiem zwyczajnie. Pracuje, spotyka się ze znajomymi. Prowadzi również wydawnictwo, wprowadza na rynek gry planszowe. W głębi duszy jest jednak "żercą", czyli kapłanem słowiańskim.

Bogowie Słowian receptą na "zachowanie godności"?



Jak wyjaśnia, najbardziej nie podobało mu się to, że chrześcijanie podkreślają swój poddańczy stosunek do Boga.  Według niego, lepiej jest wyszukiwać w historii bohaterów, brać ich za wzór godny naśladowania.
- Nasza historia, doświadczenia i dziedzictwo naszego narodu pokazują przecież, że nie mamy się czego wstydzić, a tym bardziej kajać  – tłumaczy.
Takie rozwiązania ma gwarantować wiara Słowian. Stąd właśnie jego zainteresowanie bogami przodków. Po kilku latach studiów nad tradycjami sprzed tysiąca lat, poczuł, ze jest częścią tej kultury.
- Stałem się rodzimowiercą. Tak właśnie się nazywamy i nie podoba nam się, gdy ktoś określa nas mianem pogan. Przecież wierzymy w bogów, hołdujemy tradycyjnym wartościom – wyjaśnia.

Na początek- oczyszczenie

Jak wyglądało jego wejście w świat sprzed tysiąca lat? Przyznaje, że on nie miał żadnej oficjalnej inicjacji. Nie potrzebował jej, bo jak opisuje, najważniejsze przemiany zachodziły w nim i jego sposobie patrzenia na świat.
Teraz Merski sam prowadzi grupę duchową, nazwali się Wartą. Skupia kilkadziesiąt osób. Wciąż przybywają nowi. Jak sam przyznaje, dla niektórych ważny jest namacalny dowód przejścia od chrześcijaństwa do wiary słowiańskiej. Dla takich osób organizuje obrzęd oczyszczenia, w czasie którego, jak sam mówi, w nowym członku grupy zapala się ogień wiary.

Życie od natury zależne



I, jak przekonuje, nie jest to zabawa w odtwarzanie historii. Choć obrzędy, w których bierze udział, wyglądają jak odgrywanie scen z historycznej powieści „Stara baśń”.
- Takie święta organizujemy dziesięć razy w roku. Wszystko związane jest z cyklami przyrody. To są obrzędy przypisane duchom przodków, którzy również uważali, że jesteśmy nieodłączną częścią przyrody. Mamy na przykład święto plonów. Bo, choć sami jesteśmy raczej mieszczuchami, zdajemy sobie sprawę z siły corocznych zbiorów – tłumaczy.
Podczas takiej ceremonii wszyscy Rodzimowiercy zbierają się w lesie, o zachodzie słońca. Merski zakłada wtedy długą białą szatę wykończoną czerwonym kolorem, który ma ochronić przed złem. Rozpalają ognisko, tańczą i czczą matkę ziemię.


Potwierdzeniem słów wypowiadanych podczas takich spotkań ma być życie codzienne rodzimowierców. Merski wyjaśnia, że wyznawane przez nich wartości w znacznej części pokrywają się chrześcijańskim dekalogiem.


- Wierzymy, że to kobiety powinny dbać o ognisko domowe, a mężowie powinni brać odpowiedzialność za rodzinę. Nie ma to nic wspólnego z dyskryminacją płci pięknej, wręcz przeciwnie. Również mężczyźni powinni w pełni angażować się  w życie rodzinne i dbać o dom. To raczej archetypowe podejście do męskości i kobiecości. Dążymy do tego, by być ludźmi wysoce etycznymi -  wyjaśnia.
To, co ma ich odróżniać od katolików, to sposób patrzenia na świat. - Rodzina i tradycja są ważne, ale nadrzędną wartością jest natura. Ważna jest odpowiedzialność za następne pokolenia. Chcemy być czynnymi członkami społeczeństwa. Mam na myśli postawę bohaterstwa dnia codziennego - opisuje.
Bo według Słowian, kolejne pokolenia powinny czerpać z dorobku przodków. Życie dzieci zależy w takim razie od tego, co rodzice zostawili im w spadku.
- Naszym zadaniem jest dodawanie wartości do tego, co przekazali nam nasi ojcowie – zapewnia.

„Nie wierzyliśmy, że to prawda”


Przekonania, sposób myślenia i pomysł na życie Merskiego stało się inspiracją dla trójki studentów dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Adrianna Siess, Paweł Iwanina i Bartek Pogoń stworzyli o nim film.
Podczas jego realizacji przeniknęli do świata tych, którzy określają się mianem rodzimowierców.
- Sami do końca nie wierzyliśmy, że to prawda. To było niesamowite spotkanie - podsumowała Adrianna.


Tutaj film:






Autor: M. Lester /mieś / Źródło: TVN24 Wrocław