Mieszko I, pierwszy poświadczony źródłowo władca z dynastii Piastów, stworzył podwaliny pod polską państwowość, ale nie wziął się znikąd. A dokładnie mógł przywędrować z Moraw - twierdzi prof. Przemysław Urbańczyk, mediewista archeolog z Polskiej Akademii Nauk i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, autor książki „Mieszko I Tajemniczy”.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pochodzenie Mieszka I. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pochodzenie Mieszka I. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 15 marca 2015
niedziela, 24 sierpnia 2014
Piastowie z importu
Powstanie państwa polskiego wciąż okrywa tajemnica... Czy to Wikingowie pomogli Mieszkowi I stworzyć zręby cywilizacji w dzikim kraju Słowian?
wtorek, 1 kwietnia 2014
Normano-Polacy
Pochodzenie skandynawskie Piastów zaczęto zamazywać
w 1038 roku. Opisano je jako reakcję pogańską. A tak naprawdę to był zryw autochtonów przeciw najeźdźcom.
Mieszko I aniołem nie był. Musiał budzić respekt Normanów
Martwię się o pana. W najlepszym razie zostanie pan uznany za manipulatora, w najgorszym – za zdrajcę, który chce wywieść pochodzenie Piastów od wikingów. To hitlerowcy powtarzali, że Słowianie nie są zdolni do tworzenia państw. Dawno temu Niemcy uważali Mieszka za Germanina.
sobota, 8 lutego 2014
Mieszko - rozniecaj sławę!
A oto inna z hipotez na temat prawdziwego imienia jakie nosił Mieszko I.
Mieszko I (źródło: historiopedia)
Prof. Jasiński zwraca uwagę, że z wyjątkiem imion niesłowiańskich (do których zaliczyłby także Bezpryma) Piastowie posługiwali się tylko imionami dwuczłonowymi. A to ma znaczenie dla zagadki Mieszka.
Według językoznawców imię Mieszko to forma skrócona imienia dwuczłonowego, typowego dla słowiańskiej elity. Z prof. Przemysławem Urbańczykiem polemizuje historyk średniowiecza i źródłoznawca prof. Tomasz Jasiński.
Największą zaletą prac naukowych prof. Przemysława Urbańczyka jest pomysłowość i oryginalność. Swoimi ciekawymi ustaleniami prof. Urbańczyk zmusza innych badaczy do ponownych przemyśleń.
Jeżeli chodzi o etymologię imienia Mieszka I, to całkowicie się nie zgadzam z hipotezą prof. Urbańczyka. Gdybyśmy chcieli zaakceptować ten pogląd, musielibyśmy wskazać w dziełach Ibrahima ibn Jakuba czy Widukinda na inne, analogiczne przypadki nawiązywania do Starego Testamentu przy podawaniu imion i nazw geograficznych. Zarówno jeden, jak i drugi starają się zawsze jak najwierniej oddać nazwy własne. Trzeba przy tym zaznaczyć, iż nie dysponujemy oryginałami tych dzieł, a przy ich przepisywaniu wielokrotnie zmieniano imiona, nazwy plemion i nazwy geograficzne.
Imię Mieszka I jest – moim zdaniem – całkowicie wyjaśnione przez językoznawców. Językoznawstwo rządzi się prawami tak ścisłymi jak fizyka. Różnica między obu naukami polega tylko na tym, że w wypadku językoznawstwa mamy często do czynienia z nieprecyzyjnymi zapisami. To tak, jak byśmy w fizyce korzystali ze źle wyskalowanych narzędzi pomiarowych. Ale nie zmienia to faktu, iż obydwie nauki mają równie ścisłe prawa.
Historycy nie znają się najczęściej na prawach rządzących językoznawstwem i dlatego nie przekonują ich argumenty językoznawcze.
Dwuczłonowe imię – symbol statusu
Przystępując do rozważań nad genezą imienia Mieszka I, powinniśmy przede wszystkim pamiętać o kontekście historycznym. Jest poza wszelką dyskusją, że słowiańskie imiona dwuczłonowe są dziedzictwem z okresu wspólnoty praindoeuropejskiej. Imionami dwuczłonowymi lub pochodnymi od nich imionami skróconymi posługiwała się (jak uważają badacze typów imion indoeuropejskich Ernst Pulgram i Tadeusz Milewski) przede wszystkim, a może nawet wyłącznie, arystokracja indoeuropejska. Tak też pozostało w okresie prasłowiańskim i w czasach, gdy na scenę historyczną wkraczają państwa Słowian. Imiona pierwszych władców i wielmożów słowiańskich są niemal wyłącznie dwuczłonowe lub są formami zdrobniałymi tych dwuczłonowych imion. Aleksander Brückner o zwyczajach Słowian pisze: „Nazwy tworzono wedle pierwotnego, aryjskiego sposobu, tj. złożone, dwupniowe, zawierające dobrą wróżbę, życzenia pomyślności i chwały”.
Podobnie było w dynastii Piastów, w której – pomijając imiona niesłowiańskie – posługiwano się wyłącznie imionami dwuczłonowymi: Siemowit, Siemomysł, Czcibor, Bolesław, Świętosława, Świętopełk, Kazimierz, Władysław, Zbigniew i Dobroniega oraz pochodzącymi od imion dwuczłonowych formami skróconymi. Wśród tych ostatnich należy wymienić imiona: Leszek i Mieszko. Jest oczywiste, że również i imię Mieszko w pełnej postaci musiało być dwuczłonowe, czyli takie, jakie nosili przodkowie i potomkowie pierwszego historycznego władcy. Imię dwuczłonowe nosił też ojciec Mieszka – Siemomysł i jego pierworodny syn – Bolesław. Arystokrata plemienny, członek dynastii rządzącej, nie mógł mieć innego imienia niż dwuczłonowe, gdyż każde inne imię byłoby zaprzeczeniem jego statusu społecznego.
Zdrobniony Miecisław
W świetle badań językoznawców imię Mieszko jest formą skróconą takiego imienia dwuczłonowego. Formy skrócone powstawały według ściśle określonych reguł, których tu nie sposób przytaczać. Zauważę tylko, że forma skrócona Mieszko powstała na skutek skrócenia jednosylabowego z pnia hipokorystycznego (tj. zdrobniałego, pieszczotliwego) z otwartą sylabą MIE- oraz dwóch sufiksów: pierwszego (-ch-||-sz-) i drugiego stopnia (-k-). Ten ostatni przyjmował najczęściej postać -ek, -ko, -ka. A więc, jeśli oddamy w dzisiejszej ortografii imię pierwszego chrześcijańskiego władcy, brzmiało ono: Mieszek, Mieszko i Mieszka. I takie mamy właśnie zapisy w źródłach. Językoznawcy zwracają uwagę, że forma nijaka była formą bardziej pieszczotliwą od męskiej, a żeńska (Mieszka) – najbardziej pieszczotliwą. Oczywiście współczesnych może dziwić, że mężczyzna mógł posługiwać się formą żeńską, ale wystarczy przypomnieć imiona wielu sławnych polskich mężów: Pełka, Suła, Święca, Żyra.
Gorzej wygląda sprawa, gdy chcemy odpowiedzieć na pytanie, jak brzmiał pierwszy człon pełnego imienia, które nosił Mieszko I.
Jeszcze bardziej komplikuje się sytuacja, gdy próbujemy odgadnąć, jak brzmiało całe pełne dwuczłonowe imię. Nie wynika to jednak z faktu, iż jest to imię niejasne, zagadkowe czy – jak niektórzy sobie wyobrażali – obce: normańskie czy pruskie. Kłopoty z rekonstrukcją pierwotnego imienia Mieszka I są natury bardzo prozaicznej. Wynikają one z faktu, iż pień hipokorystyczny mógł pochodzić i często pochodził od kilku pierwszych członów imienia dwuczłonowego, a czasami nawet od pierwszego i innego drugiego członu.
Najbardziej prawdopodobne jest pochodzenie imienia Mieszko od członu mieci-, w zasadzie jedynego członu od imion dwuczłonowych, który możemy przypisać pniowi hipokorystycznemu MIE-. Imię Mieszko z imieniem Miecisław pierwszy powiązał Jan Długosz. W 1925 r. od członu mieci-, a od pełnego imienia Miecisław, wyprowadził imię Mieszka Witold Taszycki, który też odnalazł to imię wśród dokumentów i ksiąg, począwszy od XIII w. Taką możliwość zaakceptował Stanisław Urbańczyk (nie mylić z Przemysławem), a także Stanisław Rospond (który początkowo miał inne zdanie). Z tegoż członu wyprowadza imię Mieszka również Maria Malec.
Cóż znaczyło imię Miecisław? W 1946 r. Stanisław Urbańczyk wyjaśniał je jako „sławę miotający”. Jednak już w 1925 r. Witold Taszycki, a później Tadeusz Milewski w pośmiertnie opublikowanej w 1969 r. rozprawie, podkreślali, iż imię to należy do najmłodszej grupy imion dwuczłonowych słowiańskich. Imiona te, jak np. Grzmisław, Imisław, a wśród nich także Miecisław, oparte są w pierwszym członie o imperativus [tryb rozkazujący czasownika, przyp. red.] liczby pojedynczej drugiej osoby. Taki typ imion występuje już tylko w językach słowiańskich, brak jego odpowiednika w innych językach indoeuropejskich. Uwzględniając zatem ów imperativus, imię Miecisław należy rozumieć jako życzenie: „miotaj sławę” czy „rozniecaj sławę”.
Autor: Tomasz Jasiński
Mieszko nie Mieszko
W związku z ostatnimi dywagacjami i polemikami dotyczącymi pochodzenia Mieszka I postanowiłem przypomnieć poniższy artykuł:
Możliwe, że kronikarze celowo przekręcili prawdziwe imię władcy, by pasowało do postaci ze Starego Testamentu.
Wystarczy zajrzeć do książek, poświęconych początkom państwa polskiego, albo nawet tylko zerknąć na fora internetowe im poświęcone, aby przekonać się, że temat imienia Mieszka I to studnia bez dna. „Nie wiemy, jak w oryginale brzmiało imię Mieszka. Nie mamy nawet pewności, czy to było słowo słowiańskie, czy innego pochodzenia. Lingwiści i historycy od ponad stu lat się spierają, co też mogło oznaczać” – tłumaczy prof. Przemysław Urbańczyk, archeolog i mediewista z Polskiej Akademii Nauk. W swej najnowszej książce „Mieszko I tajemniczy” próbował rozwikłać m.in. tę zagadkę. Kluczowe były dla niego dwa najstarsze znane zapisy imienia Mieszka – arabski z relacji Ibrahima ibn Jakuba (965) oraz łaciński z dzieła Widukinda (968). Zawiodły go do... Starego Testamentu.
Trop ibn Jakuba
Ibrahim ibn Jakub był Żydem z Tortosy, podróżnikiem wysłanym przez Arabów z misją handlowo-szpiegowską na wschód Europy. Tu poznał imię tajemniczego „króla północy”, władcy państwa, z którego w przyszłości wyrośnie Polska. Ibn Jakub zapisał je w postaci spółgłosek „Mškh” (mszkh). W arabskim, podobnie jak w hebrajskim, przy pisaniu nie stosuje się samogłosek, są one domyślne. O jaki więc wyraz mogło chodzić? Pojawiła się koncepcja, że o Mashaqqah (maszakka), ale wyraz ten oznacza… „plagę”, „trudność”, „kłopot”. Odrzucono więc tę możliwość.
„Historycy uznali, że Ibrahim ibn Jakub nie mógł Mieszkowi nadać imienia Problem” – mówi „Focusowi Historia” prof. Urbańczyk. Sam poszedł inną drogą, kierując się pewną dedukcją: „Spróbowałem sobie wyobrazić Ibrahima ibn Jakuba, który pojawia się w roku 965 na Słowiańszczyźnie (a dokładnie w czeskiej Pradze) i tam słyszy imię o trudnej wymowie. Nie mówi mu ono zupełnie nic, a jakoś musi je zapisać. A każdy człowiek ma jednak skłonność, by próbować porównać rzeczy nowe do czegoś, co zna. Wpadłem na to, że mógł użyć arabskiego terminu »Meshekh« (Meszek). Otóż Meszek to nazwa ludu wywodzącego się od biblijnego Jafeta, syna Noego. Ludu, który miał zaginąć gdzieś na północy, i którego przez długi czas poszukiwali historycy i geografowie arabscy, żydowscy, a także chrześcijańscy (wszak starotestamentowe opowieści są dla nich wspólne). Ta nazwa Ibrahimowi ibn Jakubowi doskonale pasowała. Przed wyjazdem na północ prawdopodobnie przygotował się merytorycznie, może nawet sam szukał ludu czy króla Meszek. Dlatego zapisał niezrozumiałe imię w postaci starotestamentowej. Dla czytelnika z tamtej epoki informacja, że na północy rządzi król Meszek, byłaby całkowicie zgodna z wykładnią biblijną”.
No tak, ale oryginalne zapiski Ibrahima się nie zachowały. Zostały tylko przytoczone w „Księdze dróg i królestw” al-Bekriego z XI w. Skąd możemy być pewni, że przy przepisywaniu ich nie zmieniono? „Jest argument za tym, że ten pierwotny zapis został zachowany. Taki sam, tylko hebrajski, zapis »Mšk« mamy na opisanych w tym języku monetach Mieszka Starego dwieście lat później” – przekonuje prof. Urbańczyk.
Geopolityka Widukinda
Zdaniem badacza na podobnej zasadzie powstał enigmatyczny łaciński zapis „Misaca”/„Misaco” w „Rerum gestarum Saxonicarum libri tres” saskiego kronikarza Widukinda. „Pochodzi niemal z tego samego okresu, co relacja ibn Jakuba. Jest różnica tylko kilku lat. Wyobraziłem sobie, że również Widukind i kronikarze sascy, gdy po raz pierwszy usłyszeli imię władcy słowiańskiego, nie potrafili go wymówić, powtórzyć ani zapisać. Dla Sasa, który dziwne imię słowiańskie ma zapisać po łacinie – to łamigłówka zupełnie niezwykła! Uznałem, że podobnie jak Ibrahim ibn Jakub, Widukind próbował odwołać się do Biblii. I mamy tam starotestamentową opowieść o Miszachu, którego władca babiloński Nabuchodonozor mianował gubernatorem” – tłumaczy Urbańczyk.
Powstaje pytanie, dlaczego Widukindowi imię Mieszka skojarzyło się z Miszachem, a nie z Meszkiem, jak Ibrahimowi. Otóż Widukind zapisał swoją wersję ok. 968 r. Wtedy to nasz władca wysłał do cesarza Ottona I do Rzymu delegację z mieczem, który odebrał pokonanemu cesarskiemu krewniakowi Wichmanowi – warchołowi, na dodatek najeżdżającemu słowiańskie ziemie. W odpowiedzi na to poselstwo cesarz posłał Mieszkowi – nieznanemu potencjalnemu sojusznikowi – biskupa misyjnego Jordana. Kronikarz mógł wytłumaczyć sobie i czytelnikom tę sytuację jako powtórzenie historii ze Starego Testamentu: cesarz (król Nabuchodonozor) przygarnia nieznanego sobie władcę (Miszacha) i mianuje swoim chrześcijańskim przedstawicielem (gubernatorem) na północy. Zdaniem prof. Urbańczyka takie symboliczne powtórzenie to całkowicie normalny sposób myślenia dla ludzi wczesnośredniowiecznych. To dlatego w źródłach saskich pojawił się zapis „Misaco” czy nawet „Misacho”.
Spolonizowany Mieszko
Wynikałoby stąd, że ludzie z dwóch różnych środowisk intelektualnych – z jednej strony muzułmańsko-żydowskiego, z drugiej chrześcijańskiego – aby jakoś przetłumaczyć przedziwne imię naszego władcy, dokonali jego przełożenia na terminologię i sytuacje sobie znane. „Z kronik forma łacińska wróciła do Polski, gdzieś w czasach Bolesława Chrobrego, i pojawiła się na monecie wybitej w drugiej dekadzie XI w. dla jego syna Mieszka II. Zapisane jest na niej »Misico«. To też wersja, która pojawiła się wcześniej w Saksonii. I to z niej po latach przekształceń dostaliśmy naszego Mieszka: po wtórnym zeslawizowaniu, spolonizowaniu imienia zapisanego wcześniej po łacinie” – wyjaśnia prof. Urbańczyk.
Czyli pierwotne imię zostało przekształcone w zapisach arabsko-żydowskich i łacińskich, i dopiero na tej podstawie powstało znane nam dziś imię. Zdaniem prof. Urbańczyka możemy więc być pewni, że Mieszko I nie nazywał się Mieszko, jakkolwiek brzmi to paradoksalnie!
Mediewista prof. Henryk Samsonowicz ma jednak zastrzeżenia do koncepcji prof. Urbańczyka: „Przecież późniejsze źródła, które wymieniają wyraźnie imię Mieszka, na pewno nie chciały podciągnąć go pod imię ze Starego Testamentu. Stąd mam pewne wątpliwości co do tej hipotezy”… Pozostaje też pytanie zasadnicze: jak brzmiało imię Mieszka w rzeczywistości i co faktycznie oznaczało?
Niedowidzący Anonim
Gall (a może raczej Wenecjanin) Anonim, pierwszy kronikarz tworzący na polskich ziemiach, użył na początku XII w. wersji imienia „Mesco”/„Mesko”. Znał już wcześniejsze zapisy łacińskie, lecz ich nie powtórzył. Może taki zapis wydał mu się bardziej adekwatny.
Zdaniem prof. Urbańczyka najciekawsze wydaje się jednak coś innego: „Gall Anonim przytoczył legendę, że Mieszko przez siedem lat od urodzenia był ślepy. To ciekawe, jeśli powiązać to z koncepcją prof. Andrzeja Bańkowskiego, że w kwestii brzmienia imienia władcy trzeba oprzeć się na wyrazie »Mьžьka« zapisanym w źródle staroruskim. Ono oznaczało właśnie kogoś, kto niedowidział”.
„Mьžьka” pojawił się w tzw. latopisie ipatijewskim, mówiącym o Mieszku III Starym. Jak podkreśla badacz, jest to najstarszy ruski zapis tego imienia, który część językoznawców uważa za wersję najbardziej odpowiadającą ówczesnej „polszczyźnie” (dziś nawet nie wiadomo dokładnie, jak należałoby odczytać wyraz „Mьžьka” – zapewne w sposób zbliżony do „Mieżka”).
Niemniej wszystkie elementy układanki zaczynają się łączyć! Nieprzetłumaczalnego dla odwiedzających Słowiańszczyznę zagranicznych przybyszów, niedowidzącego „Mieżkę” zastąpił – w zależności od obcego źródła – podobnie brzmiący biblijny Meshekh-Meszek lub Misacho-Miszach. Potem imię wracało w różnych łacińskich formach, które z czasem Polacy przełożyli jako „Mieszko”.
Co na to inni naukowcy? „Pierwotne brzmienie imienia jest dla mnie tajemnicą. I Przemysław Urbańczyk ma całkowitą rację, próbując je rozszyfrować. Dobrze, że stawia pewne nowe pytania, które już teraz spowodowały lawinę rozmaitych rozważań. Kto pyta, nie błądzi” – podkreśla prof. Henryk Samsonowicz. Jednak jego zdaniem przekaz, jakoby Mieszko za młodu był ślepy i dopiero później odzyskał wzrok, nawiązuje do tego, że władca przyjął chrzest – i „przejrzał na oczy” w ten własnie sposób. Ma więc charakter ideologiczny, nie musi odpowiadać stanowi faktycznemu. Poza tym imię to było używane długo po rzekomo „ślepym” Mieszku I.
Sęk też w tym, że mamy jeszcze inne hipotezy i to z długim rodowodem! Wincenty Kadłubek, a za nim Jan Długosz, pisali po wiekach o naszym władcy, że „spodobało się ojcu i dostojnikom nazwać go Mieszką, co w języku polskim znaczy zamieszanie lub poruszenie, dlatego że z powodu swej ślepoty od urodzenia był przyczyną zamieszania dla rodziców i narodu”. Czyli jednocześnie powtórzyli wersję Anonima o niedowidzeniu władcy, ale pochodzenie imienia wyjaśnili w inny sposób. Na dodatek Długosz wytłumaczeń miał kilka, bo napisał: „Sądzą niektórzy, że małego księcia nazwano Mieczysławem, co oznacza »mający posiadać sławę« i że imię to przeszło w Mieszko przez zdrobniałe wołanie go, gdy był dzieckiem”. A to był dopiero początek kolejnych hipotez, które pojawiały się przez następne wieki.
Zamieszanie z Dagome iudex
Może trzeba pójść w jeszcze innym kierunku: czy imię Mieszko to nie zdrobnienie od niedźwiedzia, „misia”, „miszki”? No i co z „Dagome iudex” – znanym tylko z kopii dokumentem z ok. 991 r., w którym identyfikowany z Mieszkiem „Sędzia Dagome” („Dagome iudex”) oddaje swoje ziemie w opiekę Stolicy Apostolskiej. Sugerowałoby to, że prawdziwe imię polskiego władcy to właśnie Dagome (Dagone, Dago). Albo Degen – co po niemiecku oznaczało miecz, więc kojarzyć się może z próbą przetłumaczenia na obcy język imienia Mieczysław jako oznaczającego kogoś „sławnego mieczem”...
Inni badacze próbowali tłumaczyć, że zwrot „Dagome iudex” to błąd kopisty, który źle odczytał i przepisał formułę „Ego Mesco dux” (ja, książę Mieszko) lub „Dago Mesco dux” (książę Dago Mieszko). W tym drugim wypadku nasz władca miałby dwa imiona. Dlaczego nie: w końcu jedno mógł nosić od urodzenia, drugie dostać na chrzcie... A może chodziło tylko o jedno imię chrzestne? Na przykład o – jak sugerował prof. K.T. Witczak – faktycznie znane (na Połabiu) imię Tęgomir, przełożone jako Dagome… Pomysłów była cała masa.
W tej sytuacji mediewista Karol Buczek pisał jeszcze w latach 60.: „Sądzę, że należałoby skończyć z opartymi na regeście »Dagome iudex« kombinacjami na temat imienia chrzestnego Mieszka I, jest bowiem zgoła nieprawdopodobne, by wystawił on akt darowizny »państwa gnieźnieńskiego« nie pod tym imieniem, pod którym występuje w źródłach polskich, czeskich i niemieckich, nie wyłączając kronik Widukinda i Thietmara. Świadczy to, że innego imienia w ogóle nie używał i – prawdę mówiąc – używać nie mógł, zwłaszcza w działaniach politycznych, gdyż w czasie chrztu był już człowiekiem dorosłym i miał za sobą co najmniej kilka lat rządów państwem”.
Jak dodał Buczek, „trudno nie uważać w tej sytuacji imienia Dagome za produkt jakiejś pomyłki spowodowanej może nad niszczeniem pierwowzoru naszego regestu”.
Dokument zwany „Dagome iudex”, w którym Mieszko tytułowany jest jako „sędzia Dagome”, wywołał falę spekulacji na temat „drugiego imienia” bądź „prawdziwego imienia” księcia. Z drugiej strony część naukowców uważa ten dziwny zwrot za błąd kopisty.
Bez cudownych historycznych źródeł
Przy takiej liczbie hipotez (a wymieniliśmy tylko najważniejsze) nic dziwnego, że kiedy w 2012 r. odbyła się w Poznaniu konferencja naukowa poświęcona imieniu Mieszka, badacze nie byli w stanie wypracować jednolitego stanowiska. Nie pojawiły się też odkrywcze próby rozwiązania problemu. „Okazało się, że takich zupełnie nowych pomysłów nie ma. Raczej wraca się do elementów, które już się pojawiały, tylko albo nie zostały dostrzeżone, albo nie w pełni wykorzystane. Ja w swojej koncepcji starałem się z różnych pojedynczych pomysłów, które padały w tekstach różnych autorów i w różnych czasach, zrobić jedną sensowną całość” – przekonuje prof. Urbańczyk.
Optymiści cały czas mogą liczyć, że na odkrycie czekają nieznane historyczne źródła, które ostatecznie wyklarują sprawę. Weźmy dla przykładu słynne manuskrypty z Mali – wciąż niezinwentaryzowane tysiące kilkusetletnich rękopisów w piśmie arabskim. Mogą one przecież zawierać kopie zapisków Ibrahima ibn Jakuba. „Niewykluczone, że przy szkołach koranicznych i meczetach, gdzie powstawały biblioteki, ktoś odkryje jakiś nieznany nam rękopis albo starszy od tych, którymi dysponujemy. Jednak szansa taka jest minimalna – uważa prof. Urbańczyk i konkluduje: – Mamy niezwykle skromne źródła do całych dziejów Mieszka. Prawdy musimy się domyślać przez analogie, przez wyobrażanie sobie sytuacji, w której powstały, przez usuwanie błędów itd. Ostatecznych dowodów zapewne nie znajdziemy. Możemy tylko stawiać kolejne, coraz lepsze hipotezy”.
Według niego, prawdziwe imię Mieszka wywodziło się od określenia na niedowidzącego, a przekręcili je kronikarze – chcąc zbliżyć je brzmieniem do postaci ze Starego Testamentu – i jest to najlepsze wytłumaczenie, na jakie nas dzisiaj stać.
Autor: Adam Węgłowski
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Pochodzenia Mieszka I ciąg dalszy (lub wcześniejszy)
Prof. Władysław Duczko z Wyższej Szkoły Humanistycznej w Pułtusku chce przeprowadzić badania genetyczne, które mają ustalić pochodzenie Piastów. O planowanym projekcie badawczym opowiedział na antenie radiowej Jedynki.
Prof. Duczko chce w ten sposób zweryfikować forsowaną przez niektórych hipotezę, że Mieszko, pierwszy historyczny władca Polski, był wikingiem, a nie Słowianinem.
- Jedyną możliwością uprawdopodobnienia lub obalenia jednej z hipotez są w tej chwili badania genetyczne – powiedział prof. Duczko. Jako że nie jest możliwe pobranie próbek z kości Mieszka I i jego syna Bolesława Chrobrego, gdyż ich szczątki nie zachowały się, naukowcy chcą uzyskać dostęp do materiału genetycznego ich potomków, m.in. Władysława Hermana i Bolesława Krzywoustego. Zespół prof. Duczko będzie też chciał skorzystać z DNA władców innych dynastii, z którymi Piastowie wchodzili w częste mariaże.
Hipoteza o obcym rodowodzie twórców Polski pojawiła się w XIX w. Jednym z pierwszych jej zwolenników był Karol Szajnocha. W 1858 r. zaprezentował tezę, że w VI w. na ziemie polskie napłynęli skandynawscy imigranci zwani Lachami.
Kolejną wersję tej hipotezy przedstawili w 1918 r. dwaj niemieccy historycy Lambert Schulte i Robert Holtzmann. Odwołali się do dokumentu zwanego Dagome iudex, w którym Mieszko I oddawał swoje państwo pod opiekę papieżowi. Pierwszy historyczny władca Polski jest w nim nazwany Dagome. Na tej podstawie Niemcy uznali, że był to najpewniej duński wódz imieniem Dago, który około 960 r podbił na czele swojej drużyny ziemie nad Wartą.
Ich teza okazała się niezwykle żywotna i znalazła również zwolenników w Polsce. Obecnie najbardziej znanym adwokatem Mieszka-Dago jest archeolog Zdzisław Skrok. Jego zdaniem Dago przybył ze wschodu na czele drużyny Waregów.
Jednak identyfikowanie Mieszka z niejakim Dago opiera się jedynie na Dagome iudex. A jest to wyjątkowo zwodnicze i ryzykowne źródło. Nie jest to bowiem oryginalny dokument, ale kopia niedokładnego streszczenia, które wykonał około 1080 r. włoski kardynał Deusdedit. Fakt donacji był mu potrzebny w pewnej jurystycznej rozprawie. Kardynała nie interesowało kto i jaki kraj oddał blisko sto lat wcześniej pod opiekę Stolicy Apostolskiej (sądził zresztą, że dokument dotyczy Sardynii). Nie przyłożył się więc do szczegółów i najwyraźniej zniekształcił nieznane sobie nazwy.
Sytuację mogły jeszcze pogorszyć późniejsze kopie streszczenia, gdyż średniowieczni pisarze niezwykle często przekręcali bądź „poprawiali” nazwy geograficzne i imiona z przepisywanych rękopisów. Doskonałym przykładem jest tutaj Żywot św. Wojciecha. W pierwszej jego wersji mamy wymieniony Gdańsk (Gyddanyzc) oraz księcia polskiego Bolesława. Jednak kopiści najwyraźniej nie mieli pojęcia o Gdańsku, gdyż przerobili go na bardziej znane Gniezno. Bolesława uczynili zaś księciem Prus.
Jednak zdaniem prof. Duczko użycie imienia Dagome nie może być pomyłką, bo syn pierwszego historycznego władcy Polski jest wspomniany w dokumencie jako Mieszko i pod tym imieniem później panował jako Mieszko II. Pozwolę jednak sobie skontrować ten argument kolejną dziwną nazwą z Dagome iudex, czyli Schinesghe, które zdaniem historyków ma oznaczać Gniezno. Tymczasem na monetach Bolesława Chrobrego mamy wybiteGnezdun civitas. Trochę więc dużo tych dziwnych nazw własnych w krótkim dziełku kardynała Deusdedita.
To budzące poważne wątpliwości najwyraźniej niedbałe streszczenie totalnie przegrywa w konfrontacji z innymi źródłami wspominającymi o pierwszym historycznym księciu piastowskim. Imię Dago bądź podobne nie pojawia się w nich ani razu. Wszyscy autorzy używają mniej lub bardziej zniekształconej wersji imienia Mieszko, a byli to przecież nierzadko ludzie dobrze znający realia ziem słowiańskich (np. Thietmar, który zwał księcia Misco). Imię Mieszko pojawia się przede wszystkim w relacjach autorów dwóch pierwszych wzmianek o tym księciu i państwie Piastów, czyli u Ibrahima ibn Jakuba i Widukinda z Korbei, którzy żyli w czasach Mieszka. Źródła późniejsze używają podobnego imienia. Np. w rocznikach kapituły gnieźnieńskiej przy informacji o chrzcie Polski widnieje imię Mesco. Nikt też nie wspomina o niesłowiańskim pochodzeniu tego władcy. Co więcej, wymienione przez Galla Anonima imiona przodków Mieszka są w stu procentach słowiańskie.
Prof. Duczko stwierdza co prawda, że to, co pisał Gall Anonim na początku XII wieku, o słowiańskich korzeniach pierwszych Piastów, to głównie legendy. Jest to oczywiście prawda, ale w kwestii imienia Mieszka opowieść Galla Anonima ma potwierdzenie w wielu innych, w tym starszych źródłach.
Z tych też powodów hipoteza o wikingu Dago w zasadzie nie ma w świecie nauki żadnego poparcia. „Trudno wiązać początki dynastii z obcymi etnicznie przybyszami, ponieważ nie upoważniają do tego źródła pisane, ani tym bardziej dane archeologiczne” – stwierdził w książce „Archeologia Polski wczesnośredniowiecznej” prof. Andrzej Buko, dyrektor Instytutu Archeologii i Etnologii PAN.
Niedawno rozmawiałem na ten temat z dr. hab. Michałem Karą, który kieruje zespołem Pracowni Wczesnego Średniowiecza IAiE PAN w Poznaniu. Jego zdaniem nie ma żadnych dowodów na to, że Mieszko był wikingiem. – Dynastia Piastów jest przyrodzona, a nie obca. Gdyby przybyli w obręb ziemi gnieźnieńskiej z obcej krainy, jak skandynawski ród Ruryka na obszar późniejszej Rusi, to źródło – jak w przypadku kroniki ruskiej – niewątpliwie poinformowałoby o tym. To była ważna informacja w średniowieczu, która nie przynosiła ujmy rodowi, wręcz odwrotnie, stanowiła ważny element w kształtowaniu historyczno-mitycznej tradycji rodu – tłumaczył mi dr Kara.
Z tekstu poświęconego audycji ma stronach internetowych Polskiego Radia można odnieść wrażenie, że prof. Duczko jest zwolennikiem tezy o skandynawskim pochodzeniu Mieszka. Jednak prawda jest inna. W trakcie audycji stwierdził stanowczo, że nic nie wskazuje na to, że Mieszko rzeczywiście był Skandynawem. Dodał też, że gdyby nim był, to informacja o tym pojawiłaby się z pewnością w skandynawskich źródłach. Tymczasem nie ma w nich najmniejszej wzmianki o wikingu Mieszku. Pojawia się za to Bolesław Chrobry, ale jako władca słowiański.
Polskie Radio troszkę więc przesadza pisząc, że pochodzenie Mieszka (Piastów) jest jedną z największych zagadek naszej historii. Tak naprawdę bardzo trudno znaleźć naukowca, który uważałby, że twórcy Polski byli obcego pochodzenia.
Prof. Duczko chce też badać DNA z wczesnośredniowiecznych pochówków na terenie Polski uznawanych za wikińskie, by ustalić pochodzenie tych osób. Te badania mogą być dużo cenniejsze niż analizy DNA Piastów. Zwłaszcza jeśli będą połączone z analizami izotopów np. w zębach, które pozwalają wskazać miejsce urodzenia i młodości danej osoby.
WOJCIECH PASTUSZKA – 27 KWIETNIA 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)

