piątek, 7 marca 2014

Wracają kontrowersje wokół Świętowita ze Zbrucza

W 1848 r. z rzeki Zbrucz wyciągnięto kamienny posąg wysokości 2,5 m, który stał się szybko ikoną pogańskiej sztuki Słowian. Uznano go za przedstawienie Światowita* z około IX-X w. n.e. Doskonały stan rzeźby oraz brak powiązań zabytku z jakimkolwiek stanowiskiem archeologicznym budziły jednak liczne wątpliwości. Nie brak było głosów, że w rzeczywistości posąg jest dużo młodszy. Teraz wątpliwości te wracają ze wzmocnioną siłą.




Światowid* w Muzeum Archeologicznym w Krakowie.
Fot. Silar, Creative Commons

Małżeństwo ukraińskich archeologów z Kijowa, Oleksij Komar i Natalia Chamajko, już ponad dwa lata temu opublikowało po rosyjsku artykuł podważający wczesnośredniowieczne pochodzenie zabytku znajdującego się obecnie w Muzeum Archeologicznym w Krakowie. Znacząco poszerzona polska wersja artykułu ukazała się niedawno jako suplement do publikacji „Materiały i sprawozdania Rzeszowskiego Ośrodka Archeologicznego, Tom XXXIV”.
Komar i Chamajko podważają wszelkie argumenty za pochodzeniem posągu z wczesnego średniowiecza, ale jednocześnie nie uznają go za falsyfikat. Ich zdaniem historia jest bardziej niezwykła. Podejrzewają bowiem, że rzeźba powstała na zlecenie romantycznego poety Tymona Zaborowskiego (1799-1828), który był właścicielem majątku Liczkowce leżącego nad Zbruczem niedaleko miejsca znalezienia posągu (ok. 170 km na południowy wschód od Lwowa). Za zabytek została zaś uznana na skutek zbiegu okoliczności, a nie celowego działania jakiegoś fałszerza.
Naukowcy oceniają, że posąg wykonano najpewniej w latach 20. XIX w., a następnie w nieznanych okolicznościach trafił on do rzeki. Najmocniej na tak młody wiek zabytku wskazuje zdaniem badaczy nie tylko jego stan zachowania, ale też chociażby ślady świadczące, że rzeźbę wykonała osoba dużo lepiej znającą się na kamieniarstwie, niż ludzie żyjący na tych ziemiach ponad tysiąc lat temu.
Nie bez znaczenia jest też to, że do hipotezy ukraińskich archeologów całkiem dobrze pasują wyniki badań makroskopowych i mikroskopowych posągu ze Zbrucza, które przeprowadził w latach 1948-49 krakowski konserwator Rudolf Kozłowski. Ustalił on, że posąg wykonano z wapienia pochodzącego zapewne z okolic Husiatyna na Podolu i był pierwotnie pokryty barwnikami, których ślady ocalały w zagłębieniach reliefu. Kluczowe jest to, że Kozłowski potwierdził, iż posąg rzeczywiście leżał w rzece, ale dość krótko. Jednak jego zdaniem rzeźbę zakopano w odległej przeszłości niedaleko rzeki. Z czasem koryto zbliżyło się do posągu i w końcu osunął się on do wody.
Do sceptyków należy prof. Władysław Duczko, archeolog, kierownik katedry Antropologii i Archeologii Akademii Humanistycznej w Pułtusku, który o posągu mówił niedawno w radiowej Jedynce, w prowadzonej przez Katarzynę Kobylecką audycji„Naukowy zawrót z głowy”.
- Jednym z najważniejszych argumentów jest sprawa zachowania tej rzeźby. Została zrobiona z lokalnego wapienia i jest w świetnym stanie. Widać ślady dłuta. Gdyby leżała w rzece 1000 lat, to by wyglądała inaczej. Miałaby zacieki wapienne w dużo większej ilości. Rzeźba nie mogła leżeć w rzece dłużej niż 20 lat. Nawet gdyby leżała w ziemi, to nie zachowałaby się w takim stanie – opowiadał w trakcie audycji prof. Duczko.
Jednym z argumentów za autentycznością posągu jest znalezienie w dorzeczu środkowego Dniestru innych kamiennych rzeźb. Jak podkreśla Muzeum Archeologiczne w Krakowie w opisie Światowida ze Zbrucza, szczególne miejsce wśród tych dzieł zajmują odkryte w trakcie badań wykopaliskowych posągi z Iwankowców i Stawczan, z których przynajmniej dwa formą nawiązują do zabytku ze Zbrucza.
Jednak już samo zestawienie obok siebie zdjęć posągów z Iwankowców i Światowida ze Zbrucza, które możemy zobaczyć w publikacji ukraińskich badaczy, uświadamia, że są podstawy do wątpliwości. Zabytki te, choć podobne do figury z krakowskiego muzeum, są zdecydowanie gorzej zachowane.
W dodatku znaczna część tych kamiennych rzeźb jest wiązana nie z wczesnym średniowieczem, ale z kulturą czerniachowską obecną na tym terenie w III-IV w. n.e.. „Analizując temat figury zbruckiej w literaturze archeologicznej trudno pozbyć się wrażenia zamkniętego kręgu: słowiańską przynależność rzeźb kamiennych uzasadniano powołując się na idola ze Zbrucza, autentyczność zaś i typowość tego ostatniego – przytaczając te same figury kamienne” – piszą ukraińscy badacze.
Podsumowując swoją argumentację Komar i Chamajko stwierdzają m.in., że
1. posąg nie ma ani dokładnych, ani pewnie datowanych choćby odległych analogii archeologicznych (zarówno kamiennych, jak i drewnianych);
2. złożony od strony technologicznej i kompozycyjnej sposób wykonania znacząco przewyższa potencjał „pogańskiej” rzeźby kamiennej z I tys. n.e. z obszarów wschodniosłowiańskich;
3. na terenach wschodniosłowiańskich nieznane są na razie inne wyobrażenia postaci o czterech twarzach i wielopoziomowe kompozycje artystyczne z IX–X w.,
4. ekspertyza przyrodnicza nie potwierdziła obecności jakichkolwiek wiarygodnych oznak długotrwałego wpływu środowiska naturalnego na powierzchnię rzeźby, a figura nie leżała w rzece dłużej niż kilka dziesięcioleci.
„Próba wytłumaczenia każdego z powyższych aspektów – w kontekście domniemanej atrybucji rzeźby jako pogańskiego idola z IX–X w. – wymaga sformułowania całego szeregu skomplikowanych ryzykownych hipotez z wieloma domysłami, co jest sprzeczne z naukową dyrektywą „brzytwy Ockhama”” – piszą badacze.
Komar i Chamajko wskazują również na podobieństwo rzeźby do przedstawień ruskich świętych. Czapka Światowida jest identyczna z czapką świętych Borysa i Gleba z ikon. Także układ rąk i nogi zbruckiego posągu ma liczne analogie w ikonach
W oparciu o detale monumentu badacze stworzyli coś na podobieństwo portretu psychologicznego osoby stojącej za jego powstaniem. Okazało się, że powinien być nim poddany cesarstwa austriackiego, interesujący się dziejami Polski, mitologią Słowian i literaturą obcą, katolik, ale zainteresowany staroruskimi ikonami prawosławnymi, człowiek znający miejską architekturę barokową i motywy antyczne, ale mieszkający na dalekiej prowincji, zainteresowany miejscowymi zabytkami, charakteryzujący się niewątpliwie fantazją artystyczną i skłonny do teatralnych efektów, ale nie artysta.
Do tego portretu zdaniem badaczy doskonale pasuje romantyczny poeta Tymon Zaborowski. Nie dość, że jego majątek znajduje się w rejonie, w którym znaleziono Światowida, to wiele jego dzieł jest osadzonych w czasach, gdy na ziemiach słowiańskich pogaństwo ustępowało miejsca chrześcijaństwu. Ich treść wskazuje zaś na bardzo dobrą znajomość tematyki.
Jednak teza jakoby rzeźbę zamówił Tymon Zaborowski nie przekonuje prof. Duczki. – Nie ma na to argumentów. Gdyby to kuto na miejscu, wszyscy w okolicy by o tym wiedzieli, bo transport i obróbka takiego wielkiego kamienia wzbudziłyby zainteresowanie – mówił podczas audycji w radiowej Jedynce.
Ukraińscy badacze tłumaczą ten brak informacji o wykonaniu rzeźby tragicznymi wydarzeniami, które nastąpiły między jej stworzeniem a znalezieniem. W 1828 r. Zaborowski zginął w niewyjaśnionych okolicznościach (możliwe, że było to samobójstwo, które chciała ukryć rodzina). Później przez okolicę przeszła epidemia cholery zabijając wielu mieszkańców, a innych skłaniając do zmiany miejsca zamieszkania. Wśród ofiar znaleźli się m.in. rodzice poety.
W dodatku od dawna w polskiej literaturze pojawiały się opinie, że Teofil Żebrawski, który sprowadził posąg do Krakowa, nie zebrał wystarczających informacji o okolicznościach jego odkrycia. Jest więc całkiem możliwe, że ludzie zajmujący się odkrytym posągiem w ogóle nie zetknęli się z osobami mogącymi pamiętać rzeźbę wykonaną dla zmarłego ponad 20 lat wcześniej poety.
Zdaniem ukraińskich badaczy właśnie brak informacji mógł spowodować, że przez pomyłkę osoby, w których ręce trafił posąg, uznały romantyczną rzeźbę mającą przypominać pogańskie idole, za rzeczywisty zabytek z wczesnego średniowiecza.



Oleksij Komar, Natalia Chamajko, Idol ze Zbrucza: zabytek z epoki romantyzmu?, suplement do MATERIAŁÓW I SPRAWOZDAŃ Rzeszowskiego Ośrodka Archeologicznego, Tom XXXIV



* Światowid ze Zbrucza to nazwa własna zabytku używana już w momencie przywiezienia go do Krakowa. Właściwa pisownia przyjęta dla słowiańskiego boga brzmi Światowit, Świętowit.

Autor: Wojciech Pastuszka



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz